Sie 122013
 

Autorytety


Nie będę tu pisał o autorytetach w powszechnym ich znaczeniu. Raczej o czymś, czego zazwyczaj się nie zauważa. Autorytety starszych osób: mamy, taty, rodzeństwa, babci, dziadków, a także: „panów policjantów”, księży, lekarzy itp.

Dziecko zazwyczaj wie, że to co powiedzą rodzice lub pani w szkole jest „święte”. Jeśli pani powie, że ludzie potrafią latać – dziecko będzie się zastanawiało dlaczego ono nie potrafi. Ale chciałem tu przytoczyć inny przykład. Pani pyta tabliczki mnożenia. Jedno dziecko – 3×5. Drugie 4×4 i tak dalej. I nagle trafia – 3×5 – dziecko odpowiada 15! A nauczycielka zadaje drugie pytanie – a 5×3? Dziecko się zastanawia co jest nie tak. Dlaczego inne dzieci miały po jednym pytaniu, a ono ma dwa? Dziecko wie, że 3×5 i 5×3 to jest to samo, ale czy pani tego nie wie? W tym momencie nauczycielka twierdzi autorytatywnie: siadaj, tuman jesteś, nigdy się tego nie nauczysz. Dziecko zapamiętuje że jest matematycznym tumanem i że nigdy się tego nie nauczy.

To samo dziecko. Załóżmy – dwa tygodnie później. Klasa rozrabiała, pani nie mogła sobie poradzić, zrobiła niezapowiedzianą klasówkę. Były same trudne rzeczy: 7×8, 9×3 i 8×4. Dziecko dostało złą ocenę. Nie dlatego, że się nie przygotowało, nie dlatego, że za karę, że za rozrabianie, że takie oceny dostała cała klasa, ale dlatego, że „jest tuman i nigdy się matematyki nie nauczy”. Jedna zła myśl jest jak stołek na jednej nodze – nie ma większego znaczenia. Wystarczy jednak pomyśleć co będzie gdy takie myśli będą cztery?

Inny przykład. Rodzice mówią setki razy – nie wychodź na dwór z mokrą głową, bo się przeziębisz. I dziecko, nawet podczas upałów jest się w stanie przeziębić, bo rodzice tak mówili. Ale są jeszcze trudniejsze przypadki. Lekarze. OJ! Coś boli. Pójdę do lekarza, on mnie wyleczy. trzeba się zapisać – lekarz przyjmie dopiero za tydzień. Dobrze, warto poczekać, bo on mi pomoże. Mija jeden dzień, drugi. Boli bardzo, ale trzeba poczekać, bo ten lekarz mi pomoże. Przychodzi wizyta, Człowiek wchodzi do gabinetu i … nic go nie boli. „PÓJDĘ DO LEKARZA, ON MI POMOŻE”. Ale to działa też w drugą stronę. Mamy – powiedziałbym – wrodzony lęk przed ludźmi w białych fartuchach – pewnie jeszcze z okresu szamanów. Ktoś jest na coś tam chory. Lekarz stwierdza autorytatywnie: ma pan przed sobą 6 miesięcy życia. Co się dzieje z takim człowiekiem, na którego „zapadł wyrok”? On jest przekonany, że po pół roku zjedzie z tego świata i nie ma od tego odwrotu, bo lekarz tak powiedział. Mija miesiąc, drugi, trzeci. Człowiek właściwie czuje się dobrze, ale i tak wie, że ma jeszcze tylko cztery miesiące. Po sześciu – umiera. Czuł się dobrze, ale lekarz powiedział… On wiedział lepiej. Pacjent umarł, żeby nie robić lekarzowi przykrości…

Lekarz jest też tylko człowiekiem, wykształconym zazwyczaj, to prawda, ale nie zawsze zdaje sobie sprawę z tego co mówi. Jeśli choremu na raka powie się: „Jest pan chory na raka. Tak to prawda, że przeżywa tę chorobę (strzelam) 30% ale pana objawy są takie, że należy pan do tej szczęśliwej części. Pan będzie wyleczony” – szanse na wyleczenie wzrastają kilkakrotnie. A to jest tylko sposób poinformowania o chorobie. A proszę porównać: „Ma pan raka i niecałe 6 miesięcy życia przed sobą”. Jest różnica, prawda? Mówię tu o raku, bo tego zazwyczaj ludzie się najbardziej boją, ale to może być cokolwiek, chodzi mi tu o przykład. Lekarz to jest ktoś kto ma większą władzę nad nami (psychiczną oczywiście) niż – tak naprawdę – my sami. Jak lekarz powie, że jesteśmy umierający to nawet jeśli przed chwilą wróciliśmy z wyprawy na K-2 – będziemy się czuli jak własne zwłoki.

Ostatnio spotkałem się z radosnym przejawem lekarskiej ignorancji – znajomy usłyszał „ma pan raka”. Żeby się upewnić, trzeba zrobić badania, za 6 miesięcy. Znajomy zapłacił, zrobili badania i … cudownie ozdrowiał. Gdyby traktować lekarza jak autorytet – można sobie naprawdę zniszczyć życie.

Pojawiły się ostatnio w internecie „listy szczęścia”. Streszczenie to: „jak coś zrobisz to będzie ci dobrze, jak nie, to będzie bardzo źle”. Jeśli uwierzymy, że będzie źle – to będzie. Tak naprawdę to e’mailem można co najwyżej kogoś zdenerwować, ale gdyby się dało zrobić tak, żeby ktoś po przeczytaniu – chociażby – złamał nogę to proszę sobie wyobrazić ile listów otrzymują niektóre osoby publiczne. A mimo to żyją. Może to jednak tak nie działa?

Nie traktujmy szeroko pojętych autorytetów jako wyroczni. To tylko ludzie i oni też mogą się mylić, a skutki takich pomyłek są tragiczne wyłącznie dla nas. Wyłącznie.

Wpis został przeczytany 800 razy 🙂

 Posted by at 13:09

 Leave a Reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

(required)

(required)