admin

sie 142013
 

Tiomersal

Tiomersal – konserwant stosowany do szczepionek. Po raz pierwszy wprowadzony w latach dwudziestych XX wieku (1920) przez Company Eli Lilly, przez lata ulepszany, zawiera 49,6% rtęci, a dokładniej etylortęci, która rzekomo zabija zanieczyszczenia. Niestety, rtęć zabija znacznie więcej, może nawet spowodować śmierć. Ma tendencję do akumulowania się w mózgu, co powoduje zatrucie organizmu rtęcią.

Zatrucie rtęcią wywołuje choroby układu krążenia, autyzm, drgawki, upośledzenia umysłowe, nadpobudliwość, dysleksję i wiele innych dolegliwości w układzie nerwowym. Rtęć przez długie lata stosowana była do wypełnień amalgamatowych w dentystyce i nadal jest stosowana do produkcji szczepionek. Szkodliwość rtęci nigdy nie była kwestionowana, więc dlaczego cały czas stosuje się ją mimo jej wielkiej toksyczności?

Obecnie bardzo wzrosła ilość szczepionek na jedną osobę, od kilkunastu nawet do kilkudziesięciu na każde dziecko, a niektóre szczepionki w tym przeciwko WZW typ B zawierały około 12,5 mikrogramów rtęci na dawkę. To więcej niż 100-krotnie standardowy limit podawany niemowlętom.

Autyzm ma silne powiązanie ze szczepionką MMR (szczepionka przeciw odrze, śwince i różyczce), u wielu dzieci pierwsze objawy wystąpiły już 30 dni po szczepieniu. Podobnie ze szczepionkami DPT (błonica, krztusiec, tężec), podawane kilkumiesięcznym dzieciom wywołały objawy autyzmu. Publikacje w medycznym czasopiśmie „The Lancet” w roku 1998 odsłoniły dowody, że autyzm może być spowodowany przez szczepienia MMR. Niestety, główny autor artykułów Anderw Wakefield został oskarżony przez RGM (Generalna Rada Medyczna) za manipulowanie dowodami i złamanie prawa etycznego, a jego prace zostały ukryte. RGM uznało go za winnego poważnego wykroczenia zawodowego i nie mógł już dalej praktykować jako lekarz (sprawa zakończyła się w roku 2010). Pomimo jego przegranej, po ukazaniu się jego artykułów w roku 1998 liczba szczepień w Wielkiej Brytanii i Irlandii spadła.

Co do szczepionek MMR było już dużo kontrowersji znacznie wcześniej, pojawiły się duże wątpliwości na temat bezpieczeństwa MMR z powodu skutków ubocznych, w tym zapalenia opon mózgowych (pod koniec lat 80). Objawy dotyczące niepożądanych reakcji na szczepionki zostały zebrane na podstawie raportów z Japonii, USA i Kanady. w roku 1988 władze kanadyjskie zawiesiły dystrybucję MMR. Zastąpiono ją drugą partią szczepionek MMR II, ale i tu wystąpiły zakłócenia, choroba Crohna (choroba jelit).

Centrum Kontroli Chorób i Prewencji (CDC) za pośrednictwem Komitetu Doradczego ds. szczepień zaleca dwie dawki szczepień MMR – potrójnego antygenu dla dzieci; pierwsza szczepionka MMR jest podawana niemowlętom między 12 – 18 miesiącem życia, druga między 4 – 6 lat lub 11 – 12. Mówi się rodzicom, że szczepionka jest skuteczna i bezpieczna, jednak liczne oskarżenia i procesy przez długie lata wyrzucają na światło dzienne inne fakty. Wielokrotnie po szczepionce pojawiły się problemy. Niepokojącym zjawiskiem było wystąpienie zachorowania dzieci nieszczepionych na odrę, świnkę, które zostały zakażone przez szczepione rodzeństwo, z którymi dzielili sypialnie. Wystąpiły nietypowe formy odry, nie tylko odpornej na leczenie, ale często przeradzały się w zapalenie płuc, a nawet opon mózgowych.

Liczne raporty medyczne wskazywały na poważne komplikacje wynikające po szczepieniu MMR, w tym opóźnienie w rozwoju, przewlekłe drgawki, zapalenie jelit, utratę słuchu, przewlekłe zapalenie stawów, zapalenie mózgu i aseptyczne zapalenie opon.

MMR jest ściśle związana z szalejącą epidemią autyzmu w Ameryce. Obecnie jedno na 300 – 500 amerykańskich dzieci cierpi na autyzm. w roku 1978 notowano tylko zachorowanie jednego dziecka na 10 000. Początek późnego autyzmu objawia się przez bóle brzucha, nadaktywność, dziecko może być wyjątkowo agresywne.

Dr. A. Wakefield wykazał istotną korelację między autyzmem a szczepionkami MMR. Twierdzi, że szczepionka zwiększa przepuszczalność jelit powodując „zespół nieszczelnego jelita”. Toksyny z jelit przedostają się do krwioobiegu, a następnie podróżują do mózgu, gdzie uszkadzają delikatne struktury mózgowe prowadząc do rozwoju autyzmu. Dodatkowo dr Wakefield twierdzi, że dzieci z autyzmem rozwijają zapalenie jelit i uszkodzenie wątroby – wszystko z powodu toksycznych przeciążeń. Jego ustalenia zostały potwierdzone przez irlandzkiego biologa molekularnego Johna O’Leary, który znalazł wirusa odry w 96% jelit szczepionych autystycznych dzieci oraz 75% dzieci z chorobą Crohna.

Badania pediatry dr Edwarda Yazbek dowodzą, że niektóre matki zaszczepione przeciwko odrze w czasie ciąży mogą przenosić wirusa do swojego mleka, wstępnie uczulając wrażliwe dzieci, które następnie rozwijają autyzm natychmiast po otrzymaniu szczepionki MMR. Same matki doświadczały poważnych skutków ubocznych od szczepionek, w tym zapalenie stawów, tarczycy i autoimmunologicznych problemów. Ta podgrupa matek również doświadcza większej stopy martwych urodzeń i poronień.

W roku 2001 Kongresmen Dan Burton (Indiana) przedstawił raport w sprawie związku między szczepieniami wieku dziecięcego i epidemią autyzmu w USA. Po wysłuchaniu wielu zeznań ekspertów Burton oskarżył amerykańskie agencje zdrowotne o tłumienie dowodów związanych z problemami po szczepieniu MMR, szczególne autyzmu. Komitet Burtona zarzucił, że większość urzędników, którzy pracują dla Instytutu Medycznego mają finansowe powiązania z przemysłem farmaceutycznym. Ten fakt potwierdziło Amerykańskie Stowarzyszenie Lekarzy i Chirurgów (AAPS) Kongresmen Burton zażądał wycofania z rynku szczepionek MMR.

Oczywiście w chwili zachorowania po szczepionkach na autyzm bardzo ciężko udowodnić ten fakt w sądach z powodu braku danych naukowych między tiomersalem i autyzmem, a wiadomo, że firmy farmakologiczne mają doskonałych prawników, którzy mocno przypierają do muru, ale nie Wielką Farmację tylko ofiary. Na nic się zdaje wielkie oburzenie rodziców i różnych działaczy, większość z nich przegrywa procesy o odszkodowanie z powodu uszkodzenia zdrowia i ciała, a nawet w przypadku śmierci.

Obecnie wycieka z tajnych archiwów coraz więcej danych jakim wielkim zagrożeniem dla niemowląt jest tiomersal, ale Wielka Farmacja jak widać mało sobie z tego robi, nadal prowadzą swoją wielką szczepionkową akcję i robią dzieciom zabójcze strzały zaraz po urodzeniu, zanim rozwinie się układ odpornościowy, jednym słowem nie trudno się domyśleć, że szczepionki są atakiem na układ immunologiczny.

W dodatku rtęć kumulowana w mózgu ma tendencję do dołączania się do struktur białkowych, zwłaszcza błony komórkowej, zakłócając pracę całej komórki, która zaczyna wytwarzać substancję zwaną tubuliną, która prowadzi do stwardnień i uszkodzeń narządów.

Na rynku możemy znaleźć preparat zwany „Kelp„, który pomaga usunąć z organizmu niechciane metale. (KELP – morskie glony, także pochodne jak kwas alginowy).

za: www.arkadia-polania.pl/tiomersal.php

 Posted by at 09:24
sie 142013
 

Zanieczyszczone szczepionki
- wywiad z dr Leonardem Horowitzem

DR ROGER G. MAZLEN: Naszym gościem jest dr Leonard Horowitz, absolwent Harvardu, niezależny badacz i światowy autorytet w dziedzinie edukacji zdrowia publicznego, autor bestsellera Emerging Viruses: AIDS & Ebola (Pojawienie się wirusów AIDS i Ebola). Dlaczego rozmawiamy z drem Horowitzem? Otóż dlatego, że chorzy na zespół chronicznego zmęczenia mają osłabiony układ odpornościowy. Cierpią na brak odporności. Mają immunosupresję. Są łatwym łupem dla każdego nowego wirusa, zwłaszcza dla wirusów ze zdolnością do niszczenia układu odpornościowego. Tak więc nie wdając się w dalsze dywagacje witamy pana w naszym programie, drze Horowitz.

DR LEONARD G. HOROWITZ: Dziękuję, drze Mazlen. Udział w pana programie to dla mnie wielki zaszczyt i przyjemność.

- Cieszymy się bardzo, że może pan dzisiaj z nami rozmawiać. Może zacząłby pan od ogólnego zapoznania nas ze swoją książką.

- Zgoda. Spędziłem 3 lata na badaniu wniosku Ministerstwa Obrony z roku 1970 o wyasygnowanie 10 milionów dolarów na pięcioletnie badania, których celem miało być stworzenie mikroorganizmów niszczących system immunologiczny. Miały one służyć jako broń biologiczna. z początku nie mogłem uwierzyć, że to naprawdę oficjalny dokument. Ostatecznie podążyłem tropem pieniędzy, literatury naukowej i dokumentów sądowych i odkryłem, że pieniądze trafiły do organizacji o nazwie Litton Bionetics. Czy słyszał Pan kiedykolwiek o kuchenkach mikrofalowych Littona?

- Oczywiście.

- Otóż, są oni również powiązani finansowo z wielkimi korporacjami zbrojeniowymi i mają firmę medyczną Litton Bionetics. w końcu lat sześćdziesiątych i na początku siedemdziesiątych byli na szóstym miejscu listy firm związanych finansowo z producentami broni biologicznych. To oni dostosowali wiele mikroorganizmów niszczących system immunologiczny do celów wojny biologicznej. Otrzymywali ponad 2 miliony dolarów rocznie na badania i rozwój tego typu mikroorganizmów, a także na badania nad rakiem oraz szczepionkami. i to jest główny temat mojej książki. Emerging Viruses: AIDS & Ebola opowiada o tym, kto doprowadził do powstania wirusów w rodzaju AIDS i Ebola, jak i dlaczego je wyprodukowano – cały proces ich tworzenia. A potem, co wydaje mi się najbardziej nieprawdopodobne, odkryłem i przedrukowałem w formie fotokopii kontrakty rządowe pokazujące, ile pieniędzy amerykańskich podatników idzie na te badania.

- Ta sprawa bardzo interesuje naszych słuchaczy, zwłaszcza tych, którzy cierpią na zespół chronicznego zmęczenia, a także tych, którzy podejrzewają, że go mają, i tych, którzy nie są tego pewni, jako że każdy nowy wirus mający zdolność osłabiania odporności immunologicznej stanowi dla nich oraz dla całego społeczeństwa poważne zagrożenie. Na 134. stronie swojej książki pisze pan: „Składając te wszystkie fakty razem, rozumiem obecnie, jak łagodny dla ludzi małpi wirus DNA, taki jak SV-40… i inne pospolite retrowirusy zanieczyszczające szczepionki, takie jak SFV, mogły po dziesiątkach lat stać się retrowirusami RNA, które poprzez skażone szczepionki rozprzestrzeniły się na miliony ludzi na całym świecie„. Czy mógłby Pan nieco rozwinąć tę sprawę i przybliżyć ją naszym słuchaczom?

- Oczywiście. Istotą tej książki i zarazem zawartym w niej ostrzeżeniem jest to, że mamy Urząd ds. Żywności i Leków, który nie mówi lekarzom naukowcom i lekarzom praktykom ani też społeczeństwu prawdy o skażonych szczepionkach oraz metodach ich produkcji. Na przykład doustna szczepionka przeciw polio [choroba Heinego-Medina] do dzisiaj jest przygotowywana z wykorzystaniem tkanek małpich nerek, które są skażone nie tylko małpimi wirusami, ale również wirusami opryszczki, takimi jak na przykład małpi cytomegalowirus, wirus choroby Epsteina-Barra czy wirus opryszczki typu B, o których wiadomo, że należą do grupy wirusów niszczących układ immunologiczny. Wiemy też, że szczepionką, która najprawdopodobniej przyniosła światu AIDS, a być może nawet syndrom chronicznego zmęczenia, gdyż obie te choroby pojawiły się w tym samym 1978 roku, była wyprodukowana w roku 1974 w laboratoriach firmy Merck, Sharpe & Dohme przy wsparciu Centrum Chorób Zakaźnych i Urzędu ds. Żywności i Leków eksperymentalna szczepionka przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby typu B. Szczepionka ta była przygotowana częściowo z wykorzystaniem zarażonych małp sprowadzonych przez firmę Litton pracującą nad broniami biologicznymi na zlecenie Ministerstwa Obrony. Wiemy już dziś na pewno, że małpy, które wykorzystano do przygotowania tej szczepionki, były zarażone. Mamy nawet stosowne oświadczenie na ten temat złożone przez człowieka, który stworzył te szczepionki. Nazywa się on dr Maurice Hilleman i był szefem produkcji szczepionek w firmie Merck, Sharpe & Dohme. Tak więc produkowali te szczepionki częściowo na zarażonych zwierzętach, a potem podawali je ludziom. W ten sposób doszło do tego, że mamy obecnie różne schorzenia związane z układem odpornościowym, a także dziwne odmiany raka oraz dziwne choroby autoimmunologiczne, których skala jest tak duża, że możemy już mówić o epidemii.

- To wszystko rodzi wiele pytań, niemniej chciałbym ponownie wrócić do pana książki, w której przytacza pan wywiad dra Edwarda Shortera z drem Hillemanem [str. 484-485], podczas którego dr Hilleman powiedział: „W rzeczy samej w tych szczepionkach było 40 różnych wirusów, które były nieaktywne” – na co Shorter odrzekł: „Ale nie zneutralizowaliście SV-40…„. „Tak, to prawda” przytaknął Hilleman i nawet dodał: „A szczepionka przeciwko żółtej febrze zawierała wirusa białaczki, ale wie pan, to było w czasach, kiedy wiedza na ten temat była jeszcze bardzo niedoskonała„. z tego oświadczenia dowiadujemy się teraz, że w szczepionkach były nie tylko wirusy uszkadzające układ odpornościowy, ale wywołujące również białaczkę. Mówi pan o tym w swojej książce. Mówi pan o przypadkach białaczki dotyczącej limfocytów T. Co mógłby pan powiedzieć na ten temat? Czy nadal istnieje jakieś związane z tym ryzyko?

- Uważam, że tak, drze Mazlen. Jestem głęboko przekonany, że to ryzyko nadal istnieje. Aby to uzasadnić, posłużę się przykładem. Urząd ds. Żywności i Leków, który ma chronić nasze zdrowie, musi przymykać oko na skażoną doustną szczepionkę przeciwko polio, którą musimy rzekomo zgodnie z prawem podawać naszym dzieciom, mimo iż każda jej dawka zawiera około 100 wirusowych zanieczyszczeń pochodzących od małp. Mówię „rzekomo”, gdyż nie jest to prawda. Są bowiem od tego przymusu wyjątki podyktowane względami duchowymi i religijnymi, tak że w rzeczywistości to szczepienie nie jest obecnie obowiązkowe. Mimo to tworzy się atmosferę, że nie można wysłać swojego dziecka do szkoły lub nie można pracować np. w służbie zdrowia bez poddania się temu szczepieniu. Jest to oczywista nieprawda. Wie pan, Urząd ds. Żywności i Leków musi przymykać oko na te 100 wirusowych zanieczyszczeń każdej dawki tej szczepionki, ponieważ ma ręce związane prawami własności i umowami tajności narzuconymi przez przemysł farmaceutyczny. Innymi słowy, producenci leków nałożyli im kaganiec, w związku z czym nie mogą oni powiedzieć innym naukowcom, jaki jest prawdziwy rozmiar skażenia i ryzyko związane ze szczepionkami. Tym sposobem lekarze, których szkolenie medyczne opłacane jest w większości przez przemysł farmaceutyczny, nigdy nie poznają prawdy i w rezultacie widząc zakatarzonego pacjenta i mówiąc mu, że te szczepionki „są dla pańskiego dobra” lub „dla dobra pańskich dzieci”, wierzą w to. Zostali po prostu poddani zwykłemu praniu mózgów. Są jak wyznawcy kultu, którzy w wielu przypadkach nie wiedzą nawet, kim są jego przywódcy.

- Przyznaję, że na uczelniach medycznych nie podaje się żadnych istotnych informacji na temat technologii produkcji szczepionek. To znaczy, chcę powiedzieć, że nie ma nic na ten temat w programie. Nie pamiętam z programu nauczania niczego, co dałoby się tu zastosować. Mówi ci się po prostu, że masz to zrobić. Tak więc wiesz, że to jest dobre i robisz to. To zmienia cały obraz, gdyż w dobrej wierze nie podałbyś pacjentowi czegoś, o czym wiedziałbyś, że jest to skażone czymś szkodliwym. Pomówmy teraz trochę o pracy dra W. Johna Martina i o tym, dlaczego wspomina pan o niej w swojej książce. Dr W. John Martin napisał do niej przedmowę i jest w niej ustęp, w którym mówi pan o jego pracy w Urzędzie ds. Żywności i Leków, gdzie był on dyrektorem Wydziału Wirusologii Onkologicznej podległego Biuru Badań Biologicznych [obecnie Ośrodek Biologii, Oceny i Badań]. Twierdził, że był informowany o skażeniu szczepionek małpim cytomegalowirusem (CMV). Jest to ważne, gdyż donosił on o przypadkach wykrycia utajonego wirusa CMV z rodziny herpeswirusów w rejonie pustyni Mojave w Arizonie, który rozprzestrzeniał się we wszystkich kierunkach przenikając do głównych miast i centrów mieszkalnych. Czy mógłby pan to skomentować?

- Oczywiście, drze Mazlen, bardzo chętnie. Informacje te pochodzą przede wszystkim z osobistych rozmów z drem Martinem. Dr Martin jest rzeczywiście autorem przedmowy do mojej książki Emerging Viruses i opowiedział mi o tym, czego był świadkiem, kiedy pracował na stanowisku testera szczepionek w Biurze Badań Biologicznych oraz na swoim obecnym stanowisku, gdzie jest odpowiedzialny za badanie ludzi zakażonych w wyniku szczepień prowadzonych w latach 1976-1980. Twierdzi, że nie ma powodu, aby te szczepionki pozostawały skażone, że władze mają możliwości i technologie ich oczyszczenia, ale nie robią tego. Widzę, że chyba zapuściłem się w socjopolityczne szczegóły tej sprawy, więc na tym poprzestanę, jako że z braku czasu nie chciałbym się dzisiaj nad tym rozwodzić w pana programie, niemniej pozwolę sobie przytoczyć jeden przykład. Kiedy dr Martin znalazł w szczepionkach niektóre z obcych wirusów DNA i RNA, poszedł do swojego przełożonego w Urzędzie ds. Żywności i Leków i powiedział: „Wie pan, mamy problem z tymi szczepionkami” – na co jego szef odrzekł: „Przestań się tym martwić. Za każdym razem, gdy zjadasz jabłko, połykasz obce DNA„. Tak odpowiedział.

- To nie jest zbyt pocieszające. Ten komentarz rzeczywiście może wzbudzić poczucie niepewności w stosunku do szczepionek. Któregoś razu gościliśmy w tym programie ludzi poważnie zastanawiających się, czy powinni podać szczepionkę swoim dzieciom lub osobom z zespołem chronicznego zmęczenia. i trudno mi było im coś doradzić, ponieważ naprawdę nie wiemy, jak to wszystko w rzeczywistości wygląda. Nie wdając się w szczegóły, dr Martin podaje, tak jak i pan w swojej książce, że nosicielstwo SV-40, który znajdował się w doustnej szczepionce przeciwko polio, jest obecnie szeroko rozpowszechnione w społeczeństwie i systematycznie rozprzestrzenia się.

- To prawda. Nie dalej jak trzy tygodnie temu Journal of American Medical Association opublikował pierwszy artykuł wykazujący, że już w roku 1961 wiedziano, że małpi wirus 40 [SV-40], czterdziesty według kolejności odkrycia małpi wirus, stanowił skażenie obydwu szczepionek przeciwko polio, zarówno Salka, jak i Sabina, które podano ponad 100 milionom ludzi na całym świecie, głównie w Rosji. Według Hillemana, którego wywiad z Shorterem mamy nagrany na taśmie, dowcipem roku 1961 stało się powiedzenie, że rosyjscy atleci pojawią się na olimpiadzie pokryci nowotworami, ponieważ tą skażoną szczepionką zaszczepiono głównie Rosjan. Zatem jak pan widzi, nigdy ich nie oczyścili, to znaczy nie całkowicie. Do dziś podajemy ludziom małpie wirusy. Artykuł w JAMA omawia specyficzne typy raka – „unikalne raki”, jak je nazywają – twierdząc przy tym, że społeczeństwo nie powinno się tym martwić. Jestem innego zdania. Uważam, że to powinno być powodem najwyższego niepokoju. Myślę, że należy wprowadzić oficjalne moratorium na stosowanie popieranych przez rząd Stanów Zjednoczonych szczepionek, przynajmniej do czasu przeprowadzenia dogłębnego, niezależnego naukowego dochodzenia, jak również, miejmy nadzieję, dochodzenia z ramienia Kongresu obejmującego wszystkie udokumentowane fakty. Artykuł w JAMA mówi jednak, że tylko owe „unikalne” raki mają związek z SV-40. Jeden z wcześniejszych artykułów mówi, że 25 procent mieszkańców Włoch jest nosicielami tego małpiego wirusa. Uważam, że w Stanach Zjednoczonych ten procent jest wyższy. Dr bakteriologii Bernice Eddy odkryła [w roku 1954 wraz z badaczką raka Sarah Stewart] szczególnego wirusa, którego nazwano początkowo SE polyoma. Odkryła go w skażonych szczepionkach przeciwko polio i wykonała zdjęcia kilkunastu małp, które przewróciły się i zmarły lub zostały sparaliżowane po ich podaniu im. Jej przełożony z Narodowych Instytutów Zdrowia skonfiskował te zdjęcia, po czym zdegradował ją i odebrał fundusze. Po 10 latach dochodzenia sprawiedliwości w roku 1972 stanęła przed członkami Kongresu Stanów Zjednoczonych i powiedziała: „Jeśli nadal będziecie pozwalać na obecność na rynku tych skażonych szczepionek, to gwarantuję wam, że w ciągu 20 następnych lat będziecie mieli taką epidemię raka, jakiej świat dotąd nie widział„. i to jest dokładnie to, co mamy dzisiaj.

- To prawda, jeśli wliczy się w to wirusa AIDS. Nie ma co do tego wątpliwości. w swoich dociekaniach, które przedstawia pan w książce – myślę, że każdy, kto ją przeczyta, będzie pod wrażeniem ogromu pracy, jakiej pan dokonał – poświęcił pan sporo miejsca rozważaniom, z których wynika, że wirus AIDS mógł powstać na drodze syntezy, zmieszania kilku zabójczych wirusów w celu stworzenia wirusa niszczącego układ immunologiczny. Kiedy to się stało?

- Te badania mające na celu zmutowanie i zhybrydyzowanie SV-40 i innych małpich wirusów ze zwierzęcymi wirusami rakotwórczymi zaczęły się we wczesnych latach sześćdziesiątych. z umowy przedstawionej w Emerging Viruses wynika, że realizacja Specjalnego Programu Wirusów Rakowych rozpoczęła się 12 lutego 1962 roku. Był to hojnie finansowany tajny program, którego efekty poznano po tym, jak ludzie z Narodowych Instytutów Zdrowia zdali sobie sprawę, że zaszczepili ponad 100 milionów ludzi na całym świecie szczepionkami zawierającymi wirusy raka. Kiedy do tego przystępowali, jawiło się to jako podstawa możliwości wielkiego interesu w tej dziedzinie, przeto rozpoczęli szeroko zakrojone badania nad mutowaniem małpich wirusów, aby zobaczyć, co będzie w połączeniu z nimi powodować raki, a potem zapewne jak można je leczyć szczepionkami lub w inny sposób. Tak więc w latach sześćdziesiątych, a zwłaszcza pod ich koniec, kierowani przez dra Roberta Gallo badacze Litton Bionetics oraz Narodowego Instytutu Raka zdobyli dużą biegłość w pobieraniu małpich wirusów i łączeniu ich z czymś takim jak koci wirus RNA białaczki, co wywoływało całą gamę objawów identycznych z objawami osób chorych na AIDS. Innym ich ulubieńcem, którego używali do mutowania małpich wirusów, był kurzy wirus leukaemii sarcoma RNA, który powodował wyniszczenie organizmu, immunosupresję i śmierć. Potem stwierdzili, że aby otrzymać wirusa, który mógłby łatwo przejść z jednego gatunku na drugi i zaadoptować się do ludzkich organizmów, w ramach jednych badań hodowali go w ludzkich białych krwinkach, a ramach innych w ludzkich płodach. Dzięki temu mógł on wytworzyć to, co nazywa się „aparatem zaczepienia”. Są to unikalne białka, takie jak na przykład gp120.

- Zanim zakończymy dzisiejszy program, chciałbym wspomnieć o kilku bardzo ważnych rzeczach. Pierwsza, czy krwiodawstwo jest bezpieczne, jeśli krew nie jest badana na obecność małpich wirusów SV-40 i CMV?

- Nie sądzę. Uważam, że to bardzo nagląca sprawa, w której również powinno być przeprowadzone niezależne naukowe dochodzenie oraz dochodzenie z ramienia Kongresu. Widzi Pan, bankierzy krwi – międzynarodowi „banksterzy” krwi, jak ich zwykłem nazywać – to ludzie, którzy dopuścili do tego, że 100 000 chorych na hemofilię w USA otrzymało krew skażoną wirusem HIV. Ostatnio poinformowano nas także, że jeśli mieliśmy w latach 1997-1999 transfuzję krwi, to lepiej przebadajmy się na obecność rakowej bomby zegarowej, jaką jest wirus zapalenia wątroby typu C. To ci sami ludzie dopuścili do tego. Są oni mocno powiązani finansowo oraz w inny sposób z firmami produkującymi skażone szczepionki. Niepokoi mnie, że poprzez system ochrony zdrowia robią wielkie fortuny na ludzkim cierpieniu i że właśnie dlatego ludzie umierają na tej planecie. Co ciekawe, pokrywa się to z bardzo jasnym i wyraźnie sformułowanym, dobrze udokumentowanym programem redukcji ludzkiej populacji. Bardzo mnie to niepokoi.

- Mam nadzieję , że spotkamy się jeszcze z panem innym razem, aby pomówić o niektórych z tych problemów. Ponieważ wiele osób będzie, jak sądzę, zainteresowanych pana książką i pana badaniami, pod jakim numerem telefonu mogą się z panem skontaktować?

- Materiały można otrzymać dzwoniąc pod bezpłatny [w USA] numer 18 885 084 787 . Łatwo go zapamiętać jako 1888-50-VIRUS. Miło mi również zakomunikować, że mimo iż przez ponad półtora roku wszystkie największe sieci sklepów odmawiały przyjęcia Emerging Viruses: AIDS & Ebola do sprzedaży, inaczej mówiąc bojkotowały ją, cztery miesiące temu jej wydanie w twardej oprawie zostało uznane za bestseller pod względem liczby sprzedanych egzemplarzy. w tym tygodniu Crown Books złożyło w końcu u nas pierwsze zamówienie. Prawdopodobnie dziś można już ją kupić w sieci księgarń tej firmy.

- Proszę przyjąć nasze gratulacje. Chciałbym jednak zapytać pana, czy bada pan nadal, co się dzieje z niektórymi z tych rzeczy, które pan opisał? Dał pan do zrozumienia, że szczepionka przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby typu B mogła być w pewnym okresie skażona. Czy jest skażona nadal?

- Oczywiście. Właśnie niedawno wróciłem z Francji, gdzie spotkałem jednego z czołowych wirusologów świata, który zajmuje się problemem raka i swego czasu współpracował z Gallo i Montagnierem. Nazywa się Merko Valjenski. Dał mi pewne naukowe dokumenty dowodzące, że obecnie stosowana szczepionka przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby typu B nadal zawiera silnie rakotwórczy enzym, którego władze dotąd nie usunęły.

Z drem Leonardem G. Horowitzem rozmawiał dr Roger G. Mazlen

za: http://www.arkadia-polania.pl/zanieczyszczone-szczepionki.php

 Posted by at 01:28
sie 142013
 

Szczepienia i powikłania poszczepienne u niemowląt i małych dzieci
Niebezpieczeństwa i niemoralne tło szczepień

W poniższym artykule chciałbym omówić ogólne problemy dotyczące szczepień. o większości z nich nie mówi się głośno, gdyż lekarze – przez wzgląd na własny interes albo z niewiedzy – szczepią dzisiaj wszystko, co się rusza.

Dlatego też już najmniejsze dziecko dostaje pozornie „ochronne” szczepienia na wszystko, tak samo jak starszy człowiek dostaje swoje roczne szczepienie przeciw grypie.

W dodatku z reguły nie zwraca się uwagi na to, czy obaj kandydaci do szczepienia są w ogóle na tyle zdrowi, żeby można ich było w odpowiedzialny sposób zaszczepić. Znane jest mi wystarczająco dużo przypadków, kiedy zaszczepiono zarówno zakatarzonego malucha jak i zaziębionego seniora.

W rzeczywistości robi się w ten nieodpowiedzialny sposób interes na zdrowiu pacjenta.

Własne obserwacje dotyczące szczepień

Wcześniej nie traktowałem szczepień aż tak krytycznie, jednak w ostatnich latach przyjrzałem się tej problematyce dokładniej. w mojej praktyce lekarskiej coraz częściej mam do czynienia z dziećmi zapadającymi na choroby nietypowe dla ich sytuacji rodzinnej i ich otoczenia: zaczynajac od kurzajek na dłoniach i stopach, a kończąc na słabych wynikach w szkole i ciągle powracających przeziębieniach.

To doświadczenie kazało mi inaczej spojrzeć na problem szczepień. Skutek tego jest taki, że dzisiaj każę moim pacjentom przynosić ze sobą książeczkę szczepień i sprawdzam po kolei energetyczne skutki zaaplikowanych szczepień. Z reguły po dłuższych poszukiwaniach trafiam przy szczepieniach na przyczynę choroby.

Według moich obserwacji „winne” są wszystkie szczepionki, bez wyjątku!

Czasem nawet kilka szczepionek jednocześnie pozostawia swój szkodliwy ślad w młodym organizmie. Wtedy każdą ze szkodliwych substancji „wyprowadzam” z osobna z organizmu.

Otoczenie dziecka

W dyskusjach o szczepieniach pomija się zazwyczaj fakt, że w naszym kręgu kulturowym z jego wysokim standardem życiowym małe dziecko jest dosyć dobrze chronione przed wszelkimi chorobami. Niemowlę leży na kocyku lub w łóżeczku i nikt nie pozwala dotknąć mu czegokolwiek, co mogłoby wywołać jakąkolwiek chorobę.

Kontakt z brudem i zarazkami jest zatem możliwie najmniejszy. Dziecięcy system odpornościowy dojrzewa powoli i ostrożnie. Dziecko stopniowo poznaje zarazki występujące w jego bezpośrednim otoczeniu, a jego system odpornościowy powoli się do nich przyzwyczaja.

Jedynym źródłem, od którego niemowlę może się zarazić, są przeziębieni rodzice albo rodzeństwo, które gdzieś „złapało” jedną z dziecięcych chorób. Jednak, gdy niemowlę jest karmione piersią, choroby te nie stanowią dla niego prawdziwego zagrożenia, gdyż z mlekiem matki dostaje odpowiednie przeciwciała.

Wczesne szczepienia celem zatuszowania reakcji ubocznych

Gdybyśmy pozostawili dziecko w tym idealnym otoczeniu, zaczełoby ono w końcu chodzić i mówić i wszyscy mogliby potwierdzić, że rozwija się ono doskonale. Gdyby zaszczepić takie dobrze rozwinięte dziecko, każdy mógłby bez problemu dojrzeć związek między szczepieniem a ewentualnymi upośledzeniami i powikłaniami po szczepieniu. Przed szczepionką mieliśmy przecież normalnie rozwinięte dziecko, które chodziło i mówiło i które nagle po kilku tygodniach lub miesiącach tego nie robi i w ogóle nie rozwija się tak, jak tego byśmy oczekiwali. Całe grono krewnych i przyjaciół mogłoby więc potwierdzić poprzedni normalny rozwój dziecka i każdy sąd uznałby, że dziecko doznało uszkodzeń w wyniku szczepienia.

Nagle do odpowiedzialności pociągnięty byłby lekarz, który nie poinformował należycie rodziców o możliwości wystąpienia takich powikłań i przemysł farmaceutyczny, który wyprodukował tą truciznę.

Sprzedawcy szczepionek bardzo szybko rozwiązali problem odpowiedzialności za skutki szczepień: żaden pediatra nie czeka dzisiaj ze szczepionką, aż dziecko osiągnie taki etap rozwoju, który mógłby być potwierdzony przez osoby trzecie.

Tylko dlatego szczepi się dzisiaj dzieci w stadium, w którym nie są jeszcze w pełni rozwinięte, mianowicie w wieku 3-6 miesięcy!

Przez to bardzo trudno jest udowodnić, że dalszy stan zdrowia dziecka jest wynikiem powikłań poszczepiennych. Nikt z rodziny ani nikt z dalszego otoczenia dziecka nie jest w stanie udowodnić przed sądem prawidłowego rozwoju dziecka przed szczepieniem i tym samym związku między szczepieniem a szkodami na zdrowiu dziecka.

Negatywne reakcje poszczepienne u małych dzieci

Według badań prowadzonych przez monachijski Uniwersytet Ludwika Maxymiliana przeciw odrze i śwince szczepi się obecnie w Niemczech ok.70% dzieci, przeciw kokluszowi i różyczce ok. 50%, a przeciw zółtaczce typu B ok. 20%. z tendencją opadajacą (liczby te pochodzą z gazety „Heilpraktiker-News-letter” z dnia 15.05.2004).

Jako homeopata pytam się jednak, po co szczepić zapobiegawczo przeciw odrze i śwince, różyczce czy kokluszowi. Są to choroby, które pokolenia przed nami przeszły bez żadnych problemów i na mój rozum trzeba by mieć naprawdę dobre powody, żeby mimo to w pojedynczych przypadkach szczepić.

Szczegóły na ten temat można znależć w świetnej książce: dr med Gerhard Buchwald „Impfen – das Geschäft mit der Angst”, Droemersche Verlaganstalt, 2000 („Szczepienia – biznes strachu”).

Takie, moim zdaniem, kryminalne postępowanie należy potępić szczególnie dlatego, że małe dziecko jest szczepione nie tylko przeciw jednej chorobie, ale dostaje zazwyczaj szczepionkę skojarzoną przeciw kilku chorobom na raz.

To trzeba sobie uświadomić!

Wszystkim, którzy nie są pewni, czy szczepić, czy nie, polecam gorąco stronę internetową niemieckiej organizacji poszkodowanych przez szczepienia „Schutzverband für Impfgeschädigte e. V” – , na której dostępne są statystyki dotyczące częstotliwości i rodzajów zachorowań po poszczególnych szczepionkach.

Z katastrofalnej szczepionki wieloskładnikowej z 7 składnikami zrezygnowano na razie, ponieważ dochodziło po niej do wczesnej śmierci łóżeczkowej niemowląt, a poza tym już 6-składnikowa szczepionka miała wielokrotnie śmiertelne następstwa. We wrześniu 2005 r. wycofano z rynku szczepionke skojarzoną Hexavac firmy Pasteur MDS/Leimen, która miała chronić przed dyfterytem, tężcem, krztuścem, żółtaczką typu B, polio oraz Hib. Wycofano ją ponieważ rzekomo nie dawała wystarczającej ochrony przeciw żółtaczce typu B. Powtórnych szczepień na żółtaczke u dzieci szczepionych tą szczepionką jednak nie zalecono. Wiadomo poza tym, że dochodziło do wypadkow śmiertelnych po podaniu tej szczepionki.

Ale i 3- lub 5-krotne szczepionki są wystarczająco szkodliwe! Wydaje się, że są bezpieczne i że dzieci dobrze je znoszą. w pierwszym rzędzie mają jednak dla zwolenników szczepień tą zaletę, że bardzo trudno jest później udowodnić związek między szczepieniem a zaistniałymi reakcjami ubocznymi.

Kto więc uważa, że musi koniecznie zaszczepić dziecko, powinien obstawać przy pojedynczych szczepionkach i uważać, żeby dziecko było naprawdę zdrowe w momencie szczepienia. Szczególnie ważne jest, żeby do następnego szczepienia upłynęło kilka miesięcy.

Takie postępowanie ma dla fanatyków szczepień tą wadę, że nie mogą wcisnąć dzieciom w krótkim czasie tylu szczepionek, ile są w stanie sprzedać. A przez to zmniejszają się ich zyski! Reakcje uboczne po szczepieniu można poza tym najłatwiej udowodnić, jeśli dziecko w ogóle nie było szczepione przed ukończeniem drugiego, trzeciego roku życia.

Organizm dziecka nie jest w żaden sposób przygotowany na atak szczepionki skojarzonej. w szczególności mózg niemowlęcia nie jest jeszcze do końca rozwinięty, tak że wszystkie obecne w organizmie bakterie i częściowo wysoce trujące nośniki szczepionek, jak np. rtęć (Thiomersal) i jej pochodne dostają się także do niego.

Oczywiście mówimy tutaj o najmniejszych dawkach tych trucizn, ale kto jako terapeuta zna poważne uszkodzenia zdrowia wywołane plombami amalgamatowymi, ten wie, o czym mówię i nie zakwalifikuje tych „minimalnych” ilości trucizny jako dopuszczalnych u małego dziecka. Stąd spotyka się dziecięce mózgi, które zostały jakby nadgryzione albo przeżarte przez szczepionki. Sam leczyłem już takie przypadki.

Wojna psychologiczna lekarzy i przemysłu farmaceutycznego przeciw rodzicom

Tego opinia publiczna nie jest świadoma!

Ponieważ dzieci szczepi się tak wcześnie, problem skutków ubocznych po szczepieniach można łatwo rozmyć i zaciemnić. Powikłań poszczepiennych nie przypisuje się zazwyczaj szczepieniom, lecz zawoalowuje się je jako ogólne „genetyczne” wady poszkodowanego dziecka.

Lekarze nie chcą z reguły przyjąć do wiadomości, że to z winy szczepienia dziecko wciąż choruje albo jest nawet upośledzone.

Nie ma się też co dziwić, że szkody poszczepienne zgłasza się bardzo rzadko i równie rzadko uznaje się je przed sądem, a cały świat udaje, że szczepienia są całkowicie bezpieczne. Inaczej byłoby, gdyby to szczepiący lekarz musiał udowodnić, że ewentualne reakcje uboczne nie są wynikiem szczepienia, a także gdyby był pociągnięty do odpowiedzialności za niepoinformowanie rodziców o ryzyku związamym ze szczepieniem.

Powszechnie wiadomo, że lekarze zazwyczaj nie informują rodziców o możliwych skutkach ubocznych szczepień. Mam tu na myśli nie zaczerwienienie i opuchliznę po ukłuciu, ale późne i długotrwałe następstwa takie jak: epilepsja, upośledzenie umysłowe, paraliż, uszkodzenie systemu nerwowego, uszkodzenie systemu immunologicznego (m.in. ciągłe choroby z powracającym zapaleniem uszu), problemy w nauce, nadpobudliwość, alergie, astma.

Z drugiej strony pediatrzy wywierają presję na niezdecydowanych lub wręcz niechętnych szczepieniom rodziców (w Niemczech szczepienia nie są obowiązkowe, a jedynie zalecane). Lekarze mówią przy tym otwarcie, że w przypadku odmowy szczepienia nie ponoszą odpowiedzialności za ewentualne szkody na zdrowiu poniesione w wyniku odmowy szczepienia dziecka.

Także chętne do pomocy media dają się w swojej naiwności świetnie zaangażować w reklamę na rzecz szczepień. Na przykład w mojej codziennej gazecie na stronie poświęconej zdrowiu znajduje się doniesienie, że zimą 2003/2004 roku ponad 5000 dzieci w wieku od 0 do roku trzeba było hospitalizować z powodu grypy.

Liczba warta zastanowienia. Jak do niej doszło?

W pierwszym rzędzie zastanawiam się, jak to się stało, że maluchy miały w ogóle kontakt z ”grypą”. w końcu nikt, kto jest mocno przeziębiony, a tym bardziej jeśli ma grypę, nie kontaktuje się normalnie z takimi małymi dziećmi. Zazwyczaj sam opiekun nie dopuszcza do takich kontaktów.

Poza tym nie wszystko, co lekarze nazywają grypą, jest rzeczywiście prawdziwą, spowodowaną przez wirus grypą. Lekarze, stawiając diagnozę, kierują się zazwyczaj wyczuciem, gdyż dokładne badania wirusowe na grypę są za drogie dla kas chorych.

Przede wszystkim trzeba tu przypomnieć, że właśnie w pierwszych 12 miesiącach życia dzieci dostają szczepionkę skojarzoną, którą niektóre z nich znoszą bardzo źle. U tych dzieci – szczególnie, gdy w momencie szczepienia nie były całkiem zdrowe, a to zdarza się bardzo czesto – nawet cięższe bakteryjne przeziębienie odbija się katastrofalnie na zdrowiu, więc na wszelki wypadek kieruje się je do szpitala. Tam ustala się, że rzeczywistym niebezpieczeństwem była grypa, a nie szkody wyrządzone przez szczepionkę. w oświadczeniu prasowym czytamy potem: „Izba lekarska Badenii-Würtembergii poleca wszystkim zagrożonym osobom, żeby zaszczepiły się przeciw wirusowi grypy”. A więc jeszcze więcej szczepień dla najmłodszych dzieci?

No i stoi tak ta młoda matka i nie wie, co ma robić. Bez żadnej fachowej wiedzy, ale z pogróżkami lekarza w pamięci! i chciałaby wszystko zrobić dobrze, bo nie jest przecież „nieodpowiedzialną” matką, jak jej niektórzy dają do zrozumienia. Co powiedzałby mąż i krewni, gdyby dziecko zachorowało na skutek odmowy szczepienia? A ona sama dopiero? Poza tym wszyscy inni przecież też szczepią! i pan doktor też powiedział, że szczepienie nie jest niebezpieczne. A jeśli u dziecka jednak wystąpią jakieś powikłania, to i tak nikt nie będzie wiedział, czy to rzeczywiście od szczepienia. Lekarz przecież i tak tego nie potwierdzi, inaczej mogliby go zaskarżyć. z drugiej strony jednak, czy zrobiła wszystko dobrze, szczepiąc dziecko, jak na posłuszną matkę przystało!?

Śmierć dzieci bez szczepień ochronnych?

Głównym argumentem przemawiającym za szczepieniami jest zawsze przytoczenie pojedynczych przypadków śmiertelnych połączone z dobitnym ostrzeżeniem, że to samo może się przydarzyć nieszczepionym dzieciom.

Oczywiście nie powinno się poddawać w wątpliwość tych śmiertelnych przypadków, ale z reguły żaden ze szczepiących w naszej miejscowości lekarzy nie zna dokładnych okoliczności śmierci, nie wie nic o stanie zdrowia i socjalnym otoczeniu zmarłego dziecka.
Wiadome jest tylko, na co ono zmarło. Ta wskazówka wystarcza jednak zazwyczaj, by nastraszyć rodziców i żeby zdrowemu niemowlakowi, dorastającemu w ochronnej atmosferze z dala od tego miejsca, w którym zmarło to podobno nieszczepione dziecko zaaplikować nie tylko jedną szczepionkę, ale zaraz kilka jednocześnie.

Z mojego punktu widzenia jest to nieodpowiedzialne działanie, gdyż wystawia się dziecko na ryzyko szczepienia, chociaż w swoim otoczeniu, w którym jest zazwyczaj chronione i otoczone opieką, nigdy nie miałoby kontaktu z wirusami tych ciężkich chorób.

W specjalistycznym czasopismie Co MED 05/2001 ukazał się artykuł renomowanego przeciwnika szczepień dr med. G. Buchwalda o rzeczywistym znaczeniu szczepień w wytępieniu chorób infekcyjnych. Dostępny jest on pod adresem: „Das neue Infektionsschutzgesetz – Gedanken und Rückblicke eines Arztes„.

Dr Buchwald udowadnia, że do wytępienia chorób infekcyjnych przyczyniły się nie szczepienia, ale spełnienie następujących warunków:

  1. Nienagannie czysta, bakteriologicznie sterylna woda
  2. Kontrolowane usuwanie i oczyszczanie ścieków
  3. Czyste, jasne i ogrzewane mieszkania
  4. Wystarczająca ilość jedzenia ( Dopiero od 1950 roku wszyscy ludzie w zachodniej Europie mają codzienie wystarczającą ilość jedzenia)

Jeśli te warunki wśród ludności są spełnione, szczepienie nie jest potrzebne.

Wpisane w cztery kwadranty krzyża, nazywa się te 4 warunki „krzyżem higieny”.

Tak więc decydujące znaczenie przy zachorowaniu na którąś z chorob infekcyjnych mają nie szczepienia, ale warunki życia dotkniętej osoby.

To też wyjaśnia, dlaczego przykładowo gruźlica w USA ma coraz większy zasięg. Kto zna zrujnowane stosunki socjalne potęgi militarnej, jaką jest USA, ten wie o ciągłym powiększaniu się slamsów w amerykańskich metropoliach, o konsekwencjach brakującego w Stanach ubezpieczenia zdrowotnego itd.

„Walka z terrorem” pochłania w USA rocznie setki miliardów dolarów, ale jednocześnie w Niemczech kwestuje się dla bezdomnych z Nowego Jorku, którzy wegetują tam w najbardziej niegodnych i nędznych warunkach jako odpady bogatej Ameryki.
Wsród tych ludzi mnożą się coraz bardziej choroby infekcyjne i okazuje się przy tym, że skuteczne kiedyś antybiotyki i sulfonamidy, dzisiaj najczęściej nie działają.

Zamiast jednak zadbać o dobre warunki socjalne jako nieodzowną i wystarczajacą ochronę przed epidemią, nadużywa się wyników tego niedomagania jako argumentu, żeby szczepić ludzkość na korzyść amerykańskich koncernów farmaceutycznych.

Ten, kto leczy skutki uboczne szczepień, utwierdza się wciąż w przekonaniu, że obecnie lekarze szczepią małe dzieci bez umiaru. Wielu pediatrów nie ma w ogóle pojęcia, co robi! Roczne dziecko jest już 4 razy zaszczepione przeciw tężcowi i przeciw innym chorobom w szczepionce skojarzonej, więc nie ma się co dziwić (o ile w ogóle ktoś się jeszcze dziwi!!!), że wyrasta z niego później dziecko, które jest nadpobudliwe, rozdrażnione, ma osłabioną odporność i kłopoty w szkole. z tego żyje potem cała rzesza przeróżnych terapeutow.

Nie pozwólcie tego zrobić z Waszymi dziećmi!

Przymus i szaleństwo szczepień

Do mojego gabinetu przychodzi coraz więcej dzieci, u których występują negatywne reakcje po szczepieniach. Po podaniu środków homepopatycznych przeciw tym szczepieniom następuje znaczna poprawa, co potwierdzałoby moje przypuszczenia, że dane dolegliwości są właśnie skutkiem szczepień.

Wyjątkowo mocno zakorzenione jest przekonanie o konieczności i słuszności szczepienia przeciw tężcowi. w broszurze „Heilpraktiker-news-letter” z dnia 15.5.2004 czytamy:

„Nawet ludzie krytycznie nastawieni do szczepień uważają szczepienie przeciw tężcowi za rozsądne posunięcie, gdyż „w trakcie zabawy zawsze może się coś przydażyć”.
To przesąd, rzeczywistość bowiem wygląda zupełnie inaczej: w roku 2003 doszło w Niemczech do 42 przypadków zachorowań na tężec, z czego 5 było śmiertelnych. Wszyscy, którzy zachorowali, mieli ponad 55 lat… Tajemnicą pozostaje więc, dlaczego prześladuje się tą szczepionką małe dzieci.”

W końcu jednak szczepi się na wszystkie choroby i nikt się wcale nie dziwi, że mimo tych masowych szczepień dochodzi do sporej liczby zachorowań w przedszkolach i szkołach.

Jak poradzono sobie z opornymi wobec szczepień w ”cywilizowanych” krajach, pokazuje przykład USA, gdzie szczepi się wszystko, co porusza się na dwóch nogach. Podobnie jest w Austrii: jeśli dziecku brakuje jakiegoś szczepienia, nie dostanie ono miejsca w przedszkolu i nie zostanie nawet dopuszczone do szkoły.

Podobny sposób myślenia rozpowszechnia się coraz bardziej w Niemczech, chociaż szczepienia nie są tu obowiązkowe. Niektóre przedszkola zwlekają z przyjęciem nieszczepionych dzieci i w ten sposob – niezgodnie z prawem – zmuszają do szczepień.

Wszystko to dzieje się na korzyść przemysłu farmaceutycznego i jego pomocników, którzy robią na szczepieniach miliardowy interes!

za: http://www.arkadia-polania.pl/szczepienia-i-powiklania-poszczepienne-u-dzieci.php

 Posted by at 01:21
sie 142013
 

Szczepienia – czyżby największa pomyłka medycyny XX wieku?

Pomimo, że oficjalne autorytety w dziedzinie zdrowia publicznego zapewniają nas o bezpieczeństwie i skuteczności szczepień, to jednak Food and Drug Administration – FDA CDC przedstawiają doniesienia, które przeczą temu w sposób zdecydowany.

Tekst opracowany na podst. raportu Alana Philipsa opracował dr n. med. Jerzy Jaśkowski

Każdy jest kowalem swego losu i ma prawo do rzetelnej informacji. Musi mieć też prawo wyboru. Szczególnie jest to ważne gdy o postępowaniu decyduje moda. Nie należy zapominać, że nie tak dawno w skali historycznej, lekarze w majestacie prawa stosowali przez prawie dwieście lat wszystkim pacjentom lewatywy jako najlepszy środek leczniczy a inni lekarze, także w majestacie oficjalnej medycyny przez około 150 lat (a więc 6 pokoleń) upuszczali wszystkim krew, bez względu na chorobę pacjenta.

Primum non nocer

Omawiany poniżej problem dotyczy tylko i wyłącznie przymusowych szczepień. Nie jest dyskutowana celowość podawania szczepionki po ukąszeniu przez wściekłego psa czy też ludziom wyjeżdżającym w tereny objęte epidemią cholery.

Jednym z czynników oceny skuteczności podawania szczepionek jest prawdopodobieństwo wystąpienia powikłań, czasami eufemistycznie zwanych efektami ubocznymi. Możliwości wystąpienia reakcji ubocznych po podaniu szczepionki DPT (przeciw błonicy, kokluszowi, tężcowi) są jak 1 – 1750, podczas gdy możliwość śmierci z powodu zachorowania na koklusz jest jak 1 – 5 000 000.

Pomimo, że oficjalne autorytety w dziedzinie zdrowia publicznego zapewniają nas o bezpieczeństwie i skuteczności szczepień, to jednak Food and Drug Administration – FDA (odpowiednik Państwowego Zakładu Higieny w Polsce) oraz Centers for Disease Control – CDC przedstawiają doniesienia, które przeczą temu w sposób zdecydowany. w rzeczywistości spadek ilości zachorowań wyprzedził całą epokę szczepień. Natomiast lekarze donoszą o tysiącach wypadków reakcji ubocznych związanych z podawaniem szczepionek, a także o wypadkach zgonów z powodu szczepień.

Pomimo bardzo dobrze udokumentowanych wypadków powikłań po szczepieniach nie informuje się pacjentów o możliwości ich wystąpienia. Pomimo, że szczepienie jest rękoczynem na ciele pacjenta, chory nie musi podpisywać zgody na wykonanie tego zabiegu, wręcz przeciwnie, jest zmuszany pod groźbą kary sądowej.

Jak można prześledzić, choroby zakaźne mają coraz mniejsze znaczenie, jako przyczyna zgonów. Wyraźnie jest to widoczne przed erą antybiotyków i szczepień. Stwierdza się natomiast wzrost w sposób alarmujący udział chorób antropogennych. Również czas życia w minionym okresie trzech pokoleń nie uległ według danych WHO wydłużeniu.

Poniżej przedstawiono kilka najczęściej funkcjonujących w społeczeństwie mitów na temat szczepień.

Mit Pierwszy: „Szczepienia są całkowicie bezpieczne…”

System Doniesień o Efektach Ubocznych Szczepień (VAERS) otrzymuje około 11000 raportów rocznie o reakcjach ubocznych związanych z podaniem szczepionki. Około 1% tych informacji to wypadki śmierci. Większość tych doniesień dotyczy szczepień przeciwko kokluszowi. Chociaż liczba ta jest bardzo duża to prawdopodobnie jest to tylko wierzchołek góry lodowej, gdyż FDA przypuszcza, że tylko 10% wystąpień alergii jest rejestrowanych (jeszcze gorzej jest w Polsce). Prawdopodobnie tylko ok. 0.1 do 0.001 przypadków jest rejestrowanych.

Większość lekarzy w Polsce nie zna nawet kart, które trzeba wypełnić w przypadku zaobserwowania powikłania, pomimo obowiązku ich wypełniania od ponad 25 lat. Przypuszcza się, że rocznie z powodu szczepień ginie w USA ponad 1000 osób.

Szczepienia przeciwko kokluszowi wprowadzono w okresie kiedy szczyt zachorowań już dawno minął.

Zgodnie z raportem CDC rocznie dochodzi do 10 zgonów związanych ze szczepieniem przeciwko kokluszowi, przy czym pomimo szczepień epidemie kokluszu ponawiają się co 3 -4 lata.

Stwierdzono również, że maksimum zgonów z powodu nagłego niemowlęcego syndromu śmierci – SIDS występuje u niemowląt pomiędzy 2 a 4 miesiącem życia, czyli dokładnie po pierwszych szczepieniach. Spowodowało to przesunięcie terminów szczepień w Japonii. w kraju tym we wczesnych latach 70-tych przesunięto granicę szczepień z dwu miesięcy na dwa lata. Po tej zmianie terminu szczepień gwałtownie zmalała ilość zgonów klasyfikowanych jako SIDS.

Jak wiadomo w Polsce szczepi się dzieci nawet kilkudniowe.

Pomimo tych doniesień oficjalnie zaprzecza się, że szczepienia mogą być niebezpieczne. w rzeczywistości w Anglii zaobserwowano spadek wystąpień kokluszu z 80% do 30% po zmniejszeniu liczby szczepień.

Szczepienia kosztują nas znacznie więcej niż zdrowie i życie dzieci. Tylko z powodu powikłań NVICP (Federal Governments National Vaccine Injury Compensation Program) był zmuszony do wypłacenia 650,6 miliona dolarów rodzicom dzieci poszkodowanych w wyniku szczepień.

Prawda o szczepieniach: Szczepienia powodują znaczną ilość zachorowań i zgonów a także znaczne koszty dla rodzin i podatników.

Mit drugi: „Szczepienia są bardzo efektywne”

Odra, świnka, ospa, polio, epidemie tych chorób występują w społeczeństwach, w których wprowadzano system szczepień. CDC podała, że 98% zachorowań na odrę wystąpiło wśród dzieci szczepionych. Zachorowały nawet dzieci w regionach, w których nie notowano występowania tej choroby od wielu lat.

W Japonii zanotowano wzrost zachorowań na ospę po pojawieniu się szczepień. w 1892 roku zanotowano 29979 zgonów z powodu ospy. Wszystkie osoby były szczepione. Na początku XX wieku zanotowano wybuch epidemii ospy na Filipinach po zaszczepieniu 8 milionów ludzi.

W 1989 roku w Omanie w sześć miesięcy po zaszczepieniu 98%, dzieci wybuchła epidemia polio.

Wyraźnie można stwierdzić, że szczepienia wprowadzono w okresie spadku zachorowań. Praktycznie szczepienie nie miało znaczenia dla stanu zdrowia ludzi.

Podobnie w Polsce notowane wzrosty zachorowań wystąpiły w latach 60-tych i 70-tych u dzieci szczepionych. Jest to bezpośredni dowód na to, że szczepienia wcale nie zapobiegają wystąpieniu choroby.

Mit trzeci: „Szczepienia są główną przyczyną zmniejszenia ilości zachorowań w USA i innych krajach”

Spadek liczby zachorowań wystąpił dużo wcześniej aniżeli wprowadzenie szczepień i antybiotyków. Spadek zachorowań na 11 podstawowych chorób zakaźnych nastąpił o trzy pokolenia wcześniej, aniżeli wprowadzenie szczepień i antybiotyków w populacji. Spadek ten, jak dowodzą analizy jest związany z wprowadzeniem wody wodociągowej w dużych aglomeracjach, poprawą sytuacji sanitarnej i podniesieniem poziomu higieny. Kraje europejskie, w których nie wprowadzono szczepień zanotowały także spadek zachorowań na odrę i polio, równolegle z krajami, które wprowadziły szczepienia.

Raport Światowej Organizacji Zdrowia podaje, że nie ma korelacji pomiędzy wprowadzeniem procedury szczepień a śmiertelnością w krajach trzeciego świata. Notowany spadek śmiertelności związany jest z podnoszeniem się poziomu higieny i wprowadzeniem wodociągów oraz poprawą jakości odżywiania.

Prawda o szczepieniach: Brak dowodów na określenie pozytywnego wpływu szczepień na zmniejszenie śmiertelności w tym stuleciu.

Mit czwarty: „Szczepienia oparte są na solidnej teorii na temat odporności i na praktyce”

Jak wiadomo z historii, szczepienia wprowadzono przed ponad 130 laty. Nauka na temat odporności powstała przed około 20 laty. Tak więc wóz stoi przed koniem o co najmniej 4 pokolenia. Na długo przed tym, nim poznano w ogóle system obronny organizmów, wprowadzono szczepienia. Po pierwsze, wprowadzając szczepionkę do układu krwionośnego, omija się cały system odpornościowy. błon śluzowych, skóry, czyli wyklucza naturalne bariery odpornościowe systemu.

Dobrym przykładem potwierdzającym wątpliwą wartość szczepień jest gruźlica. Największy rozwój tej choroby stwierdzono w czasie wojen napoleońskich i w bezpośrednim okresie po nich. Dopiero w 1882 roku udało odkryć się Kochowi przyczynę tej choroby. Musiały minąć jeszcze ponad dwa pokolenia aby w 1943 roku po odkryciu streptomycyny znaleźć leki na tę chorobę. Czyli od strasznego „żniwa” tej choroby do odkrycia leków minęło ponad 6 pokoleń.

Po drugie dorobiona teoria systemu szczepień mówi, że szczepionki stymulują produkcję przeciwciał. Brak do chwili obecnej prac, które wykazałyby, czy takie przeciwciała powodują trwałą odporność. Okazuje się, że dzieci pozbawione gammaglobulin, co wg teorii powoduje niemożność powstawania przeciwciał, wracają do zdrowia równie szybko jak inne dzieci. British Medical Council podał, że nie znaleziono korelacji pomiędzy zachorowaniem na dyfteryt a poziomem przeciwciał. Naukowcy stwierdzili również brak zachorowań wśród ludzi z niskim poziomem przeciwciał oraz przeciwnie, ciężkie przebiegi zachorowań wśród ludzi z wysokim mianem przeciwciał.

Badania dowiodły, że szczepionki pobudzając komórki do produkcji określonych przeciwciał, uniemożliwiają produkcję innych przeciwciał. Pełne szczepienia powodują wzrost zachorowalności. W stanie Minnesota (USA) stanowi epidemiolodzy stwierdzili pięciokrotnie większe prawdopodobieństwo zachorowania na żółtaczkę wśród dzieci szczepionych w stosunku do dzieci nie szczepionych.

Jak wiadomo firmy farmaceutyczne, w związku z wycofywaniem się Zachodu z tego rodzaju szczepień, szeroko reklamują tę szczepionkę w Polsce. System totalitarny jest doskonałym partnerem do wprowadzania przymusowych szczepień a więc łatwego zysku dla wtajemniczonych. Nie trzeba przekonywać wszystkich lekarzy, wystarczy jednego decydenta.

Jeżeli spośród 100 szczepionych osób zachoruje 5, uważa się, że szczepionka wykazuje 95% skuteczność. Jeżeli jednak tylko 10 osób spośród 100 szczepionych miało kontakt z chorymi, to skuteczność szczepionki wynosi tylko 50%. Ponieważ brak metody pozwalającej na stwierdzenie ile osób miało kontakt z chorobą, to brak również metody oceny skuteczności szczepienia. i tak, przez 120 lat nie opracowano metody pozwalającej obiektywnie ocenić wartość szczepień. To świadczy samo za siebie.

Kolejnym zastrzeżeniem w stosunku do szczepień jest brak rozróżnienia skuteczności szczepień u dzieci ze względu na ich wiek. Dziecko 2 miesięczne ważące ok. 4 kg otrzymuje taką samą dawkę jak dziecko 5 letnie ważące ok. 20 kg. Niemowlęta z niewykształconym systemem odpornościowym mogą otrzymywać aż pięciokrotną dawkę szczepionki (relatywnie do masy ciała) w porównaniu z dziećmi 5 letnimi.

Stwierdzono także, że ilość jednostek szczepionki w dawce może wahać się od 0.5 do 3 razy. Kontrole jakości dopuszczają szeroki margines błędu. Szczepionki są jedynymi preparatami medycznymi, które podaje się dziecku w tej samej postaci bez względu na wiek, masę ciała, rasę, nawyki żywieniowe i inne czynniki. Takie postępowanie spowodowało przed laty w Australii zgon 50 % aborygenskich dzieci po szczepieniu. Podobny przypadek odnotował „New England Journal of Medicine„. Szczepienia przeciwko polio spowodowały 8-krotny wzrost zachorowań wśród dzieci rumuńskich.

Dodatkowe podawanie antybiotyków po szczepieniach również może być powodem licznych powikłań, do zgonu włącznie. Podanie zastrzyku antybiotyku nawet w miesiąc po szczepieniu powoduje 8 krotny wzrost zachorowań na polio. Podanie 9 zastrzyków powoduje aż 20 krotny wzrost, a podanie powyżej 10 zastrzyków antybiotyku powoduje 182 -krotny wzrost zachorowań.

Można więc stwierdzić, że przesłanki, którymi kierowali się wprowadzający szczepienia (oprócz chęci zysku) nie znalazły potwierdzenia w praktyce medycznej.

Mit piąty: „Choroby wieku dziecięcego są niezwykle groźne”

Większość chorób wieku dziecięcego nie ma groźnych następstw.

Przechorowanie natomiast tzw. choroby wieku dziecięcego prowadzi do powstania trwałej odporności, w przeciwieństwie do odporności sztucznie wywołanej szczepieniem. Na ogół taki sztuczny okres odporności wynosi od 1 roku (szczepionki przeciwko kleszczom) do kilku lat. Szczepienie przeciwko ospie prowadzi do powstania odporności na 6 do 10 lat i nie trwa do wieku dorosłego. Właśnie w wieku dorosłym możliwość zgonu z powodu tego zakażenia jest 20 krotnie większa. Ponadto wirus ospy może wywoływać, w późniejszym okresie objawy choroby podobne do wirusa opryszczki. Większość chorób wieku dziecięcego, szczególnie o etiologii wirusowej, nie wymaga żadnego postępowania lekarskiego.

Zachorowanie na zakaźną chorobę powoduje zwiększenie odporności także w stosunku do szeregu innych chorób, nawet tych nie zakaźnych, jak np. choroby skóry, nowotworów, degenerację kości i zmiany szpiku. U osób szczepionych przeciwko odrze stwierdza się 4 krotnie częstsze występowanie choroby Leśniowskiego-Crhona.(wrzodziejące zapalenie jelita, a w grudkach w jelicie stwierdza się wtręty wirusowe).

Należy jeszcze podać, że środki konserwujące szczepionki mogą same powodować odczyny alergiczne, jak również w szczególnych przypadkach prowadzić do zgonu.

Można więc jednoznacznie stwierdzić, że niebezpieczeństwo związane z chorobami wieku dziecięcego są zdecydowanie wyolbrzymiane w celu zmuszenia rodziców do poddania dzieci niepewnej ale dochodowej procedurze.

Mit szósty: „Polio jest jednym ze zwycięstw związanych ze szczepieniami”

Podanie szczepionki Salka spowodowało wzrost zachorowań na polio w USA o 50% w latach 1957 – 1958 oraz o 80% w latach 1958-1959. Ponadto ujawniono manipulowanie statystykami zachorowań na polio w celu wykazania efektu dodatniego. Według CDC aż 87% zachorowań na polio w USA w latach 1973 – 1983 wywołane było podaniem szczepionki. Jonas Salk – twórca szczepionki – zeznał przed senacką komisją przesłuchań, że prawie wszystkie przypadki zachorowań na polio wywołane zostały szczepionką doustną. Jak wiadomo w Polsce stosuje się tylko szczepionki doustne.

Można więc postawić wniosek, że szczepionki przeciwko polio są obecnie jedną z przyczyn zachorowań na polio w USA i nie tylko. Jednoznacznie można także stwierdzić, że szczepionki przyczyniły się do wzrostu zachorowań na polio.

Mit siódmy. „U mojego dziecka nie wystąpiły reakcje po szczepieniu, a więc nie ma powodu do zmartwień”

Podanie szczepionki może spowodować wystąpienie długoterminowych reakcji ubocznych takich, jak zaburzenia układu oddechowego, zaburzenia układu immunologicznego, kłopoty z koncentracją, alergie, rak i wiele innych, których nie notowano 30 lat temu.

Składnikami szczepionek są również znane kancerogeny takie jak: thimersol, fosforan duminy, formaldehyd.

Dr Harris Coulter utrzymuje, że „szczepienia powodują występowanie zapaleń mózgu znacznie częściej, aniżeli władze chcą to przyznać. Mogą one występować u 15-20% przypadków„.

Miliony dzieci uczestniczą w tym eksperymencie a władze medyczne nie robią nic, by rozpoznać długoterminowe uboczne efekty szczepień.

Można więc stwierdzić, że długoterminowe negatywne efekty szczepień są w oczywisty sposób ignorowane przez odpowiednie służby medyczne, pomimo silnej korelacji szczepień i wielu chorób przewlekłych z kolagenozami włącznie.

Rtęć znajdująca się w pożywieniu oraz pochodząca z amalgamatowych wypełnień zębów jest potencjalnie niebezpieczna, ale uważa się, że najbardziej prawdopodobnym źródłem rtęci są szczepionki konserwowane substancją o nazwie thimerosal. Thimerosal, środek konserwujący używany przy produkcji licznych leków, zawiera 49.6% etylortęci. Biorąc pod uwagę, że w ostatnich latach znacznie wzrosła ilość polecanych szczepionek dla dzieci, ilość kumulowanej rtęci zawartej w thimerosalu osiąga znaczny poziom (jako przykład: tylko szczepionka Hep B podawana noworodkom, konserwowana thimerosalem przekracza zalecany limit 36 razy).

Źródło: waszak.pl
Aldehyd mrówkowy lub formaldehyd (wg nomenklatury IUPAC metanal) to najprostszy związek organiczny z grupy aldehydów o wzorze HCHO (inny zapis – H2CO). Został odkryty przez rosyjskiego chemika Aleksandra Butlerowa w 1859.

W warunkach normalnych aldehyd mrówkowy jest gazem o charakterystycznej, duszącej woni i jest silną trucizną. Jego temperatura topnienia wynosi -113 C, a temperatura wrzenia -21 C. Dobrze rozpuszcza się w wodzie, do około 40% wagowych. Roztwór ma słabo kwasowe pH. w handlu najczęściej spotyka się 35-40% roztwór formaldehydu w wodzie – formalinę. Formaldehyd powstaje podczas niepełnego spalania substancji zawierających węgiel. Otrzymuje się go poprzez utlenianie i odwodornianie metanolu na katalizatorze miedziowym lub srebrowym. Stosowany do wyrobu żywic syntetycznych, włókien chemicznych, barwników i jako środek odkażający.

Źródło: pl.wikipedia.org

Mit ósmy: „Szczepienia są jedynym możliwym sposobem ochrony”

Większość rodziców czuje się zmuszona do stosowania szczepień u swoich dzieci. z jednej strony w niektórych krajach istnieje przymus fizyczny, w innych natomiast presja masmediów jest tak duża, że niedoinformowany rodzic uznaje szczepienie za mniejsze zło i dla świętego spokoju szczepi dziecko. Nie ma niestety środków zabezpieczających w 100% przed zachorowaniem. Podczas epidemii cholery w roku 1849 szpitale stosujące „oficjalną medycynę” notowały 48 – 60% śmiertelność, podczas gdy szpitale stosujące leki homeopatyczne notowały śmiertelność do 3%. Jest to jeden z przykładów luk w naszej wiedzy.

Wraz z wprowadzeniem antybiotyków i szczepień ani czas naszego życia nie uległ wydłużeniu, ani współczynnik zgonów nie zmalał. Zanotowano natomiast nienaturalny wzrost wydatków na służbę zdrowia. Innymi słowy pieniądze przeznaczone na poprawę naszego zdrowia i życia weszły do kieszeni biznesu. Wydatki dotyczą Stanów Zjednoczonych, kiedy po „zimnej wojnie”, zdecydowano się nadmiar pieniędzy ulokować między innymi w lekach. w Polsce sytuacja nie wygląda tak różowo. Brak powszechny pieniędzy na środki czystości, papier toaletowy i maszyny do wyparzania naczyń, ułatwiają zakażanie. A można by poprzez wprowadzanie wyparzarek w szpitalach w istotny sposób ograniczyć np. zakażenie m.in. wirusem żółtaczki.

Mit dziewiąty: „Szczepionki są zalecane czyli obowiązkowe”

W USA możliwe są zwolnienia ze szczepień z trzech powodów:

  • W 50-ciu stanach USA możliwe są zwolnienia od szczepień z powodu występowania chorób w rodzinie zwiększających możliwość występowania reakcji ubocznych.
  • z powodów religijnych,
  • z powodów filozoficznych związanych z prawem do wolności osobistej obywateli.

Dzieci zwolnione od szczepień mogą uczęszczać do szkół podstawowych i ponadpodstawowych z wyjątkiem okresów występowania epidemii. W Polsce praktycznie jedynym sposobem zwolnienia ze szczepień jest choroba dziecka.

Mit dziesiąty: „Władze medyczne zawsze stawiają zdrowie ponad wszystko inne”

Szczepionki uważa się za zwycięstwo w walce z chorobami, podczas gdy w rzeczywistości powodowały nawroty chorób. Karty pacjentów były fałszowane z obawy przed cofnięciem dotacji. Obecnie również wielu lekarzy odmawia potwierdzenia na piśmie efektu powikłania po szczepieniu. Autorowi jest znanych co najmniej kilka przypadków w ostatnim roku wystąpienia powikłań lub eufemistycznie zwanych efektów ubocznych o różnym stopniu nasilenia, po szczepieniu, w których to sytuacjach lekarze nie wypełniali kart.

Autorowi nieznane są przypadki w Polsce przesyłania raportów do Instytutu Leków z informacją o wystąpieniu powikłań po szczepieniu. Na prowadzonych kursach zawsze pytanie takie padało i nigdy nie otrzymano na nie odpowiedzi. Wielu lekarzy, nawet starszych, nie wiedziało w ogóle o obowiązku wysyłania takich raportów.

Zgodnie z NVIC wynaleziono ok. 250 szczepionek, poczynając od środków antykoncepcyjnych a na środkach przeciwbiegunkowych kończąc. Około 100 spośród nich skierowano do stosowania. Poszukuje się nowych dróg wprowadzania szczepionek, topiąc miliardy dolarów. Dr Vera Scheibner po długotrwałych studiach uznała, że „nie ma żadnego dowodu, że szczepionki zapobiegają chorobie. Wręcz przeciwnie powodują szereg objawów ubocznych, których konsekwencje (np. choroba Leśniowskiego) są gorsze aniżeli pierwotna choroba. Za 20 – 30 lat może okazać się, że szczepionki były największą zbrodnią przeciwko ludzkości

Innym takim przykładem jest lansowana obecnie szczepionka przeciwko kleszczowemu zapaleniu opon mózgowych. Stara się firma wprowadzić ją jako niezastąpiony środek na tę chorobę. Jednakże w woj. gdańskim i słupskim od 40 lat nikt nie rozpoznał tej choroby. Tak więc brak jest podstaw do stosowania szczepionki. Firma nie wspomina o możliwości wystąpienia powikłań. Po drugie: szczepionka posiada „gwarancję” na rok po tym terminie trzeba zaszczepić się ponownie. Wydać kolejny milion złotych. i tak co trzy lata.  Po trzecie pan, który w latach 70-tych opracował tę szczepionkę, był jednocześnie odpowiedzialny za kontrolę szczepień i pełnomocnikiem Rządu ds. szczepień. Austriak ten zarobił wieleset milionów szylingów. Podobnie firma Immuno AGH. Jak wiadomo z niepotwierdzonych źródeł tylko Leśnicy zakupili ponad 10 000 sztuk tej szczepionki po ponad 100 zł za dawkę. i pamiętajcie drodzy Leśnicy co trzy lata należy dawkę powtórzyć wg informacji producenta. Należy pogratulować firmie marketingu.

Bez społecznego sprzeciwu będzie coraz więcej i więcej wymaganych szczepień. Tak długo jak szczepienia będą dawały tak olbrzymie zyski, życie ludzkie nie ma znaczenia. Nie wspominając o wielkim skandalu testowania szczepionek na upośledzonych dzieciach w Australii przez ostatnie 40 lat. Dzieciom szczepiono rozmaite wirusy i bakterie, aby potem stosować szczepionki.

Opracował dr n.med. J. Jaśkowski
na podstawie raportu Alana Philipsa
ponad 60 pozycji piśmiennictwa znajduje się w Redakcji

Poniżej podajemy adres pod którym można uzyskać więcej informacji:

National Vaccine Information Center
204 F Mill St. Vienna, VA 22180.
tel. (703) 938 – 3783

Źródło: sonia.low.pl
Lekarzom się ufa zanim coś się zlego nie stanie.
Nie ma gwarancji na nic w życiu.
Liczymy na to co najlepsze.

Wg. literatury Amerykanskiej na temat szczepień, nie jest to kwestia żywych lub martwych komórek, jest to kwestia konserwantów, typu, formalina, thimerosal, aceton i inne szkodliwe składniki, które tak naprawdę to potrafią odbić się na zdrowiu kilkadziesiąt lat później.

Z zanieczyszczeniem poszczepiennym wiążą się alergie, astma, alzheimer, parkinson, białaczka i reszta chorób, których nie można wykluczyć ze wspólnego mianownika zanieczyszczeń, których powodem jest wiele chorób. Układ immunologiczny jest uzależniony od czystości organizmu a szczepienia mają wiele czystych toksyn. Tak jest to temat kontrowersyjny

Dla tych, którzy mogą poczytać po angielsku:

http://www.909shot.com

To jest strona, ponownie, niestety po angielsku, która zachęca do naturalnej opieki nad naszymi maluchami.

http://www.hpakids.org

Źródło: dzieci.org.pl

Przypadki tej groźnej, szczególnie dla małych dzieci choroby, stają się częste w całej Polsce. Winna jest mało skuteczna szczepionka DTP.

- Jesteśmy zaniepokojeni – mówi Teresa Małaczyńska, ordynator oddziału chorób płuc i alergii Szpitala Dziecięcego w Gdańsku. – Od trzech miesięcy mamy coraz więcej zachorowań. Właściwie co tydzień przyjmujemy kilkanaścioro dzieci z przewlekłym kaszlem. Po badaniach okazuje się, że to krztusiec. w ostatni poniedziałek przyjęliśmy dziesięcioro pacjentów z podejrzeniem tej choroby!

Marek Kalinowski, specjalista ds. zagrożeń epidemicznych z Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Gdańsku, potwierdza. – O epidemii jeszcze nie mówimy, ale wzrost zachorowań jest 2,5 razy większy niż w ubiegłym roku – mówi Kalinowski. – To niepokojące, bo teoretycznie wszystkie dzieci były szczepione przeciw krztuścowi.

Dlaczego dzieci chorują? Szczepionka przeciw krztuścowi, tzw. DTP, jest w Polsce obowiązkowa od kilkudziesięciu lat, to znaczy, że każde dziecko teoretycznie powinno być odporne na tę zakaźną chorobę. Specjaliści mówią jednak o małej skuteczności tej szczepionki. – Wygląda na to, że przeciwciała, które powstają w organizmie po jej podaniu, nie bronią przed bakterią wywołującą koklusz – tłumaczy Marek Kalinowski. – Na świecie od dwóch lat jest nowa, skuteczniejsza szczepionka, niestety, dla nas zbyt droga.

Pediatrzy od lat nie mieli do czynienia z krztuścem, dzieci znają koklusz co najwyżej z ”Ani z Zielonego Wzgórza”. – Gdy trafi do przychodni dziecko z przewlekłym kaszlem, lekarze szukają wszystkich chorób oprócz kokluszu – mówi dr Małaczyńska.

- W mojej 20-letniej praktyce nie miałam udokumentowanego przypadku krztuśca – mówi Grażyna Gawrońska, pediatra z przychodni w Gdańsku.

Dzieci chorują na koklusz w całej Polsce. – Jest więcej zachorowań – potwierdza Mirosław Czarkowski, kierownik pracowni Epidemiologii z Państwowego Zakładu Higieny w Warszawie. – Już od pewnego czasu obserwujemy stały wzrost zachorowań, dlatego w tym roku wprowadzono specjalną dawkę szczepionki, tzw. przypominającą. Podawana jest dzieciom sześcioletnim.

W ubiegłym roku na krztusiec zachorowało 1924 dzieci. w tym roku stwierdzono już 2819 przypadków.

• Krztusiec (lub koklusz) to choroba zakaźna dróg oddechowych przenoszona drogą kropelkową. Jej podstawowym objawem jest kaszel: przewlekły, męczący, utrzymujący się tygodniami i miesiącami. Wzmaga się nocą, jest tak silny, że może wywołać odruchy wymiotne. Inne objawy przypominają przeziębienie: lekka gorączka, katar, może pojawić się też obrzęk twarzy i powiek. Choroba jest szczególnie niebezpieczna dla dzieci do pierwszego roku życia. Gwałtowne ataki kaszlu mogą wywołać bezdech, zaburzenia elektrolitowe, nawet doprowadzić do śmierci.

Źródło: gazeta.pl
AGNIESZKA urodziła się 9.05.1986 r.

Nic nie zapowiadało choroby, ocena noworodka 10 pkt. Jej starsza o dwa lata siostra urodziła się zdrowa. Jedno co dało się zauważyć, to odbarwienia: dwie plamki na udzie. Wszystko zaczęło się po podaniu szczepionki DiPerTe. Dziecko zrobiło się bardzo niespokojne. Któregoś dnia zadecydowaliśmy o konieczności konsultacji w szpitalu. Diagnoza: wielotorbielowatość nerek, ze znacznym ich powiększeniem, prognoza 2-3 lat życia.

Jednak niepokój, płaczliwość Agi nie były spowodowane wadą nerek. Lekarze to bagatelizowali. Dopiero po ok. trzech miesiącach przypadkowemu lekarzowi przyszła myśl do głowy, że to może epilepsja.

Wielu lekarzy badało Agę. Żaden nie potrafił zdiagnozować choroby. Kolejny, przypadkowy lekarz, już podczas rozmowy telefonicznej zasugerował stwardnienie guzowate. Badanie TK to potwierdziło.

Rozwój psycho-ruchowy był znacznie opóźniony. Aga chodzić zaczęła dopiero w wieku 9 lat.

Źródło: dzieci.bci.pl

Do 13 miesiąca życia Sylwia rozwijała się tak jak każde inne zdrowe dziecko. Ale po szczepieniach przeciwko odrze zaczęły się problemy. Sylwia trafiła do szpitala.

Stwierdzono: zespół hipotoniczno-hiperkinetyczny – niedowład czterokończynowy, opóźnienie rozwoju psychoruchowego, oczopląs poziomy, leniwą reakcje źrenic na światło, dyslogię.

Stwierdzono, że stan dziecka spowodowany jest zapaleniem mózgu po przebytej odrze.

Źródło idn.org.pl

za http://www.arkadia-polania.pl/szczepienia-najwieksza-pomylka-medycyny.php

 Posted by at 01:13
sie 132013
 

Mieszkam niedaleko Wojewódzkiego Parku Kultury i Wypoczynku w Chorzowie, który ostatnio został nazwany Parkiem Śląskim. Z kultury i wypoczynku najwyraźniej zrezygnowano.

W samym parku – sporo zmian. Niektóre na dobre (zagospodarowany środek parku, zwierzęta uformowane z roślin, place zabaw dla dzieci), niektóre średnie (wrzaski i łomoty, zwane przez niektórych muzyką), niektóre – jak wiele rzeczy – pomysł dobry, realizacja tragiczna. Jako przykład tragicznej realizacji mogę podać pomalowane na czerwono ścieżki rowerowe. Pomysł niezły, założenie, że po ścieżkach rowerowych będą jeździć rowery, a ludzie będą chodzić obok – jak zwykle nietrafione. Wykonanie – tragiczne, bo farba śmierdzi przez kilka miesięcy. Pewnie była tania.

Nie o tym jednak chciałem pisać. Bardziej o tym wypoczynku i kulturze. Pojechałem w niedzielę wieczorem do parku – odpocząć. Ludzi sporo, rowerów, deskorolek, rolek – sporo. I dobrze. Gorzej, bo wypoczynek na Śląsku jest synonimem siedzenia w knajpie, picia piwa i słuchania wrzasków. W całym parku nie ma miejsca, gdzie nie słychać „muzyki”. Im większy bar tym głośniejsza „muzyka”. Gdyby to była muzyka, niech będzie, ale przez większość czasu z muzyką ma to tyle wspólnego, że też wykorzystują instrumenty – pardon, mptrójki. Słowa i wykonanie już nie do końca. Drugi aspekt wypoczynku to zataczający się ludzie wracający z wypoczynku w parku.

Teraz billbordy reklamują „Beerfest” czyli – jak dobrze rozumiem – festiwal piwa, wzorowany na niemieckim „Oktoberfest”. Tyle, że oni mają zabawę, my – ogólny ochlaj. Niech każdy robi to co potrafi :)

 Posted by at 14:01
sie 132013
 

Moje zainteresowania to: psychologia, socjologia, medycyna konwencjonalna, medycyna naturalna; zwłaszcza medycyna chińska i tybetańska, ziołolecznictwo, masaże, terapia energetyczna, masaż Reiki, Tai Chi Chuan, informatyka, przyroda, kwiaty. Może jeszcze kilka innych, chwilowo nie pamiętam.

Jeśli mogę się pochwalić – ukończyłem następujące kursy:

Samokontrola umysłu metodą Silvy:
kurs podstawowy, 18.II.1996 (prowadzący: Zbyszek Królicki)
ultraseminarium, 26.V.1996
seminarium II stopnia, 13.X.1996

Kurs Reiki: (Stopnie I i II – mistrzyni: Krystyna Włodarczyk-Królicka)
I stopień 19.IV.1998 r. (powt. u W. M. N. Bogusława J. Waśkiewicza, 22.I.2004)
II stopień 26.IX.1998 r. (powt. u W. M. N. Bogusława J. Waśkiewicza, 23.VI.2004)
II stopień specjalistyczny 26.VI.2004 r. – Wielki Mistrz Nauczyciel Bogusław J. Waśkiewicz

Naturalna metoda uzdrawiania Konchami Indian Hopi
(Cone Master Bogusław J. Waśkiewicz), 12.I.2004

Kurs pranicznego uzdrawiania według Mistrza Choa Kok Sui
I stopień – 18.IX.2004
II stopień – 21.XI.2004
nauczyciel Jan Kyrcz, Lucyna Tomaszewska

W czasie swoich badań zauważyłem, że najtrudniej jest zdecydować się, że ktoś chce być zdrowy, to znaczy, że chce wprowadzić jakiekolwiek zmiany w swoim zachowaniu czy stylu życia, które mogą spowodować lepsze samopoczucie. Nie musi to być od razu przejście na dietę czy rzucenie palenia. Takie decyzje są zbyt gwałtowne. Ale czasami jest trudno tylko zdecydować się, że ktoś chce coś zrobić z własnym życiem i – na przykład – stopniowo przestawać myśleć w stylu robi mi się słabo, kiedy…. Taki krok na początku w zupełności wystarczy. Oczywiście dla każdego początek jest inny. Życzę każdemu wystarczająco dużo siły, aby uczynić ten pierwszy krok.

Chciałbym w tym miejscu podziękować mojej kochanej żonie, która siedząc godzinami przed komputerem poprawia moje przeoczone błędy i której spostrzegawczość jest skarbnicą pomysłów.

Mariusz Herich


Autor tej strony jest osobą o wszechstronnych zainteresowaniach. Napisał o nich bardzo ogólnie. Postaram się więc dodać to, o czym zapomniał, lub czego specjalnie nie napisał. Obawiam się, że sama charakterystyka nie będzie obiektywna ;) ale przecież chodzi o to, żeby napisać jak najwięcej o autorze, prawda?

Wśród jego zainteresowań rzeczywiście dominują: medycyna (w równym stopniu konwencjonalna co naturalna czy chińska) i psychologia. To tak ogólnie. A jakim jest człowiekiem? Bardzo sympatycznym, opanowanym, życzliwym i chętnym do pomocy. Czasami może się wydawać, ze chciałby naprawić cały świat. Opowiada o swoich zainteresowaniach. Gdy jest pewny swoich racji, usiłuje do nich przekonać. Skutecznie (na tyle, że nie noszę już kanapek opakowanych w folię, ani nie mówię, że mnie szlag trafi jak mi ucieknie autobus :) ). Pisze świetne opowiadania… zazwyczaj po angielsku. Lubi się uczyć i poznawać nowe rzeczy. Lubi także przekazywać wiedzę. Przekazuje ją jasno i zrozumiale. Zawsze potrafi zainteresować tym, o czym mówi. Nie ważne czy opowiada studentom o bazach danych i projektowaniu stron www czy własnej rodzinie o instalacji elektrycznej w domu.

Posiada rozległą wiedzę. Z tego co wiem – jest w stanie naprawić ruskie żelazko i zrobić półkę na książki, jeżeli żadna w sklepie mu nie odpowiada. (Dla niedowiarków: półka nadal się trzyma :) ). Jest wiele rzeczy, które lubi. Dużo by o tym mówić. W wielkim skrócie: lubi sernik, zupę szczawiową (jak można lubić zupę szczawiową?!), kreskówki Disney\’a, zapach lasu po deszczu, Bieszczady i Tatry zimą, latem, wiosną, jesienią… Lubi chodzić po górach. Ale nie w słoneczny dzień, po dolinkach, z reklamówką. Najlepiej po śniegu (czasami w deszczu) z ciężkim plecakiem na świnicę, Granaty lub Kościelca. Nie ma w tym żadnego szaleństwa. Jedynie trochę pasji, szczypta respektu do gór i dwa gramy wyobraźni.

Lubi gotować! (zdecydowanie uważam, że powinien zamieścić na tej stronie przepis na swoją Lasagne. Obawiam się jednak, że tego nie zrobi. Bo nie o to w tej stronie chodzi. A rozdział – JEDZENIE? :) ).

Czy autor ma jakieś wady? Być może, ale ja ich nie dostrzegam. :) Mogę jedynie napisać czego nie lubi. Nie lubi obłudy, fałszu i kłamstwa. Nie toleruje głupoty. Jawnego i świadomego robienia sobie krzywdy (przykłady? Patrz… CAŁA jego strona). Nie lubi ludzi wyniosłych i zapatrzonych w czubek własnego nosa. , Nie lubi też zmywać naczyń. :)

O życiu prywatnym autora nie będę pisać. Nie czuję się kompetentna. ;) Mogę jedynie napisać, że ma świrniętego kota, który nieustannie poluje na dwie papugi… Podsumowując? Osobiście uważam, że jest najwspanialszym człowiekiem jakiego udało mi się spotkać. Czasami szalonym i nieobliczalnym :) , ale przede wszystkim mądrym i odpowiedzialnym.

KJ


 Posted by at 13:43
sie 132013
 

Wampiry energetyczne


Wampiry energetyczne są ludźmi. Wyglądem nie różnią się niczym od zwyczajnych ludzi, ale różnice tkwią głębiej i dotyczą ciała astralnego. Wampir posiada odmienne od innych ludzi ciało astralne. Czy w wyniku jakiegoś błędu, mutacji, czy w wyniku innej, bliżej niesprecyzowanej przyczyny, ciało to nie jest zdolne do produkcji energii życiowej, bądź też nie produkuje jej w ilościach wystarczających do prawidłowego funkcjonowania. Istnieje też teoria, że ciało astralne wampirów energetycznych „przecieka”, to znaczy, że nie potrafi utrzymać energii. Jednym słowem, wampir energetyczny to człowiek, który posiłkuje się energią innych ludzi.

Inną teorią jest to, że wampiry energetyczne są ludźmi, którzy mają bardzo niski kolor radiestezyjny aury. Taki człowiek napotykając na kogoś z wysokim kolorem radiestezyjnym czerpie z tej aury tak, jak z naczyń połączonych, gdy w jednym z nich jest więcej wody.

Nasuwa się pytanie czy wampir energetyczny wie, że jest wampirem? Prawda jest taka, że zazwyczaj nie ma o tym pojęcia i jakiekolwiek próby uświadomienia takiej osoby kończą się… np. zdziwieniem i obrażeniem. Czasami jednak zdarzają się ludzie, którzy świetnie to wiedzą i z premedytacją czerpią energię z innych ludzi.

Wampiry najczęśniej doczepiają się do silniejszej osobowości i przez resztę życia wiodą spokojną i wygodną egzystencję, co najwyżej narzekając, że mąż czy żona to życiowi nieudacznicy. Nie zdają sobie sprawy, że sami pozbawili swoich partnerów energii.

Najczęściej już krótkie spotkanie z wampirem sprawia, że czujemy pewien dyskomfort – stajemy się rozdrażnieni, słabi, smutni – ogólnie „oklapnięci”. trudniej nam się skupić i mamy ochotę uciec jak najdalej. Najczęściej lekceważymy to pragnienie, przekonani, że wina leży po naszej stronie. Przy dłuższym kontakcie możemy odczuwać bóle i zawroty głowy, mogą pojawić się różne choroby.

Jak można poznać czy ktoś jest wampirem? Jest to dosyć trudne i spotykając wampira np. na mieście raczej nie będziemy w stanie tego zauważyć. £atwiej jest kiedy często spotykamy się z jakąś osobą i po spotkaniu zazwyczaj jesteśmy zmęczeni. Możemy wtedy podejrzewać, że może być ona wampirem. Generalnie po spotkaniu z taką osobą czujemy się gorzej, a ona często dużo lepiej.

Myśl, że wampiry to ludzie spotykani na mieście jest, niestety, błędna. Bardzo często wampirem jest ojciec, matka, dziecko, współmałżonek, kolega w pracy lub przyjaciel. Osoba będąca wampirem może być powszechnie lubiana i ceniona, tylko… ludzie z jej otoczenia podświadomie wolą unikać z nią kontaktów.

Przed wampirem można się obronić. Właściwie na dwa sposoby. Pierwszy z nich to poproszenie doświadczonego terapeuty o zlikwidowanie przyczyny wampiryzmu. Będzie to najlepsze wyjście jeśli jest to osoba z rodziny. Wampiryzm da się „wyleczyć” chociaż nie zawsze. Drugi sposób to samoobrona. Najczęściej wystarczy sobie wyobrazić że coś odgradza nas od wampira. Przykładem może być tafla szkła pomiędzy wampirem a sobą, parasol, szklanka lub butelka którą się „przykrywamy”. Można sobie wyobrazić, że jesteśmy w kokonie, który skutecznie odgradza nas od ludzi.

Taka ochrona jednak nie wystarcza na długo. O ile jest doskonała w przypadku osób spotykanych przypadkowo to w przypadku wampiryzmu w rodzinie jest niemożliwa do zastosowania. Osoba, którą karmi się wampir „rodzinny” powinna bardzo poważnie przemyśleć możliwość zmiany miejsca pobytu. Jeśli tego nie zrobi – istnieje bardzo realna szansa, że będzie chorować do końca życia.

 Posted by at 13:35
sie 132013
 

Jedzenie a alergie


Artykuł z „http://kobieta.interia.pl/zdrowie/choroby/news?inf=504379&nr=4”, 19.VI.2004

Konserwanty żywności mogą powodować alergie.
Naukowcy przekonują do kupowania produktów spożywczych nie zawierających szkodliwych substancji konserwujących, które mogą powodować reakcje alergiczne. Zwracają szczególną uwagę na dokładne czytanie etykiet ich opakowań.

Badania przeprowadzone przez alergologa z Wielkiej Brytanii dr Adriana Morrisa wskazują, że konserwanty zawarte w żywności mogą być przyczyną różnych chorób alergicznych.

Konserwowanie żywności nie jest pomysłem współczesnych lat. Nasi przodkowie w celu przedłużenia jej trwałości wykorzystywali promienie słoneczne i wiatr, stosowali wędzenie, a mięso i ryby konserwowali przy pomocy soli. Z czasem funkcje te przejął przemysł spożywczy wykorzystując różne metody konserwowania, w tym substancje chemiczne.

Wyliczono, że w ciągu roku spożywamy kilka kilogramów dodatków do żywności. Długotrwałe stosowanie ich może negatywnie wpłynąć na nasze zdrowie, a w przypadku kobiet w ciąży i karmiących piersią, na zdrowie dzieci. Nie wiadomo też jaki wpływ będą miały na kondycję kolejnych pokoleń. Dlatego naukowcy przekonują do spożywania produktów nie zawierających szkodliwych substancji konserwujących i zwracają szczególną uwagę na dokładne czytanie etykiet. Wiele produktów zawierających konserwanty ma na rynku swoje odpowiedniki pozbawione konserwantów i innych chemicznych dodatków. Warto ich szukać w trosce o własne zdrowie.

Niektórzy producenci często wykorzystują chemiczne konserwanty, aby utrzymać atrakcyjny wygląd produktów, przedłużyć ich przydatność do spożycia i chronić przed zepsuciem. Wprawdzie konserwanty są stosowane zgodnie z przewidzianymi prawem normami, to jednak spożywane regularnie kumulują się w organizmie i mogą stanowić zagrożenie dla zdrowia.

Wśród wielu stosowanych aktualnie dodatków do żywności, źródłem największych problemów są takie substancje chemiczne jak: benzoesan sodu, kwas sorbowy, dwutlenek siarki, tartrazyna, glutaminian sodu oraz azotyny i ich pochodne. Związki te mogą powodować alergie, w tym pokrzywkę, obrzęk naczynioruchowy, zapalenie błony śluzowej nosa, astmę, a nawet reakcje anafilaktyczne.

Benzoesan sodu jest najbardziej niebezpiecznym konserwantem zawartym w niektórych sosach, niektórych ketchupach i w serze. Nie wszystkie sosy i ketchupy zawierają benzoesan, dlatego tak ważne jest sprawdzanie ich składu na etykietach. (Symbol benzoesanu sodu to E211). Może on również występować naturalnie w cynamonie, herbacie i w owocach jagodowych.

(INTERIA.PL)

sie 132013
 

Przez telefon komórkowy nie należy rozmawiać dłużej niż 3 minuty, a pomiędzy dwiema rozmowami musi być co najmniej kwadrans przerwy – takie zalecenia wydało 4 niezależnych francuskich specjalistów, którzy podnoszą alarm w swoim raporcie.

Artykuł z „http://kobieta.interia.pl/zdrowie/co_nowego/news?inf=464818&nr=2”

„Komórki” – tak, ale z umiarem

Przez telefon komórkowy nie należy rozmawiać dłużej niż 3 minuty, a pomiędzy dwiema rozmowami musi być co najmniej kwadrans przerwy – takie zalecenia wydało 4 niezależnych francuskich specjalistów, którzy podnoszą alarm w swoim raporcie.

Autorzy raportu pod tytułem „Wasze komórki i wasze zdrowie – jesteście okłamywani!” podkreślają, że częste używanie telefonów komórkowych może być szczególnie szkodliwe dla zdrowia dzieci i młodzieży do 16 roku życia, kobiet w ciąży oraz osób korzystających z urządzeń stymulujących pracę serca.

Lista kłopotów zdrowotnych, grożących osobom często używającym komórek jest długa: zakłócenia funkcjonowania mózgu, chroniczne zmęczenie i bezsenność, migreny, gwałtowne zmiany humoru, a nawet stany maniakalno-depresyjne, zaburzenia równowagi, a także białaczka i problemy z sercem.

Zdaniem autorów raportu długie i częste rozmowy przez komórki mogą u osób chorych na padaczkę nasilać ataki choroby. Mogą też być jednym z powodów pojawiania się choroby Alzheimera.

Specjaliści sugerują, że dotychczasowe rządowe raporty ewentualnego wpływu komórek na zdrowie, nie wykazywały ich szkodliwości z powodu presji koncernów telekomunikacyjnych.

Autorzy raportu zalecają jak najczęstsze korzystanie z zestawów słuchawkowych, dzięki czemu telefon jest w czasie rozmowy oddalony od głowy.

(RMF)”

 Posted by at 13:35
sie 132013
 

Artykuł z „http://polityka.onet.pl/artykul.asp?DB=162&ITEM=1141013&MP=1”, 19.VI.2004

Odłóż na bok tę broń

Nie nadużywajmy antybiotyków

Zużywamy coraz więcej antybiotyków, często zupełnie niepotrzebnie. Z tego powodu medycynie grozi cofnięcie się w rozwoju o pięćdziesiąt lat, gdyż bezmyślnie pozbawiamy się najskuteczniejszej broni w walce z chorobotwórczymi mikrobami.

MARCIN ROTKIEWICZ

Od rana czułem się źle – bolały mnie mięśnie, miałem gorączkę. O tej porze roku to nic nadzwyczajnego. Lekarka, po rutynowym osłuchaniu płuc i obejrzeniu gardła szybko postawiła diagnozę: przeziębienie, ale trzeba wziąć antybiotyk. Przypadek chciał, że tego samego dnia spotkałem znajomego lekarza specjalizującego się w chorobach zakaźnych. Zapytałem go o zdanie na temat przepisanego antybiotyku. Jego diagnoza była prosta: zaatakował mnie wirus podobny do wywołującego grypę, ale mniej groźny. Jedyne co powinienem robić, to brać środki przeciwzapalne na złagodzenie objawów i zbicie gorączki, pić herbatę z sokiem malinowym i wygrzać się w łóżku.

Takich osób jak ja, którym niepotrzebnie przepisuje się antybiotyki, jest w Polsce i na świecie tysiące. Zwłaszcza teraz, gdy zaczyna się grypa, a przede wszystkim przypominające ją infekcje wirusowe. Wielu lekarzy przepisuje wówczas lekką ręką antybiotyki. A pacjenci pokornie je łykają, nie zdając sobie sprawy, że leki te skuteczne są wyłącznie w walce z bakteriami. Na wirusy pomogą tyle co mleko z miodem i cytryną.

Pewnie chodzi tu o herbatę z miodem i cytryną, bo mleka z cytryną nie da się wypić… (przyp. Klapuch)

(…)w USA przed pięćdziesięciu laty produkowano ponad 900 ton antybiotyków rocznie, a dzisiaj wytwarza się ich 11 tys. ton.

W Polsce sytuacja wygląda jeszcze gorzej. W sezonie jesienno-zimowym sprzedaż antybiotyków poza szpitalami wzrasta nawet czterokrotnie, choć w okresie tym ludzie chorują przede wszystkim na infekcje wirusowe. W ciągu ostatnich siedmiu lat konsumpcja tego rodzaju medykamentów zwiększyła się u nas o 30 proc.

Przeprowadzone niedawno przez Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego wyliczenia wykazały, że jesteśmy w ścisłej czołówce zjadaczy antybiotyków w Europie – zajmujemy piąte miejsce. – Nie da się ukryć – Polacy są lekomanami. W naszym kraju średnio 25 osób na tysiąc codziennie przyjmuje antybiotyki, a 90 proc. antybiotyków zużywanych jest w leczeniu poza szpitalami – mówi dr Paweł Grzesiowski, specjalista w dziedzinie profilaktyki zakażeń z Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego w Warszawie. (…)

Rezultat takiej nonszalancji to 40 proc. szczepów bakterii paciorkowców, wywołujących zapalenie płuc, których nie daje się już leczyć penicyliną. W Polsce takich szczepów jest 15 proc. Antybiotyki przestają działać ¬także na inne bakterie – między innymi szpitalne gronkowce oraz pałeczki jelitowe (te ostatnie wywołują biegunki i choroby układu moczowego). Niektórych szczepów gronkowców nie można zwalczyć nawet wankomycyną, najsilniejszym z antybiotyków, uważanym do niedawna za lek ostatniej szansy. – Zdarza się, że ludzie umierają z powodu infekcji bakteryjnej rozwijającej się podczas pobytu w szpitalu, którą jeszcze kilka lat temu udałoby się bez większych problemów wyleczyć antybiotykami – mówi dr Grzesiowski.

Nie jest tajemnicą, jak bakterie neutralizują działanie antybiotyków. Dzieje się tak dzięki licznym mutacjom w ich materiale genetycznym, w wyniku których pojawiają się geny oporności na lek. Takie cenne geny drobnoustroje potrafią wymieniać między sobą. Czasami pomagają im w tym wirusy. Na to wszystko nakłada się bezmyślne postępowanie człowieka. Zażywane antybiotyki, atakując bakterie, w pierwszej kolejności niszczą te mikroby, które są na lek najbardziej wrażliwe. Gdy więc zastosuje się zbyt niskie jego dawki lub będzie się go podawać zbyt krótko, przeżyją tylko najbardziej oporne drobnoustroje. Dlatego tak niebezpieczne jest branie antybiotyków na własną rękę lub przerywanie kuracji.

Inny powód to nadmierne i niepotrzebne stosowanie antybiotyków. Leki te zabijają oprócz chorobotwórczych również te bakterie, które żyją w naszym organizmie lub otoczeniu nie czyniąc nikomu krzywdy. Ich miejsce mogą jednak zająć mikroby oporne na antybiotyk i dla nas niebezpieczne. Wreszcie trzecie zjawisko: niektóre niegroźne bakterie w pewnych warunkach stają się chorobotwórcze. Część z nich ma bowiem naturalną oporność na antybiotyki. Jeśli więc wyeliminujemy konkurujące z nimi i ograniczające ich liczebność szczepy, zaczną się mnożyć i rozprzestrzeniać. „Jeszcze pięć lat temu nie słyszano o zagrożeniu bakteriami takimi jak Acinetobacter i Xanthomonas, a dziś stały się one śmiertelnym zagrożeniem dla pacjentów szpitali, wywołując infekcje przenoszone przez krew” – pisze na łamach „świata Nauki” prof. Stuart Levy.

Przykazania dla pacjentów:
nie nalegać na lekarzy, żeby przepisywali antybiotyki;
gdy zostaną zaordynowane, zażywać je zgodnie ze wskazaniami lekarza, przeprowadzić kurację do końca, nie przechowywać pigułek na później;
myć dokładnie owoce i warzywa, unikać surowych jajek i niedogotowanego mięsa, szczególnie mielonego; również dlatego, że z powodu nadużywania ¬antybiotyków w hodowlach produkty te mogą zawierać lekooporne bakterie;
używać mydeł i innych produktów zawierających substancje antybakteryjne tylko do pielęgnacji chorych, których układ odpornościowy jest osłabiony;
myjąc podłogę w domowej kuchni, toalecie czy łazience nie stosować środków antybakteryjnych – wystarczy zwykłe mydło i detergenty.

Dlatego skandalem jest stosowanie antybiotyków w rolnictwie, gdzie dodaje się je masowo do pasz, aby przyspieszyć przyrost masy kurcząt, świń, cieląt i owiec. Antybiotyki zabijają bowiem niektóre szczepy bakterii w ich przewodzie pokarmowym, co zmniejsza częstość infekcji jelitowych, np. biegunek. Przypuszcza się również, że zmiany we florze bakteryjnej przewodu pokarmowego powodują lepsze wchłanianie pokarmu, a w rezultacie przyrost masy zwierząt. Także w sadownictwie stosuje się opryski antybiotykami. Często są one roznoszone wraz z wiatrem po całej okolicy.

- Za chwilę medycyna cofnie się do okresu sprzed pół wieku, czyli czasów przedantybiotykowych, marnując w ten sposób jedną z największych zdobyczy XX-wiecznej nauki. trudno sobie nawet wyobrazić konsekwencje tej sytuacji – mówi dr Grzesiowski. Tym bardziej że kandydatów na nowe, skuteczniejsze leki antybakteryjne nie widać.

W latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku koncerny farmaceutyczne uznały, że już poradziliśmy sobie z chorobami zakaźnymi i mocno ograniczyły wydatki na poszukiwanie nowych antybiotyków. Dziś też nie kwapią się do prowadzenia badań nad tego typu lekami. Zdają sobie sprawę, że nowy antybiotyk wprowadzony na rynek kosztem ogromnych nakładów finansowych za kilka lat okaże się nieskuteczny wobec opornych szczepów bakterii.

Czy w takim razie znaleźliśmy się w sytuacji bez wyjścia? Na pewno warto inwestować w szkolenie lekarzy, by rozsądniej gospodarowali antybiotykami. Tak jak zrobiono to w krajach północnej Europy. Rezultaty widać w Holandii, gdzie na przykład tylko 3 proc. szczepów paciorkowców jest opornych na penicylinę – podczas gdy, przypomnijmy, we Francji 40 proc., a w Polsce 15 proc. trzeba również zadbać o poprawę diagnostyki w polskich szpitalach. Pacjentom należy najpierw pobierać posiew, na jego podstawie identyfikować bakterie i dobierać odpowiedni antybiotyk, a nie leczyć w ciemno. Według dr. Grzesiowskiego karygodnym zjawiskiem jest szafowanie antybiotykami przez weterynarzy, a zwłaszcza dodawanie ich do pasz dla zwierząt. To ostatnie powinno zostać zabronione, tak jak we wszystkich krajach Unii Europejskiej.

W Polsce antybiotyki muszą wreszcie stać się grupą leków chronionych, czyli pod specjalnym nadzorem. Nie tylko ze względu na zagrożenie pojawiania się lekoopornych bakterii. Także z przyczyn finansowych. Wydatki na antybiotyki stanowią obecnie 10 proc. kosztów refundacji wszystkich leków oraz około 30 proc. nakładów szpitali na zakup leków. W tym roku Ministerstwo Zdrowia zaakceptowało opracowany w Narodowym Instytucie Zdrowia Publicznego „Narodowy program ochrony antybiotyków w Polsce”. Jego głównym celem jest powstrzymanie rosnącej konsumpcji antybiotyków zarówno w medycynie jak i weterynarii. Po pierwsze dzięki stałemu monitorowaniu zużycia tego typu leków, np. w szpitalach i przychodniach, ale również poprzez edukację społeczeństwa. Podobny program jest od trzech lat realizowany we wszystkich krajach Unii Europejskiej. W Polsce, według projektu, powinny zaangażować się w jego realizację różne agendy rządowe oraz organizacje pozarządowe. Miejmy nadzieję, że założenia programu nie pozostaną tylko na papierze i przestaniemy lekkomyślnie marnotrawić jedyną broń, jaką dysponujemy w walce z bakteriami.

 Posted by at 13:34