Sie 132013
 

PZU i mocna przyszłość

Dawno, dawno temu – czyli 18 kwietnia 2001 została założona polisa PZU „ubezpieczenie na życie z funduszem inwestycyjnym mocna przyszłość”. Dla zapewnienia mocnej przyszłości, jak sama nazwa wskazuje. Polisa obejmowała ubezpieczenie oraz zapewnienie „mocnej przyszłości”. Polisa została nam ofiarowana, ale nie to jest ważne.

W między czasie na polisie trzeba było wykonać zmianę nazwiska i adresu. Przyszła pani do nas do domu i sporządziła odnośny dokument.

Po upływie pierwszego okresu, czyli trzech lat zdecydowaliśmy się ją wykupić. Był to początek kwietnia. Pani w PZU w Katowicach na ulicy Mickiewicza powiedziała nam, że jeśli chcemy ją wykupić to trzeba poczekać, aż miną pełne 3 lata okresu składkowego, gdyż po tych 3 latach polisa zostanie podsumowana i jej dokładne rozliczenie przyjdzie pocztą. Polisa miała być rozliczona w następnym dniu roboczym (według informacji PZU w Katowicach) po zakończeniu trzech lat, czyli około dnia 19 kwietnia 2004, a wydruki zostaną przysłane pocztą. Dobrze, w takim razie czekamy na list. (To była wizyta I, ok. 30 minut, 1,50 zł na parking).

Otrzymaliśmy dokument potwierdzający zmianę adresu, ale nazwisko pozostało stare.
Minął tydzień od 19 kwietnia, a list nadal nie przyszedł więc udaliśmy się do PZU w celu otrzymania wyjaśnień. Pani wysłała faksem prośbę o szybkie przysłanie odpowiedniego rozliczenia oraz o zmianę nazwiska. PZU w Warszawie „nie zauważyło”, że nazwisko też zostało zmienione. (Wizyta II, 1h, 1,50 zł za parking). Przyszło pismo ze zmianą nazwiska.

Po trzech tygodniach od 19 kwietnia poszliśmy po raz kolejny do PZU. Z mocnym postanowieniem, że tym razem nie wyjdziemy bez odpowiednich informacji. (Wizyta III, 2h, 3 zł za parking). Pani zadzwoniła do Warszawy, która odpowiedziała, że faks do nich nie dotarł, pomimo posiadanego potwierdzenia wysłania w Katowicach. Potem pani dzwoniła aby się zorientować jak można dowiedzieć się o rozliczeniu polisy w szybszy sposób, ale niczego się nie dowiedziała. Wobec takiego obrotu sprawy poszliśmy do pani dyrektor PZU. Pani powiedziała, że dopiero przed chwilą dowiedziała się o sprawie i że wysłała mail’a i że nic więcej nie zrobi. Mamy sobie iść na dół i poczekać – ona zejdzie do nas jak przyjdzie mail z odpowiedzią. Albo zejdzie i powie, żebyśmy nie czekali. Dobrze. Poszliśmy i siedzieliśmy przez kolejne 30 minut. Potem poszliśmy ponownie do pani dyrektor. Pani – widząc nas – powiedział, że właśnie mail przyszedł (chociaż na ekranie komputera zdążył się już włączyć wygaszacz, który nie włączył się podczas naszej poprzedniej rozmowy przez ok. 10 minut. W mailu podobno było, że odpowiednie rozliczenia zostaną nam przesłane pocztą do końca tygodnia. I to było wszystko co udało nam się uzyskać mimo osobistej rozmowy z Warszawą z gabinetu pani dyrektor.

Wreszcie przyszło rozliczenie. I tutaj zaczyna się zabawa, ale jeszcze o ostatniej wizycie. Poszliśmy po raz kolejny do PZU aby pani nam wytłumaczyła co jest na rozliczeniu i gdzie podziało się ok. 1600 zł. Pani nie potrafiła nam tego wyjaśnić, ale w końcu SAMI do tego doszliśmy, przynajmniej częściowo. Złożyliśmy prośbę o wykupienie polisy. (Wizyta IV, 45 minut, 1,50 zł za parking).

I teraz rozliczenie polisy.

Polisa była płacona miesięcznie od 18 kwietnia 2001 do 18 kwietnia 2004. Miesięcznie było wpłacane 150 zł. 150 zł razy 36 miesięcy daje kwotę 5’400 zł wpłacone na ubezpieczenie.

Z tego 3’852 zł zostało zainwestowane czyli zostało dla nas, a reszta (1’548 zł) zniknęło bezpowrotnie nie wiadomo na co. Może na ciastka dla PZU.

Opłaty na ubezpieczenie oraz za administrowanie polisą wyniosły 1’109 zł. Czyli dla odbiorcy pozostało: 3’852 – 1’109 = 2’743. Do tego dochodzi wzrost wartości funduszu czyli na rachunku jest 2’974 zł. Dziwne jest, że wartości funduszu wzrosły o ponad 40%, a wartość polisy na rachunku o ok. 8% ale mniejsza z tym. Wartość wykupu całkowitego jest równa wartości rachunku pomniejszonego o opłaty likwidacyjne (4 rok trwania ubezpieczenia to jest 7%) i podatek dochodowy zgodnie z ustawą (chyba 20%).

Czyli 2’974 – 7% = 2’765 i od tego odjąć podatek dochodowy (szacuję, gdyż nie jestem w stanie go teraz obliczyć na ok. 50 zł). Czyli w sumie otrzymam ok. 2’700 zł.

W celu DOWIEDZENIA się o aktualnej wartości polisy straciliśmy w sumie ok. 4,5 godziny w PZU plus opłaty parkingowe oraz paliwo na dojazd. O konieczności dosyć ostrej rozmowy z panią dyrektor nie wspomnę.

Z zainwestowanych pieniędzy 5’400 zł w ciągu trzech lat otrzymamy ok. 2’700 zł. Czyli dokładnie 50%.

„PZU Życie jest niekwestionowanym liderem na polskim rynku ubezpieczeń. Pozycja ta poparta jest dużym kapitałem naszej spółki, wieloletnim doświadczeniem i profesjonalizmem ludzie, którzy u nas pracują. (…) Dobra polisa zmniejsza ryzyko finansowe całej rodziny i gwarantuje odpowiedni poziom życia niezależnie od zmieniających się okoliczności.”

Przeprowadziłem małą symulację

Lata wpłacone składki
w tysiącach złotych
wartość polisy
w tysiącach złotych
3 5,4 2,7
6 11 7,3
10 18,3 13,1
20 36,8 28,3
40 73,6 58,5

To tylko taka mała symulacja, która bardzo jasno mi uświadamia, że owszem – na starość otrzymam 58 tysięcy złotych i będę się mógł cieszyć, że jestem bogaty, nie uświadamiając sobie, że wcześniej wpłaciłem 74 tysiące.

„Długoterminowe oszczędzanie i inwestowanie środków finansowych jest dodatkowym atutem ubezpieczenia – pozwala bowiem jeszcze skuteczniej zabezpieczyć osoby najbliższe.”

„Zapraszamy do kontaktowania się z jednostkami PZU Życie S.A., których zadaniem jest obsługa naszych Klientów w sposób w pełni ich satysfakcjonujący. (…) Prosimy przyjąć zapewnienie, że zadowolenie Klientów z jakości obsługi oraz wyników inwestycyjnych jest dla nas najważniejsze. PZU Życie S.A. dokłada wszelkich starań, aby spełnić oczekiwania swoich Klientów”

Byłem jednym z „Zadowolonych Klientów”, a moje zadowolenie znacznie wzrosło kiedy się już pozbyłem owej polisy. Pani, na samym początku, powiedziała, że Polacy nie potrafią oszczędzać i dlatego właśnie jest ta polisa – dla zapewnienia „mocnej przyszłości”. Rzeczywiście – nie potrafimy oszczędzać. Mając 5’400 zł oddajemy połowę za darmo, a potem tracimy swój czas, zdrowie i pieniądze, aby odzyskać „należną” nam połowę. To już wolę przysłowiową skarpetkę.

Wpis został przeczytany 1698 razy 🙂

 Posted by at 12:15

 Leave a Reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

(required)

(required)