sie 132013
 

Hartowanie organizmu, czyli o czym trąbili już w podstawówce i chyba nadal trąbią (nie wiem, kilka lat temu udało mi się ją skończyć).

Hartowanie polega na wzmacnianiu organizmu i układu immunologicznego tak, aby mógł szybciej zwalczyć choroby, ale przede wszystkim nie pozwalał chorobie wtargnąć do wnętrza organizmu. Jak wiadomo (może jeszcze nie powszechnie, ale już wiadomo) osoby o silnym układzie immunologicznym po prostu nie chorują.

Chcę tu wymienić kilka rzeczy, które zahartują organizm. A więc:
1) Każdego wieczoru wziąć dwie aspiryny, rozbić w moździerzu i wymieszać z apapem i z ibupromem. Powstały proszek starannie rozpuścić w 100 ml ciepłej wody. Powstały płyn wylać do sedesu – myślę, że będzie doskonały do usuwania kamienia. No dobrze, to był oczywiście żart.

Oczywistą rzeczą jest fakt, że nie będę w stanie wymienić nawet połowy rzeczy, które pozwolą na wzmocnienie organizmu; jeśli ktoś zna jeszcze jakiś sposób proszę o przesłanie. Jak na razie przepisy nie będą w żaden sposób posegregowane.

Zaczynamy:

Hartowanie dzieci warto zaczynać już w okresie niemowlęcym po to aby wychować zdrowe i odporne na choroby dziecko. Wielu młodych rodziców popełnia podstawowy błąd przetrzymując malucha w ogrzewanym pokoju, który dodatkowo jest rzadko wietrzony. Przegrzewane dziecko staje się podatne na każdą infekcję.”, http://prace.sciaga.pl/34843.html, 12.I.2006


Ruch na świeżym powietrzu. Jeśli ktoś mieszka w mieście należy uprzednio zaopatrzyć się w torebkę z wiejskim lub (najlepiej) leśnym powietrzem. Jeśli ktoś uprawia sport – niech uprawia go na dworze (jeśli to oczywiście możliwe). Uważam, że tzw. rowery stacjonarne lub chwalone deptaki, po których człowiek idzie, idzie i nigdzie się nie rusza są doskonałe wyłącznie w reklamach telewizyjnych. Oczywiście niektóre osoby ze względów zdrowotnych mogą korzystać wyłącznie z takich rodzajów wysiłku fizycznego i dobrze. Pozostałe osoby powinny ruszyć się z domu i wyjść na spacer, pobiegać, pojeździć na rowerze, pływać w chłodnej wodzie (najlepiej nie podgrzewany basen) itp. Nie dotyczy to listonoszy i osób trudniących się zawodowym wyprowadzaniem psów na spacery.

Doskonała do hartowania jest zabawa na świeżym śniegu. Tutaj uwaga: dorosłym też wolno bawić się śniegiem. Jak ktoś się wstydzi sąsiadów niech się przebierze za dziecko. Jak się wstydzi siebie niech zamknie oczy.

Spacery (co obejmuje każdy ruch na świeżym powietrzu) powinno wykonywać się w miarę regularnie (np. raz w tygodniu, lepiej 3 razy w tygodniu, najlepiej codziennie – może być to bieg do autobusu), a jeśli nie, to zacząć je powinno się na jesieni przy temp. 18-20 stopni. Organizm wtedy będzie się przyzwyczajał do stopniowo opadającej temperatury.

Czynność fizyczna powinna być połączona z głębokim oddychaniem, czyli delikatnym oddechem, który sięga jak najdalej dołu brzucha. To nie ma być sapanie tylko delikatny, głęboki oddech. Oczywiście nie podczas biegu, gdyż wtedy organizm sam przypomina o oddechu, ale na spacerze często o nim zapominamy i oddychamy bardzo płytko. Nie można zapomnieć o przyjmowaniu większej ilości płynów przy KAŻDEJ czynności fizycznej (włączając w to seks, jednak najlepiej nie w trakcie).


Pocenie się. Wraz z potem usuwane są toksyny z organizmu. Wskazane jest pocenie się kilka razy w tygodniu, zwłaszcza przy spożywaniu skażonej żywności i mieszkaniu w zatrutym środowisku. Może być to ćwiczenie fizyczne, sauna, gorąca kąpiel (po której należy spłukać ciało coraz chłodniejszą wodą, ale o tym później), seks. Obfite pocenie podczas choroby jest właśnie wysiłkiem organizmu zmierzającego do pozbycia się jej z organizmu. O antyperspirantach pisałem już w wielu miejscach. Jeśli chodzi o zdrowie lepiej nimi tępić karaluchy. Inną formą usuwania toksyn są też łzy. Ale płacz nie jest zalecany jako forma wzmocnienia odporności organizmu :-) . Do pozostałych form usuwania toksyn należą: biegunka, wymioty, katar, kaszel, gorączka, różne wydzieliny.


Krwawienie. Dotyczy to przede wszystkim kobiet, ale nie tylko. Starodawna medycyna stosowała pijawki lub cięte bańki do usuwania tzw. „złej krwi”. Toksyny z organizmu mogą być również usuwane przez krwawienie (np. z nosa). Przede wszystkim miesiączka jest takim oczyszczeniem organizmu. Jeśli jest ona sztucznie zatrzymana lub nie pojawia się ze względów chorobowych organizm traci możliwość usuwania toksyn. Może wywołać to stany zapalne. Pomijając okres ciąży, kiedy organizm usuwa toksyny inną drogą (np. większym wydzielaniem śluzu).


Masaż całego ciała – oczywiście może być wykonany samemu. Wystarczy szorstki ręcznik lub szorstka gąbka (czasami z warstwą specjalnie przeznaczoną do masażu). Należy porządnie „wyszorować” całe ciało. Nie delikatnie, jeszcze z warstwą pianki, żeby nie naruszyć naskórka. To ma być porządny masaż aż do lekkiego zaczerwienia skóry. Jeśli po masażu wyglądamy jak krwisty befsztyk – masujemy za mocno.


Kąpiele w solach i ziołach do kąpieli. Im bardziej naturalna sól tym lepiej. Nie mówię tu o wymyślnych solach ziołowych chociaż one też mogą być bardzo skuteczne (ze względu na zawartość ziół) – bywają one dosyć drogie, ale sól czy zioła (np. gotowe mieszanki) do kąpieli, które można kupić w wielu miejscach.


Unikanie przegrzewania organizmu. Przegrzanie organizmu jest znacznie gorsze w skutkach niż wychłodzenie. Zazwyczaj ubieramy się „niesymetrycznie” (od pasa w górę kilka bluzek, a stopy – cienkie skarpetki i lekkie buty) lub ubieramy się zbyt grubo. Odkryta głowa w czasie zimy też jest zdecydowanie nieprzemyślana. Moje założenie jest takie: Jak ci zimno to się ubierz. Jak ci ciepło to się rozbierz. Jeśli się gotujesz we własnym sosie i dodatkowo opatulasz szalikiem – naucz się myśleć. I nie ważne jest jak chodzą inni ubrani. Ubieraj się tak jak czujesz, a nie tak jak sąsiad się ubrał. Jeśli rozgrzejesz się szybkim marszem – rozepnij się. Jeśli wysiłek fizyczny cię nie rozgrzewa – warto się zastanowić dlaczego.

Temperatura w sypialni nie powinna przekraczać 20 stopni, najlepiej 18 stopni. W mieszkaniu nie powinno być cieplej niż 22, ostatecznie 23 stopnie.


Dodatkowo należy się wysypiać. Jeśli człowiek rano wstaje po „nocnym wypoczynku” i nie wie gdzie jest, ani co się dzieje i nie obudzi się aż do trzeciej kawy – jest to doskonały sposób na chorobę.


Istotne jest unikanie wysuszonego powietrza zwłaszcza w okresie grzewczym. Warto zaopatrzyć się w nawilżacz. Jak ktoś nie może niech postawi szerokie naczynie z wodą na grzejniku. Suche powietrze powoduje podrażnienie błon śluzowych, kaszel, drapanie w gardle, katar, pieczenie oczu. Objawy mogą nasilać się po obudzeniu się rano.


Sen przy otwartym oknie. Nawet jeśli na dworze jest 0 stopni. Jeśli jest zimno należy przed snem porządnie przewietrzyć sypialnie. Najlepiej nie krócej niż 30 minut (zostawić uchylone okno). Rano też jest dobrze przewietrzyć mieszkanie, ale zazwyczaj nikt nie ma na to czasu. Jednak wieczorem jest to konieczność.


Stan psychiczny ma bardzo duże znaczenie dla odporności organizmu. Osoby depresyjne znacznie łatwiej ulegają chorobom niż osoby pozytywnie nastawieni do życia. Istotne jest: śmiech i radość, harmonia wewnętrzna. Życie w nieustannym pośpiechu też może wpływać na odporność. Konflikty wewnętrzne też osłabiają organizm, np. nieumiejętność odmowy. Stres związany z brakiem pieniędzy też wpływa negatywnie na samopoczucie.


Doskonałym sposobem na zwiększenie odporności jest medytacja. Jakakolwiek – jak ktoś bardzo chce może być to żarliwa modlitwa (która nie ma nic wspólnego z przymusowym chodzeniem do kościoła). Cokolwiek co pozwoli obniżyć fale mózgowe do częstotliwości alfa i pozostać w niej kilkanaście minut. Dodatkowo mogą pomóc pozytywne afirmacje („Każdego dnia, pod każdym względem czuję się coraz lepiej, lepiej i lepiej”: J. Silva) lub wizualizacje (np. małego kominiarza który czyści wyciorem zatkane żyły lub miłą panią sprzątaczkę, która wymiata piasek z nerek).


Szczepienia i lekarstwa. Przyjmowanie niektórych lekarstw powoduje toksykację organizmu i zmniejsza jego naturalną odporność.

„Leczenie” lekarstwami, które nie usuwają choroby, ale blokują naturalną odpowiedź na jej wtargnięcie jest doskonałym sposobem na wieczne chorowanie. Szczepienia mogą spowodować różne negatywne skutki, między innymi docelowy spadek odporności, ale o szczepieniach piszę w innym miejscu.


Dbałość o higienę. Tutaj uwaga – zbyt częste mycie lub używanie mydeł lub płynów przeciwbakteryjnych (też silnych środków myjących, szamponów) spowoduje usunięcie naturalnej osłony bakteryjnej skóry, która jest pierwszą ochroną przed wnikaniem obcych organizmów do ciała człowieka. Zbyt częste i zbyt rzadkie mycie może w rezultacie prowadzić do choroby.


Podział czasu na pracę, odpoczynek i sen. Odpoczynek nie koniecznie przed telewizorem z talerzem przed sobą. Ale jeśli przychodzi czas odpoczynku lub snu to odpoczywamy, a nie myślimy o pracy o pracy i o podatkach. Jak ktoś nie może się tego pozbyć proponuję zastosować sposób pani Scarlett O\’hara z filmu „Przeminęło z wiatrem”.


(Nieszczęsna) dieta. Może być też właściwa, zdrowa, dopasowana i optymalna – ale to tak jak z duchami. Wszyscy o nich mówią, ale nikt ich nie widział. No dobrze, dobrze, widziano duchy, ale to takie powiedzenie.

Więc zdrowa dieta (cokolwiek to znaczy) ma znaczący wpływ na układ odpornościowy organizmu i jakby na to nie patrzeć – również na samopoczucie. Istotna jest zarówno zawartość witamin i minerałów jak również to, czy żywność jest w formie prostej czy przetworzonej. Czy są to produkty naturalne czy też zawierają barwniki, konserwanty, promieniowanie czy też inne „smakołyki”.

Zdrowa dieta powinna zawierać:
- owoce i warzywa najlepiej surowe, bogate w witaminy, przeciwutleniacze i minerały,
- pokarmy jak najmniej przetworzone – pieczywo pełnoziarniste, mąka z pełnego przemiału itp.,
- 75% pokarmów powinno być w stanie surowym, (według mnie z wyłączeniem mięsa, no dobrze, nie licząc metki :-) ),
- jak najwięcej produktów z hodowli naturalnej, cokolwiek to znaczy,
- zioła i przyprawy,
- czosnek, cebulę, czasami imbir
- dużą ilość płynów.

Jednocześnie zaleca się unikanie lub ograniczanie:
- cukru i słodyczy,
- potraw mącznych z maki rafinowanej (oczyszczonej z dodatkami „ulepszającymi”),
- pokarmów zawierających dodatki chemiczne, konserwanty, sztuczne słodziki, pestycydy i inne,
- alkoholu i używek. Telewizor też staje się używką, tak samo jak komputery.


Detoksykacja organizmu – doskonale wpływa na cały organizm, samopoczucie, wytrzymałość i wytrwałość. Można ją przeprowadzić na kilka(naście) sposobów od kąpieli w ziołach do głodówek oczyszczających.


Spożywanie dodatkowo ziół, mieszanek ziołowych i – jeśli nasza dieta nie jest w stanie zapewnić większości niezbędnych elementów, a niestety nie jest – tzw. dodatki żywieniowe czyli preparaty naturalne. Istotne jest, aby były to rzeczywiście preparaty naturalne bez cukru, soli i konserwantów, a nie np. chemicznie wytworzona witamina C; powodów jest wiele. Począwszy od lepszego wchłaniania przez organizm preparatów naturalnych skończywszy na braku chemicznych zanieczyszczeń.

Można polecić:
- preparaty mineralne,
- preparaty witaminowe,
- preparaty dobrane dla osób o wybranej grupie krwi,
- preparaty zawierające: czosnek z pietruszką, kaktus Nopal, żeń-szeń, łodygę Jukki, czasami mogą być konieczne bakterie jelitowe (wspomagają detoksykacje): Lactobacillus acidophilus, mleczko pszczele, sok owocu Noni, Vilcacora (koci pazur), jeżówkę purpurową, korę Pau D’Arco.


Zioła wzmacniające odporność: jeżówka purpurowa, traganek, lukrecja, przewiercień chiński, żeń-szeń, jukka, tymianek, lawenda, bergamota, cytryna, eukaliptus, drzewko herbaciane, rozmaryn, pieprz czarny, kardamon, imbir, gotu kola, mniszek lekarski, una de gato, pau d\’arco.
Można stosować mieszankę jeżówki purpurowej, pau d\’arco, żeń-szenia, lukrecji, traganka i przewiertnia chińskiego w równych ilościach.


W jadłospisie nie powinno zabraknąć: czosnku, cebuli, buraków, marchewki, kapusty (w tym kiszonej – doskonale oczyszcza)


Chciałbym jeszcze dodać pięknie opisane hartowanie według Pana Sebastiana Kneipp’a (fragmenty), które to sposoby wywołują dreszcze mojej żony, chociaż dotychczas z dobrodziejstw chodziła wyłącznie po śniegu :-) :

środki hartujące są następujące: chodzenie boso, chodzenie boso po mokrej trawie, chodzenie boso po mokrych kamieniach, chodzenie boso po świeżo spadłym śniegu, chodzenie boso w zimnej wodzie, kąpiel zimnych rąk i nóg.

I. Chodzenie boso jest najnaturalniejszym i bardzo indywidualnym środkiem hartowania się. Można go w różnorodny używać sposób odpowiednio do rozmaitego stanu i wieku.

Niemowlęta, które są zupełnie skazane na pomoc drugich i w pieluchach lub poduszkach ciągle przebywają w pokoju, nie powinny nigdy nosić okrycia na nogach. O, gdybym mógł to jako silną i niewzruszoną regułę wpoić wszystkim rodzicom, a szczególnie zanadto troskliwym matkom! Przejęci uprzedzeniami rodzice, jeżeli tego nie chcą zrozumieć, niechaj zlitują się nad nieporadnym maleństwem i przynajmniej takie im dają okrycie, przez które łatwo świeże powietrze może przedostać się do skóry.

Rozsądni rodzice, którzy chętnie chcieliby pozwolić dzieciom tej uciechy, lecz mieszkają w mieście nie mają ogrodu ani trawnika mogą im polecić chodzić boso po pokoju, korytarzu itp. Chodzi o to, aby nogi, jak twarz i ręce, świeżym odetchnęły powietrzem i poruszały się w nim do woli.

W mojej młodości chodzili na wsi wszyscy boso; dzieci i dorośli, ojciec i matka, brat i siostra. Do szkoły, do kościoła milami iść trzeba było. (…) Zaledwie z początkiem wiosny na wyżynach mojej ojczyzny śnieg zaczął tajać, rozdeptywaliśmy bosymi nogami jego resztki śladów w ziemi i czuliśmy się przy tym zdrowi, weseli i swobodni.

Jasna rzecz, że ludzie dorośli w miastach, nie mogą czynić tego ćwiczenia. Jeżeli w swych uprzedzeniach zaszli tak daleko, iż mniemają, że dostaliby reumatyzmu, kataru, chrypki itd., gdyby ich delikatne nogi przy rozbieraniu się lub ubieraniu choćby przez oka mgnienie stanęły na gołej podłodze salonu a nie na ciepłym, miękkim kobiercu – wtedy zostawiam ich zupełnie w spokoju. Gdyby jednak który chciał przecież coś uczynić dla zahartowania się, cóż mu przeszkadza przechadzać się w pokoju przez dziesięć minut, 1/4 lub 1/2 godziny, bezpośrednio przed spaniem lub wstawszy rano? Aby jednak nagle rozpocząwszy, nie czuć tego jednak zbyt silnie, można najpierw chodzić w skarpetach, później boso, wreszcie przed każdym spacerem zamaczać nogi w zimnej wodzie aż do kostek.

Do matek zwracam się tu z kilku słowami. (…) W pierwszym rzędzie powołanymi są matki do wychowania dorodnego i mocnego pokolenia, do usunięcia zniewieściałości, która tak wielkie spustoszenia w ludzkości sprawia, osłabienia, niedokrwistości, nerwowości i jak się tam dalej nazywają owe upiory ssące zdrowie i skracające życie. Mogą zapobiec temu przez rozumne hartowanie dziecka od młodości. (…) Aby słabe stworzonko szybko przyzwyczaić do przebywania na świeżym powietrzu, dobrze czynią matki, gdy po codziennej ciepłej kąpieli zanurzają je na 2,3 sekundy w zimniejszej wodzie (o ciepłocie takiej jaką ma woda stojąca na słońcu) lub szybko zimną obmywają. Sama ciepła woda rozdelikaca i zwątla, zimne obmycie pod koniec – wzmacnia, hartuje i pomaga do zdrowego rozwoju ciała. Z początku będzie dziecko płakać, ale po 3-cim,.4-tym razie przestanie. Takie hartowanie wzmacnia małe dzieci przeciw tak u nas częstym zaziębieniom i tychże następstwom. Rozumne matki zyskują nadto, nie potrzebując wydawać na ciężkie, nie dopuszczające powietrza ubrania lub na wełniane otulania, które doprawdy oburzają każdego myślącego człowieka. W tym punkcie grzeszy się okropnie przeciw zdrowiu dziatek. Delikatne ich ciało siedzi prawdziwie w gorejącym wełnianym piecu; ugina się też pod ciężarem okryć i obwiązań; głowa owinięta tak, że ani dobrze słyszą, ni widzą; szyja, którą przede wszystkim hartować należy, posiada oprócz ogólnych, jeszcze szczególniejsze przybory do ogrzewania, zamykające zupełnie powietrze. Kiedy mamka z dzieckiem na ręku wychodzi na spacer lub wyjeżdża, rozpieszczająca je matka jeszcze raz wybiega oglądnąć, czy każdy kącik starannie jest otulony, zamknięty. Przy takich stosunkach, przy zupełnym zaniedbaniu rozumnego hartowania, któż dziwić się będzie, że dyfteria, angina itd. porywają rocznie tysiące tych małych istotek, którym lada powiew wiatru szkodzi? Po cóż się dziwić, że w rodzinach roi się od cherlaków, lub, że użalają się matki na nieznane najpierw u dziewcząt słabości, jak blednicę, kurcze, histerię itd.

II. Szczególniejszym a bardzo skutecznym rodzajem chodzenia boso, jest chodzenie po mokrej trawie, mniejsza o to czy ona przez rosę, deszcz, lub polanie została zmoczona. W części III spotykamy się częściej z tym środkiem hartującym i mogę go każdemu młodemu jak staremu, zdrowemu i choremu polecić, obok innych zabiegów, którym nie przeszkadza wcale.

Im trawa jest bardziej mokra, im dłużej trwa chodzenie, im częściej może być powtarzane, tym znakomitszy jego skutek. Bieg po trawie trwa zazwyczaj 1 – 3 kwadransy.

Po ukończeniu marszu, należy szybko nogi oczycić z niepotrzebnych przyczepek, jak z trawy, piasku, i nie wycierając ich na sucho, lecz in status quo – tj. mokre ubrać natychmiast w suche skarpetki i buty. Po spacerze w trawie, następuje spacer w obutych nogach po suchej, piaskiem lub kamieniem wyłożonej drodze; z początku nieco prędzej, potem w zwyczajnym tempie. Trwanie tego drugiego spaceru zależne jest od osuszenia się i rozgrzania nóg i nie potrzebuje dłuższe być nad kwadrans.

Przypominam i naciskam, aby pamiętać na słowa „suche skarpetki” i nigdy nie brać zamoczonych. Skutki złe objawiają się natychmiast w głowie i szyi; nie było by to budowaniem lecz burzeniem. Stosownym więc jest upominać młodych, gorących nierozważnych ludzi, aby nie rzucali w mokrą trawę trzewików i skarpetek, lecz zdjęte położyli gdzieś pod ręką w suchym miejscu; mokre i zimne nogi okryte ciepło wkrótce rozgrzeją się należycie. To zastosowanie, jak każde w ogóle chodzenie boso, można czynić nawet wtenczas, gdy nogi są zimne.

III. Chodzenie po mokrych kamieniach podobne sprawia skutki, jak chodzenie po mokrej trawie a dla wielu jest ono łatwiejsze i wygodniejsze. W każdym domu znajdzie się większa lub mniejsza przestrzeń wyłożona kamieniami w sieni, pralni, piekarni itp.; wystarczy ona do spacerowania boso. Na długim, kamiennym chodniku należy biegać szybko tam i z powrotem; na przestrzeni składającej się z 4-5 płyt, depce się tak, jak się depce winogrona, kapustę lub ciasto. Chodzi głównie o to, aby kamienie były mokre i aby nie stać na nich spokojnie, lecz poruszać się dość szybko. Do moczenia kamieni używa się dzbanka lub ogrodowej koneweczki, polewa się wodę w kształcie smugi, która się przez deptanie rozszerza. Gdyby kamienie wysychały za szybko, należy polewanie powtórzyć raz drugi i trzeci; najlepsza do tego jest bardzo zimna woda.

I jeżeli ktoś tego hartującego środka używa w celach leczniczych, wtedy aplikacja nie powinna trwać dłużej nad 3-15 minut. Trwanie stosuje się do stanu chorego; silny jest, osłabiony czy niedokrwiony itp.; zazwyczaj wystarczy 3-5 minut. Zdrowi mogą to ćwiczenie przedłużyć do 1/2 godziny i dłużej nawet bez obawy zaszkodzenia sobie. Znakomity ten środek zalecam wszystkim, którzy życzą sobie rozpocząć porządne hartowanie się. Nawet najsłabszy i najwrażliwszy niech się go nie obawia. Kto miewa zimne nogi, zapada na gardło, zakatarza się łatwo, bije mu krew do głowy, i stąd cierpi ból głowy – ten niech często chodzi po kamieniach. Dobrze jest, gdy do wody doleje nieco octu, zanim podleje kamienie. Stosuje się te same reguły, dotyczące okrycia i ruchu, co i przy chodzeniu po trawie. Chodzić po kamieniach można choć nogi są zimne – (nie rozgrzane).

IV. Chodzenie po świeżo spadłym śniegu, przewyższa w skutkach obydwa poprzednie zabiegi. Mówię wyraźnie w świeżo spadłym śniegu, który się lepi lub jak proch do nóg przylega; śnieg stary, twardy, zmarznięty, ziębi zanadto i nie zda się na nic. Spacerować również nie można, gdy zimny, przenikliwy wiatr wieje, poleca się jednak na wiosnę, gdy śnieg taje od słońca. Znam wielu, którzy w rozmokłym śniegu spacerowali 1/2, 1, a nawet 1 1/2 godziny z najlepszym skutkiem. Potrzeba tylko było w pierwszych minutach nieco przezwyciężenia się; wkrótce znikło wszelkie uczucie przykrości lub zimna. Zazwyczaj chodzi się po śniegu przez 3-4 minuty. Zaznaczam wyraźnie, nie można stać spokojnie, trzeba chodzić.

Zdarza się nieraz, że delikatne, i od zewnętrznego powietrza odwykłe palce nie mogą znieść śniegowego zimna, i zapadają na śniegową gorączkę tj. stają się suche, rozpalone, pieką boleśnie i obrzmiewają. Nie ma nic niebezpiecznego, nie trzeba się lękać, uzdrowienie następuje szybko, skoro się palce częściej obmyje wodą pomieszaną ze śniegiem lub lekko się śniegiem naciera.

Marsz po śniegu można zastąpić jesienią chodzeniem po trawie, gdy szron spadnie. Uczucie zimna jest wtenczas o wiele dotkliwsze, gdyż ciało w tej przejściowej porze roku za mało jeszcze od ciepła lata odwykło. W zimie zastąpić może bieg po śniegu, chodzenie po płytkach kamiennych, zmoczonych wodą zmieszaną ze śniegiem. Co do okrycia i ruchu stosuje się tu te same zasady co w poprzednich ćwiczeniach.

O tym środku hartującym powiadają, że głupota, błazeństwo dobre do nabawiania się kataru, reumatyzmu, cierpień gardłowych i wszelkich innych okropności. Proszę się tylko przezwyciężyć i spróbować, a wkrótce można się będzie przekonać, że zarzuty są bezpodstawne, i że bieg po śniegu zamiast szkody – wielkie przynosi korzyści.

Nie można chodzić po śniegu, gdy ciało całe nie jest zupełnie ciepłe. Gdy zimno ci, dreszcz cię przejmuje, staraj się najpierw rozgrzać przez ruch lub pracę. Ci, którym się pocą nogi, odmrożone popękały, lub jątrzą się, nie mogą chodzić po śniegu, nie wyleczywszy się poprzednio w inny sposób.

V. Chodzenie w wodzie. Jakkolwiek chodzenie w wodzie aż po łydki wydaje się tak jednostronne, służy ono jednak:
a) do hartowania się; działa na całe ciało i wzmacnia cały organizm;
b) działa skutecznie na nerki, odprowadza mocz, zapobiega niejednemu cierpieniu nerek, pęcherza i brzucha;
c) oddziaływuje dobrze na piersi, ułatwia oddychanie wyprowadza gazy z żołądka;
d) szczególnie skuteczne jest na ból głowy, ociężałość i wszelkie inne cierpienia głowy.

Zabieg ten robi się w wannie napełnionej z początku wodą powyżej kostek i chodzi się w niej tam i na powrót. Skuteczniej jest, gdy stopniując hartowanie, sięga woda do łydek; najskuteczniej gdy sięga do kolan.

Co do czasu rozpoczyna się 1 minutą, potem chodzi się przez 5-6 minut. Im zimniejsza woda, tym lepiej. Skończywszy zabieg trzeba używać ruchu w zimie w ciepłym pokoju, w lecie na powietrzu tak długo, aż nastąpi zupełne rozgrzanie. W zimie można dodać śniegu do wody. Osłabieni mogą rozpocząć ciepłą wodą, z wolna przechodząc do letniej, chłodnej, zimnej.

VI. Kąpiel zimna rąk i nóg, służy w szczególny sposób do zahartowania kończyn górnych i dolnych. Czyni się ją tak: stoi się w zimnej wodzie aż po lub za kolana, nie dłużej nad 1 minutę. Okrywszy nogi, odkrywa się ramiona i wkłada je w zimną wodę, aż po pachy na 1 minutę. Lepiej jest oba ćwiczenia równocześnie zrobić. Mając większą wannę można to z łatwością uczynić. Zabieg może być wykonany w ten sposób, że nogi wstawia się w naczynie na ziemi stojące a ręce i ramiona kładzie się w cebrzyk, stojący na stołku. Po niektórych słabościach przepisuję chętnie to ćwiczenie, aby powiększyć napływ krwi ku kończynom.

Zanurzenie samych przedramion tylko po łokcie w wodę, pożyteczne jest dla tych, którzy miewają zimne ręce lub odmrożone. Dobrze jest po skończonym zanurzeniu osuszyć zaraz ręce (ale nie ramiona); w przeciwnym bowiem razie, ostre powietrze może spowodować popękanie skóry na odkrytych miejscach.

Stosować to ćwiczenie można, gdy ciało ma normalną ciepłotę (nie drży od zimna). Można robić ten zabieg, chociaż zimne są nogi do kostek (nie aż do łydek), a ręce aż do łokci.

Przytoczone tu środki hartujące powinny wystarczyć. Można ich używać w każdej porze roku, w zimie i w lecie. W zimie zabieg trwa krócej, natomiast ruch po nim trwa nieco dłużej. Nie przyzwyczajeni niechaj nie rozpoczynają w zimie hartowania się. Szczególnie niech wystrzegają się tego anemiczni (niedokrwieni), ci którzy na wewnętrzne skarżą się zimno, a przez wełnianą odzież stali się wrażliwi i delikatni. Mówię to nie dlatego, jakobym się złych następstw z tego obawiał, lecz obawiam się, aby się nie odstraszono od rzeczy na wkroś dobrej.

Zdrowi i chorowici mogą bez namysłu wszystkie te robić ćwiczenia, jedni i drudzy niechaj będą jednak przezorni i dokładnie wykonują odnośne wskazówki. Złe następstwa należy zawsze przepisać większej lub mniejszej nieostrożności, nigdy jednak zabiegom.

Szanownych zaś czytelników, którzy o przytoczonych powyżej rzeczach może nigdy nawet nie słyszeli, upraszam, aby zanim rzucą wzrokiem potępienia, zrobili choćby maleńką próbkę. Jeżeli ona na moją wypadnie korzyść, będzie mnie to cieszyło nie ze względu na osobę moją, lecz ze względu na ważność rzeczy. W życiu zrywa się wiele burz zagrażających zdrowiu ludzkiemu. Szczęśliwy ten, kto korzenie jego (zdrowia) dobrze hartowaniem umocował, skierował w głąb i ufundamentował silnie.

 Posted by at 08:55
sie 132013
 

Jak zwykle w okresie jesienno-zimowym zaczyna docierać do nas, że jedzenie i praca to nie wszystko. O zdrowie martwimy się jedynie kiedy choroba złośliwie chichocze nam zza kołnierza, a właśnie w tym okresie okazuje się, że sąsiadka coś kaszle, kolega w pracy ma katar, żona mówi, że ją boli gardło, a szef, standardowo, ma „ciężką grypę” w postaci lekkiego przeziębienia.

Jak mówią lekarz jest jedynym człowiekiem, który nie zna cudownego środka na przeziębienie. Od każdego innego można usłyszeć kilkanaście różnych środków, które „są bardzo skuteczne”: począwszy od herbaty z sokiem malinowym, poprzez wygrzanie stóp aż do wódki z pieprzem. O dziwo – wymienia je osoba, która co chwilę wyciera nos.

Te „domowe” środki są o tyle tajemnicze, że, owszem, działają, ale na samym początku przeziębienia – kiedy trochę łupie w głowie i człowiek jest jakiś rozbity, a nie tydzień później kiedy z nosa, który bardziej przypomina nos Dionizosa (o ile dobrze pamiętam mitologię), leci mu jak z fontanny i co chwile oddaje salwy na cześć rozsiewania zarazków.

Od razu trzeba powiedzieć, że lubimy przesadzać. Jeśli ktoś się lekko przeziębi (katar przez 2 dni) to ma ciężkie przeziębienie. Jeśli ktoś się porządnie przeziębi to ma ciężką grypę, a jak już ktoś ma grypę to pewnie za dwa dni umrze.

Uczone źródła podają:

Przeziębieniewirusowe zakażenie górnych dróg oddechowych (ostry nieżyt gardła i nosa) jest jednym z najczęściej występujących zachorowań na świecie. Ludzie, którzy nie chorują często szybko ulegają samowyleczeniu i w zasadzie przeziębienie nie wymaga leczenia, a objawy można łagodzić bez udziału lekarza.

Grypa jest ostrą wirusową chorobą zakaźną przenoszoną drogą kropelkową poprzez wdychane powietrze, kaszel lub drogą kontaktów pośrednich. Objawia się: wysoką gorączką powyżej 39 °C z dreszczami, która trwa 1-2 dni z bólami głowy, stawów i mięśni, katarem i kaszlem. Po rozpoznaniu grypy należy przewidywać, że pełny powrót do zdrowia nastąpi za 14 dni. Co nie znaczy, że będziemy chorzy przez 2 tygodnie. Zazwyczaj sama choroba trwa krócej lecz musi minąć trochę czasu zanim organizm zregeneruje siły.

Jednym z najgorszych naszych przyzwyczajeń jest bagatelizowanie choroby. Nie, nie mówię o tym, że osoba chora nic nie robi i czeka aż „samo przejdzie”. Mówię raczej o tym, że jeśli już doprowadziliśmy organizm do choroby to chcemy, żeby już jutro nie chorował. Co gorsza czasami zachowujemy się tak, jakby już jutro miał nie chorować.

Powszechnie wiadomym faktem jest konieczność utrzymania ciała w cieple. Jeśli organizm jest wyziębiony nigdy sam nie zwalczy choroby – warto to zapamiętać. Niestety, coraz częściej zdarza się, że organizm zatruty różnymi rodzajami tabletek (przede wszystkim antybiotykami) nie reaguje na przeziębienie podniesieniem temperatury. Oznacza to, że system obronny nie rozpoznaje choroby i nie zaczyna z nią walczyć. Jest to groźna sytuacja, gdyż organizm jest chory i nic nie robi, aby się wyleczyć. Lepsza jest nawet wysoka temperatura przez kilka dni, która świadczy o tym, że organizm walczy niż kompletny brak reakcji. Taki brak reakcji łatwo poznać – kiedy jesteśmy przeziębieni i nie mamy gorączki. Zdrowy organizm reaguje lekką gorączką nawet już po mocno wyczerpującym dniu. To są gorączki rzędu 37 stopni które można rozpoznać późnym wieczorem. Rano nie ma po nich śladu.

Drugim powodem nie zwiększenia temperatury przez organizm może być jego wyczerpanie. Organizm rozpoznaje chorobę, usiłuje z nią walczyć, ale nie ma czym – nie ma siły. Ten stan nie jest tak poważny jak pierwszy, gdyż do poprawnego wyleczenia wystarczy odpowiednie wzmocnienie organizmu.

Nadal powszechnym działaniem na gorączkę jest… jej „zbijanie”. Większość środków parafarmaceutycznych dostępnych w aptekach i reklamowanych jako „bardzo skutecznie usuwające objawy przeziębienia” (objawy, a nie chorobę) mają w swoim składzie środki chemiczne powodujące obniżenie temperatury. Nie ważne jest czy temperatura jest wysoka czy niska czy w ogóle organizm nie zareagował – wiele osób je środki przeciwgorączkowe. Gorączka jest walką organizmu który pali żywym ogniem agresora. Jedząc tabletki przeciwgorączkowe jednocześnie osłabiamy działanie sił obronnych organizmu – wytrącamy mu z ręki główną broń. Nie należy się potem dziwić, że zwykły katar trwa trzy tygodnie. Sami osłabiamy naturalną ochronę organizmu i dziwimy się, że nie chce się wyleczyć.

Coraz powszechniejszą walką z przeziębieniem staje się coś zupełnie odwrotnego. Jemy takie ilości tabletek i o takim składzie, że wymuszamy nowy model pseudo zdrowienia. Jemy środki przeciwbólowe aby zablokować sygnały z organizmu, mówiące o chorobie, jemy środki przeciwgorączkowe aby zablokować działanie układu odpornościowego oraz jemy antybiotyki, aby „zabiły” wrogie bakterie.

Tutaj jedno wtrącenie dla uważnych czytelników. Przypominam: przeziębienie to wirusowe zakażenie górnych dróg oddechowych, grypa to ostra wirusowa choroba zakaźna. ANTYBIOTYKI NIE DZIA£AJĄ NA WIRUSY. Antybiotyki zabijają bakterie. Jedzenie antybiotyków na przeziębienie i grypę pomoże tyle co bandaż nieboszczykowi, ale to tylko takie wtrącenie.

Spożyte antybiotyki niszczą nie tylko komórki agresora, ale również bakterie w organizmie, które są niezbędne do jego poprawnego funkcjonowania. Są to np. bakterie jelitowe lub bakterie utrzymujące naturalne środowisko pochwy. W tym nowym modelu „leczenia” blokujemy naturalną obronę organizmu i lekami (parafarmaceutyki) usiłujemy zniszczyć chorobę, niszcząc przy okazji swój organizm. Układ immunologiczny nie nauczy się walczyć z chorobą, a osłabiony organizm zacznie częściej chorować. Stawianie na głowie wszystkiego co jest proste jest odwiecznym hobby człowieka.

Rozumiem, że czasami jest tyle rzeczy do zrobienia, że nie można sobie pozwolić na chorobę. Jest to bardzo krótkowzroczne, ale niech i tak będzie. Ale jeśli już praca jest ważniejsza niż zdrowie – nikt nam nie broni przyjść do pracy i pracować będąc ciepło ubranym i pijąc rozgrzewające herbaty. Powtórzę jeszcze raz – wychłodzony organizm nigdy nie zwalczy choroby. I nie łudźmy się – tabletki nikogo nie wyleczą. Albo zniszczą układ obronny w ten sposób, że nie rozpozna on choroby (nie chorujemy pomimo ataku organizmu) albo odpowiednia kuracja wzmocni układ obronny w ten sposób, że szybko on zniszczy agresora.

Być może nasuwa się pytanie czy nie pozostaje nam nic innego jak ciepło się ubierać kiedy zachorujemy? Sęk w tym, że o ile jesteśmy w stanie sobie pomóc na samym początku choroby, kiedy tylko czujemy że coś nas zbiera, to w chwili kiedy choroba pięknie się rozwinie pozostaje nam tylko dbanie o organizm, aby szybko się z nią uporał.

Najsilniejszą jednak bronią przeciwko chorobom jest ochrona organizmu i wzmacnianie układu obronnego (immunologicznego). Jak już pisałem – nie chorujemy dlatego, że było zimno, że nas przewiało, że sąsiadka z dołu lub sąsiad z góry. £atwo jest zrzucić winę na wszystko dookoła aby tylko nie powiedzieć: choruję bo nie dbałem o siebie. Chorujemy dlatego, że doprowadziliśmy organizm do takiego stanu. Przemęczeniem, niewyspaniem, niewłaściwym ubiorem, niewłaściwym jedzeniem, szkodliwymi tabletkami, zatrutym środowiskiem itp.

Popatrzmy chociaż na ubranie. Jest okres jesienno-zimowy zatem jak sama nazwa wskazuje chodzenie w krótkich spodniach gorszy co starsze osoby. Młodsze podziwiają nogi w lekko fioletowym odcieniu. Zatem ubieramy się (szczególnie panie): podkoszulka, koszulka, sweterek, bezrękawnik, lekka kurteczka i na to futro. Do tego ciepłe rękawiczki, szalik i … goła głowa. Ale o ile pamiętamy o nakryciu głowy to często zdarza się inny model: osoba poubierana jak na Sybir od głowy do – no właśnie. Mamy na sobie kilkanaście warstw i panowie: półbuty i cienkie skarpety (bo nie wypada włożyć grubych skarpet), panie: rajstopy i nie zawsze ciepłe buty. Oczywiście bez skarpetek, bo to brzydko wygląda. Albo cokolwiek. Pewnie projektant mody-sadysta stwierdził, że sine nogi są w tym roku w modzie. A tak a propos – wiecie czym się różnią sandały letnie od zimowych? Zimowe mają ogrzewane paski.

Sebastian Kneipp w 1886 roku pisał: Wielką dla zdrowia szkodę przynosi, szczególnie w zimie, niejednostajne ubranie, tj. okrywanie jednych części ciała mniej, drugich więcej. Na głowie futrzana czapka; szyja ściśnięta opaską, okręcona na metr długim, wełnianym szalem; na ramionach jakieś ciepłe w czworo złożone okrycie; wychodząc bierze się jeszcze pled pod kołnierz futrzany, nogi tylko, biedne nogi ubrane w skarpetki, trzewiki lub buty, podobnie jak w lecie. Jakież skutki tej nierozsądnej stronniczości? Górne otulenia okręcania ciągną krew i ciepło ku górze a dolne części ciała ziębną pozbawione krwi. I oto rozwiązana zagadka, skąd pochodzi ból głowy, kongestia (uderzenia krwi do głowy), rozszerzenie żył w głowie i setki innych cierpień i niedomagań.

Smutne jest, że popełniamy te same błędy co prawie 120 lat temu.

Jak mówiłem największa siła w ochronie przed chorobami kryje się w układzie odpornościowym. Organizm o silnym układzie odpornościowym nie zachoruje, nawet jeśli myślicie inaczej. Jak zatem można go wzmocnić?

Wzmacnianie organizmu można podzielić na kilka wariantów. Do podstawowej ochrony zaliczamy właściwą dietę i ubiór. Potem dodajemy odpowiednie warunki wypoczynku i wietrzenie pomieszczeń. Kolejno dodajemy: aktywność fizyczną i hartowanie organizmu.

Nie mówię, że aby nie chorować trzeba biegać nago po śniegu, chociaż wielu sąsiadów miałoby niezły ubaw. Każdy ma coś do zrobienia dla siebie i każdemu potrzebne jest coś innego. Komuś wystarczy zmiana diety, ktoś inny będzie się hartował bo chce lub tego potrzebuje. Jedno jest pewne: wystarczy zrobić cokolwiek. Ale od razu mówię. Wzmocnienie organizmu potrzebuje czasu. Jeśli zaczniemy coś robić na jesień to gwarantuję przeżycie „zdrowej” wiosny. Ale nie liczmy na to, że zacznie to działać od „jutra”.

Punkt pierwszy: dieta

Należy dostosować jedzenie do potrzeb organizmu. Jeść kiedy jest się głodnym, przestać kiedy jest się najedzonym, a nie jeść bo jest pora jedzenia i kończyć dopiero jak wszystko zniknie z talerza. Panie w ciąży: jeść DLA dwojga, a nie jeść ZA dwoje. Pamiętać o surówkach i sałatkach. Bezwzględnie jeść CIEP£E śniadania. Można nie jeść kolacji, ale wyjście na zimno bez CIEP£EGO śniadania jest tragiczne w skutkach. Nie wiecie co jeść na ciepłe śniadanie? Zjedzcie zupę z wczorajszego obiadu albo odgrzany kotlet z odsmażonymi kartoflami. Jeśli ktoś uważa, że to bzdury i wcale nie trzeba jeść ciepłych posiłków (niestety, takie „autorytety” też już spotkałem) niech sobie na śniadanie zje lody.

Należy dostosować jedzenie do pory roku. W lecie jeść chłodnik i kartofle ze zsiadłym mlekiem, w zimie kaszę gryczaną paloną, kotlet schabowy i kapustę gotowaną. W lecie pić sok owocowy, w zimie rozgrzewającą herbatę (malinowa, zielona z imbirem, cynamonowa lub podobne. NIE sztucznie aromatyzowane, bo nie chodzi o to żeby wypić wrzątek z dezodorantem tylko rozgrzewającą herbatę).

Warto pamiętać o ograniczeniu stosowanych środków chemicznych (tabletki, parafarmaceutyki, antybiotyki, chemiczne maście, konserwanty). Wszystkie te produkty zatruwają organizm i powodują nieprawidłową jego pracę, w tym częstsze choroby.

Dodatkowo do diety warto dodawać naturalne witaminy i zioła podnoszące odporność organizmu. Zwracam uwagę na to, aby witaminy pochodziły z naturalnych źródeł: dostarczane wraz z pożywieniem lub w postaci naturalnych preparatów witaminowych, mineralnych i ziołowych. Witaminy syntetyczne (chemiczne) są gorzej wchłaniane przez organizm oraz jak większość substancji chemicznych mogą posiadać skutki uboczne.

Do witamin i roślin ochronnych zaliczamy witaminę C, czosnek, pietruszkę, cynk, mleczko pszczele, czy preparaty złożone np. Immun Aid, który zawiera specjalnie dobrane składniki wzmacniające układ immunologiczny czy preparat VITAL, odpowiednio dobrany do grupy krwi, który zapewnia dostarczenie starannie dobranych kilkudziesięciu składników odżywczych potrzebnych dla osób o odpowiedniej grupie krwi.

Punkt drugi: wypoczynek

Warto pamiętać o tym, że najbardziej wartościowy sen jest przed godziną 12 w nocy. Lepiej jest położyć się o 22 i wstać o 4 w nocy niż położyć się o 1 i wstać o 7. Należy pamiętać o wygodnej pościeli, koniecznie przepuszczającej powietrze, o nie przegrzewaniu sypialni (temperatura w granicach 18-20 stopni) i o wieczornym wietrzeniu. Wietrzyć warto też rano, ale nie zawsze jest to możliwe. Przed snem lepiej popatrzeć na film, poczytać książkę niż roztrząsać problemy istnienia. Warto w sypialni zapalać świecę (najlepiej z naturalnego wosku lub oliwy, nie jadalnej tylko takiej do świec – NIE ZAPACHOWE!!!) na np. 30-60 minut przed zaśnięciem. świeca oczyszcza atmosferę z negatywnych myśli i uspokaja. £óżko wykorzystywać do snu i uprawiania miłości; kłótnie w miejscu przeznaczonym na wypoczynek pozostawiają swoje negatywne ślady na wiele dni. Jedynie osoby uczone w tym kierunku mogą usunąć energetyczne ślady takich kłótni w krótkim czasie. Jeśli chodzi o rozbitą zastawę stołową wystarczy odkurzacz.

Punkt trzeci: aktywność fizyczna i hartowanie

Nikt, kto (jedynie) siedzi przed telewizorem i je nie będzie zdrowy. Aby być zdrowym potrzeba ruchu. Może to być spacer (jednak nie w środku miasta), jazda rowerem, pływanie, wchodzenie po schodach, handel obnośny czy kopanie rowów – cokolwiek. Bez ruchu nie ma życia. Hartować organizm można na wiele sposobów – począwszy na obmywaniu ciała coraz zimniejszą wodą (stopniowo!) aż do chodzenia boso po świeżym śniegu. Każdemu coś innego. Warto pamiętać, że gorąca kąpiel zakwasza organizm tak samo jak oczyszczone chemicznie jedzenie i szybkie połykanie bez gryzienia. Chłodny prysznic, dokładne rzucie pokarmu, pokarm z pełnego ziarna czynią organizm zasadowym i tym samym odpornym na choroby.

Warto dbać o swoje życie i zdrowie. Lekarz nas nie wyleczy – może pomóc ale nie będzie żył za nas. Nie będzie jadł i chodził na spacery. Nie będzie kaszlał i smarkał. Nie on jest odpowiedzialny za nasze zdrowie tylko my osobiście. Wystarczy zrobić cokolwiek, wystarczy zacząć. Wiedza o naturalnym zdrowiu jest coraz bardziej dostępna: książki, czasopisma, internet – warto z tego korzystać.

 Posted by at 08:43
sie 132013
 

Sposoby oddychania


Głęboki wdech, głęboki oddech. Nie wszyscy wiedzą – więc czuję się w obowiązku napisać. To nie chodzi o głęboki oddech, taki jak zazwyczaj robi się u lekarza – zdmuchując mu wszystkie kartki z biurka. Chińczycy mówią, że głęboki wdech jest taki, że przymocowane do nosa piórko nie poruszy się.

Czasami na hasło „weź głęboki wdech” osoby podnoszą … ramiona. Tak jakby płuca znajdowały się pod pachami. Staramy się oddychać dolną częścią brzucha. Im niżej tym lepiej. Istnieje nawet ćwiczenie oddechowe – w wygodnej pozycji udrażniamy górne drogi oddechowe i oddychamy za pomocą mięśni brzucha. Najbardziej do tego nadają się pozycje zen i kwiatu lotosu. Nie oddychamy przeponą tylko mięśniami brzucha. Jest to doskonałe ćwiczenie oddechu, a jednocześnie doskonały masaż wewnętrznych organów.

Prędkość i rytm oddechu. Oddech jest zależny od właściwie wszystkiego – od wysiłku fizycznego, stresu, niebezpiecznych sytuacji, pobudzenia nerwowego. Jednak zazwyczaj jesteśmy w stanie nad nim panować. Nawet kiedy „sapiemy jak lokomotywa” możemy oddech zatrzymać na chwilę.

We wszystkich sytuacjach, chociaż czasami jest to trudne – powinno się oddychać przez nos. Kiedy staje się to zbyt trudne należy wdychać powietrze przez nos, a wydychać przez usta. Oddychanie przez usta, zwłaszcza przy dużym wysiłku fizycznym może prowadzić do chorób gardła. Czasami jest tak, że mamy katar, a zaraz potem boli nas gardło. To nie bezpośrednio przez katar tylko przez ciągłe oddychanie ustami.

Rytm oddechu – najlepszym rytmem jest 3-2-5-2. 3 części wdechu, dwie części bezdechu, pięć części wydechu, dwie części bezdechu. Mogą być to uderzenia zegara, kroki, uderzenia metronomu lub po prostu liczenie 1, 2, 3 – 1, 2 – 1, 2, 3, 4, 5 i tak dalej.

 Posted by at 08:41
sie 132013
 

Zaparcie


Na rynku wydawniczym pojawiła pewna książka – Sklianskaja Elena I.: Zaparcie, Oficyna wydawnicza ABBA, Wyd. II.

Porusza ona bardzo istotny problem i chciałbym przedstawić tutaj streszczenie jej pierwszej części wraz z fragmentami. Uważam, że informacje w niej zawarte powinny zainteresować wielu ludzi. Może niektóre osoby, które korzystają z ubikacji raz na trzy dni dadzą się przekonać, że nie jest to objaw zdrowego organizmu.

„Choroby układu trawiennego, to przekleństwo dla współczesnego człowieka. Około 80-90% mieszkańców krajów cywilizowanych cierpi na jakąś formę patologii przewodu pokarmowego. Na pierwszym miejscu długiej listy chorób przewodu pokarmowego znajduje się zaparcie przy którym w jelitach zalegają masy kału, są zakłócenia w przewodzie pokarmowym, niedostatecznie przetrawione produkty ulegają fermentacji i gniciu, a mnóstwo powstałych przy tym toksyn zatruwa organizm i prowadzi do rozwoju wielu ciężkich chorób.”

Zaparcie jest chorobą, która tak właściwie nie jest postrzegana przez nas jako choroba, a tak naprawdę wielu ludzi po prostu się do niej nie przyznaje. Nie oznacza jednak, że nie powinno się o tym mówić. Zaparcia są traktowane bardzo pobłażliwie, a zajmują one trzecie miejsce na liście chorób, które mogą powodować nowotwory. Organizmy osób cierpiących na zaparcia są systematycznie zatruwane przez zalegające resztki pokarmowe. Autorka mówi, że regularny stolec, taki, przy którym nie ma mowy o żadnym zaparciu powinien być oddawany dwa do trzech razy dziennie.

„Zaparcie, to choroba, pozbycie się której zależy w głównej mierze od nas samych. Żaden lekarz nie będzie za nas prawidłowo jeść, pić, czy chodzić na spacer. Żaden lekarz nie dopilnuje co jemy i pijemy każdego dnia, ile mamy ruchu, w jakim jesteśmy nastroju. Tego wszystkiego możemy dopilnować tylko my sami. Sami pomożemy sobie szybciej od lekarza, bowiem bez względu na to jak wiele preparatów jest nam proponowanych w aptece, nie ma tabletek leczących zaparcia. Można oczywiście, brać tabletki na przeczyszczenie. Czasami nawet trzeba to robić. Lekarstwo spowoduje stolec, ale zaparcia nie wyleczy. Poza tym, nie wolno często używać środków przeczyszczających, gdyż jelito szybko od nich się uzależnia i przestaje pracować samodzielnie. Osobę nadużywającą środki przeczyszczające trudno wyleczyć z zaparcia.”

Wiele osób jest przekonanych, że nie ma żadnych problemów z oddawaniem stolca, jednocześnie chodzących do ubikacji raz na dwa dni. Istnieje jednak inna forma zaparcia, taka, przy której jelito nie pozbywa się całości masy kałowej przeznaczonej do wydalenia. W takim przypadku pozostałości przyklejają się do ścianek jelita. W ten sposób powstają tzw. kamienie kałowe, których wielkość według autorki może dochodzić do 12 kilogramów. Rozepchane jelito uniemożliwia pracę innym organom, a człowiek który źle się czuje i często choruje nawet nie podejrzewa, że główną przyczyną jest zaparcie.

Objawami ukrytego zaparcia mogą być: ogólne osłabienie, brak apetytu, ciągłe zmęczenie, obniżenie aktywności, przygnębienie, pogorszenie pamięci, depresja, bezsenność, pobudliwość, kołatanie serca, bóle w sercu, bóle głowy, burczenie w brzuchu, wzdęcia, bóle brzucha (głównie z lewej strony), nalot na języku, nieprzyjemny zapach z ust, uczucie przepełnienia, wypełnienie żołądka, niepełnego wypóżnienia jelita.

Aby zapobiegać zaparciom trzeba się dowiedzieć w jaki sposób przebiega mechanizm trawienia, jakie mogą być ich przyczyny oraz o prawidłowym żywieniu. Tak, nie da się wyleczyć zaparcia przejadając się i jedząc same ciężkostrawne rzeczy.

„Główną przyczyną zaparcia jest nieprawidłowe odżywianie, zaburzające trawienie. Jeszcze starożytni lekarze mówili: „jeśli ojciec choroby jest nie znany, matką zawsze jest odżywianie”. Znany nam już Paul Bregg napisał: 99% chorych cierpi z powodu nieprawidłowego, nienaturalnego odżywiania. Ludzie nie zdają sobie sprawy, w jakim stopniu przyczyniają się do swoich chorób: zanieczyszczają swój organizm przez nieodpowiednie jedzenie i picie, gromadzenie toksyn w organizmie.”

Zdaję sobie sprawę, że zmiana wieloletnich nawyków i tradycji żywieniowych nie jest szybka ani łatwa jednak nagrodą jest lepsze samopoczucie, mniejsza ilość chorób, większa aktywność i chęć do życia.

„Nie będzie to łatwe, szczególnie na początku uwolnić się od starych tradycji i wieloletnich nawyków. Niestety, często miłość do smacznego jedzenia przezwycięży dążenie do zdrowia. A więc, najpierw wydajemy pieniądze na jedzenie, a później na lekarstwa, które nie leczą, a tylko szkodzą. Jednak mamy nadzieję, że jeszcze nie straciły aktualności słowa Arystotelesa: Człowiek rozsądny bardziej ceni nie to, co sprawia mu przyjemność, ale to, co uwalnia go od chorób.”

W książce opisany jest cały mechanizm trawienia, jak również znaczenie produktów dostarczanych wraz z pożywieniem. Pozwolę sobie przedstawić krótkie streszczenie:

„W skład produktów żywnościowych wchodzą białka, tłuszcze, węglowodany, witaminy, minerały (mikro i makro elementy) i woda. Wszystkie te składniki są niezbędne do normalnego przebiegu procesu przemiany materii. W czasie leczenia zaparć trzeba będzie zdecydować się na określoną dietę. Jednak, gdy wszystko wróci do normy, z rygorystycznych ograniczeń w odżywianiu można będzie zrezygnować, wtedy przyjdzie czas na świadomą decyzję, jak powinno wyglądać nasze odżywianie, jakie produkty warto wykluczyć ze swojego jadłospisu, aby nie powtarzać starych błędów i więcej nie chorować.”

BIAŁKA

Na temat ilości potrzebnego białka ciągle trwają spory. Specjaliści medycyny naturalnej podają wartości ok. 40 gramów dziennie (naukowcy mówią ok. 60 gramów). Badania wykazały jednak, że zmniejszenie ilości spożywanego białka powoduje przedłużenie życia, np. wegetarianie żyją dłużej, ich organizmy są silniejsze.

„Okazuje się, że tylko nieznaczna część wszystkich aminokwasów powstałych wskutek rozszczepienia dostarczonego z pokarmem białka, zostaje wykorzystane przez organizm do syntezy nowego białka. Niewykorzystane, zbędne aminokwasy powinny zostać dezaminowane, to znaczy, że od nich w wątrobie, nerkach lub jelicie, powinna być odszczepiona grupa aminowa, co dodatkowo obciąża te organy. Błędnym jest twierdzenie, że białko stanowi najważniejszy składnik pożywienia. Naturalnie jest potrzebne, lecz nie najbardziej niezbędne. Mikroelementy, substancje mineralne, witaminy, tłuszcze i węglowodany są nie mniej potrzebne, niż białka. Do tego, ważne są właściwie nie same białka, muszą jeszcze zostać rozszczepione na aminokwasy. Ważne są właśnie aminokwasy, z których organizm buduje własne białka, i które mogą być uzyskiwane, tak z białek pochodzenia zwierzęcego, jak i roślinnego.”

Nadal trwają spory na temat, które białko jest lepsze dla człowieka – roślinne czy zwierzęce? Autorka twierdzi, że dla człowieka lepsze jest białko roślinne:

„Białka pochodzenia roślinnego są zdrowsze, lepiej i łatwiej przyswajalne, nie potrzebując do ich przetworzenia tyle energii, jak białka zwierzęce, poza tym nie zostawiają po sobie tyle odpadków. Zaletą pokarmu roślinnego jest również to, że oprócz białek, dostarcza organizmowi węglowodany, witaminy, mikro i makro-elementy oraz enzymy, które pomagają w trawieniu pokarmu. Człowiek, podobnie jak wszystkie ssaki, które budują swoje białko z białka roślinnego, może syntetyzować niezbędne mu białko nie z drugich rąk, czyli z mięsa ssaków, lecz w taki sam sposób, jak czynią to ssaki, z aminokwasów otrzymanych po rozszczepieniu białka roślinnego.”

Inna dyskusja toczy się nad tym czy człowiek nie jedzący mięsa (dla przykładu wegetarianin) będzie miał wystarczającą siłę fizyczną do wykonywania codziennych obowiązków.

„Krążą jeszcze fałszywe przekonania, że bez białka zwierzęcego, z zwłaszcza bez mięsa, człowiek nie będzie miał ani siły, ani energii. W rzeczywistości wszystko jest całkowicie na odwrót. Każde białko zwierzęce w procesie jego trawienia odbiera nam zdrowie i siły. Białko nie tylko nie daje energii, a wręcz ją odbiera. Na trawienie zwierzęcego białka organizm przeznacza 6 razy więcej energii, niż na trawienie węglowodanów i 2,5 razy więcej, niż na trawienie tłuszczów. Z tego powodu organizm nie wykorzystuje białek jako źródła energii, ponieważ taka energia za drogo go kosztuje.

Przy spożywaniu zwierzęcego białka dużo energii idzie nie tylko na trawienie, ale i na wydalenie odchodów, których po białkach zostaje bardzo dużo. Poza tym organizm musi spalić nadmiar białka, w przeciwnym razie nie przyswojone białka przemienią się w substancje toksyczne. Do tego celu organizm zużywa bardzo dużo energii, w rezultacie brakuje jej na prawidłowe trawienie węglowodanów i tłuszczów. Okazuje się, że im więcej spożywa się mięsa i innych białek zwierzęcych, tym więcej potrzeba energii do ich przyswajania i zniszczenia niepotrzebnych organizmowi zbędnych ilości oraz na wydalanie toksycznych odchodów, które powstają przy trawieniu. Białka roślinne przyswajane są z mniejszymi kosztami energetycznymi, odchodów po nich powstaje mniej, co sprzyja zachowaniu energii.

Wszystko co zostało powiedziane, bardzo namacalnie ilustruje następujący przykład. Lew, który żywi się wyłącznie mięsem, potrzebuje do regeneracji sił 20 godzin snu na dobę, a orangutan, żywiący się tylko roślinami, potrzebuje jedynie 6 godzin snu.”

Autorka mówi, że nadmiar białka zwierzęcego może nawet powodować różne szkody w organizmie. Jako przykład podaje więźniów, którzy karmieni byli wyłącznie gotowanym mięsem. Po około miesiącu czasu umierali oni z powodu zatrucia toksynami powstałymi przy trawieniu mięsa. Indianie, których dieta zawiera dużą ilość mięsa pozbywali się nadmiaru białek stosując swojego rodzaju sauny – pozwalało to na usunięcie wielu toksyn przez skórę.

„Mięso nie zawiera błonnika i dlatego bardzo wolno przesuwa się w jelicie, gnije, a nagromadzona gnilna mikroflora hamuje funkcjonowanie korzystnej mikroflory. W taki sposób powstaje zmiana normalnej flory bakteryjnej, co natychmiast wywołuje zaparcie. Spożywanie większej ilości białka zwierzęcego prowadzi do nadwagi, podwyższenia kwasowości, powstawania nowotworów, osteoporozy, próchnicy, zaparć. Inaczej pracuje system nerwowy i czasami powstają stany neurotyczne oraz agresje. Nie bez przyczyny, gladiatorów karmiono mięsem.

Mięso, to główny czynnik rozwoju takich chorób jak schorzenia kręgosłupa, stawów, układu sercowo-naczyniowego, zwłaszcza nadciśnienia i miażdżycy. Przecież w mięsie, rybie i mleku, zawarta jest duża ilość tłuszczu i cholesterolu.

Mleko pełnotłuste jest prawie tak samo szkodliwe jak mięso. Zawartego w mleku wapnia nie wystarcza dla trawienia białka dostarczonego z mlekiem. Brakujący wapń organizm uzyskuje z własnych kości i zębów. W rezultacie amator mleka nabawia się osteoporozy i traci zęby. Spożywanie mleka, jak też i mięsa powoduje zaparcia. Jednym słowem, zmniejszenie zawartości białka zwierzęcego w pożywieniu wzmacnia zdrowie i przedłuża życie.”

TŁUSZCZE

Tłuszcze potrzebne są przede wszystkim jako źródło energii. Są też potrzebne jako nośniki witamin, katalizatory procesów biologicznych. Jednak zbyt duża ilość spożywanych tłuszczów hamuje proces trawienia, obniża aktywność organizmu, skraca długość życia. Podczas trawienia tłuszczów w organizmie gromadzą się produkty uboczne, które posiadają własności rakotwórcze. Rakotwórcze działania mają również tłuszcze poddane obróbce termicznej – z tego też powodu należy unikać smażenia, a tłuszcze dodawać do już przygotowanych pokarmów.

„Nadmiar tłuszczów obniża intensywność przemiany materii, tłumi proces podziału komórek, wskutek czego zmniejsza się ilość powstających komórek, które zapewniają ochronę immunologiczną. Nadmierne spożycie tłuszczów prowadzi do rozwoju chorób układu sercowo-naczyniowego (skleroza, zawał, nadciśnienie), chorób nerek i pęcherza, cukrzycy, marskości wątroby i nowotworów, najczęściej jelita grubego i gruczołu krokowego (prostaty).”

„Tłuszcze, podobnie jak białka, są pochodzenia roślinnego i zwierzęcego. Tłuszcze zwierzęce (oprócz tłuszczu ryby) charakteryzują się wysoką temperaturą topnienia i są gorzej przyswajalne, niż tłuszcze roślinne, których temperatura topnienia jest niższa. Organizm potrzebuje obu rodzajów tłuszczów mniej więcej w równej ilości. Osoby zdrowe, nie zajmujące się ciężką pracą fizyczną, powinny spożywać 20-25 g tłuszczu zwierzęcego (najlepiej masła śmietankowego) dziennie zaleca się spożywać 25 – 40 g masła roślinnego. W sumie ilość spożytych tłuszczów nie powinna przekraczać 80 g.”

W dalszej części książki jest opisana chemia tłuszczów, ich rodzaje i właściwości.

„„Złe tłuszcze”, to tłuszcze nasycone. Zawarte są głównie w mięsie, mleku, kremach, maśle, serze, czekoladzie, kakao, maśle kokosowym i palmowym. Większość tłuszczów nasyconych, przy temperaturze pokojowej ma twardą konsystencję. Pamiętajmy, że tłuszcze nasycone podwyższają zawartość cholesterolu w krwi, sprzyjają rozwojowi miażdżycy naczyń wieńcowych, zawałowi i udarom.

Tłuszcze dobre” to polinienasycone i mononienasycone tłuszcze płynne przy temperaturze pokojowej. Polinienasycone „dobre” tłuszcze to tłuszcze głównie pochodzenia roślinnego. Zawarte są głównie w olejach roślinnych: kukurydzianym, słonecznikowym, sojowym. W mniejszych ilościach spotykane są w bobie, fasoli, owocach i warzywach. Polinienasycone tłuszcze zmniejszają poziom cholesterolu w krwi i pomagają zapobiec miażdżycy tętnic i naczyń wieńcowych, zawałom i udarom. Polinienasycone tłuszcze z nieco innymi właściwościami, nie znajdujące takiego wskazanego działania leczniczego jak polinienasycone tłuszcze olejów roślinnych, znajdują się także w rybach.

Mononienasycone „dobre” tłuszcze są również głównie pochodzenia roślinnego. Zawarte są w oliwkach, oliwie z oliwek, orzechach, maśle orzechowym (oprócz masła z orzechów kokosowych). Mononienasycone tłuszcze znajdują się także w wielu gatunkach ryb, najwięcej – w śledziu atlantyckim, gorbuszy, tuńczyku, czawyczy, w rybie pod nazwą „szabla” i innych.”

Rola dwóch antagonistów – cholesterolu i lecytyny

Lecytyna

„Lecytyna jest przeciwieństwem cholesterolu. Korzystnie wpływa na system nerwowy, pracę wątroby, wzmacnia odporność organizmu, stymuluje krwioobieg, zwiększa odporność organizmu na infekcje i toksyny zabezpiecza przed rozwojem miażdżycy. Dlatego też, dodawanie lecytyny do pożywienia pomaga osłabić negatywne działanie tłuszczów nasyconych. Dużo lecytyny zawierają: kasza gryczana, pszenica, otręby, fasola, groch, sałata. Duże ilości lecytyny zawierają także niektóre produkty ze zwiększoną ilością cholesterolu, zwłaszcza żółtka jaj, w których lecytyny jest 5 razy więcej, niż cholesterolu. A więc, można zjadać spokojnie 2-3 jajek tygodniowo, ale na miękko.

Cholesterol

Cholesterol, to złożony ester kwasów tłuszczowych. Cholesterol kojarzy się nam z substancją toksyczną powodującą sklerozę, choroby serca itp. Tak jest rzeczywiście, ale tym niemniej organizm potrzebuje określoną ilość cholesterolu. Cholesterol obecny jest we wszystkich częściach ciała (mięśniach, sercu, wątrobie, jelicie, skórze itp.). Niewielka ilość cholesterolu zawarta jest nawet w mózgu.

Przy stresie i napięciach nerwowych zapotrzebowanie na niego wzrasta. Niezbędny jest również do syntezy żółci, hormonów płciowych i hormonów substancji nadnerczy. Poza tym, cholesterol stanowi ważną część składową błony komórkowej. Zawartość cholesterolu w organizmie wynosi 2% ogólnej wagi ciała.

Cholesterol pojawia się w organizmie dwoma sposobami:
- drogą syntezy w wątrobie, która produkuje do 80% ogólnej ilości cholesterolu,
- z pokarmem zwierzęcym (mięsem, rybami, jajkami, serem).

Produkty roślinne nie zawierają cholesterolu. W organizmie cholesterol łączy się w jelicie z kwasami tłuszczowymi i przenika do krwi, gdzie łączy się z białkiem krwi i tworzy lipoproteiny (substancja składająca się z białka krwi, cholesterolu i tłuszczów), a dalej przenosi się z krwią do dowolnej części ciała – miejsca, gdzie jest potrzebny.

Lipoproteiny „złe” i „dobre”

„Złe lipoproteiny” (lipoproteiny o małej gęstości) zawierają dużo cholesterolu. Sprzyjają osadzaniu cholesterolu na ściankach naczyń i tworzeniu zakrzepów. Wysoki poziom tych lipoprotein w krwi zwiększa ryzyko chorób sercowo-naczyniowych.

„Dobre lipoproteiny” (lipoproteiny o dużej gęstości) zawierają mało cholesterolu. W związku z tym, im więcej w krwi tych lipoprotein, tym bardziej ludzie są chronieni przed chorobami serca i naczyń.

„Dobre” lipoproteiny chronią naczynia przed osadzaniem się cholesterolu dwoma sposobami:
- blokują zdolność komórek przed przyswajaniem „złych” lipoprotein, – wyprowadzają „złe” lipoproteiny z krwioobiegu, obniżając ich zawartość w krwi.

Jednym słowem, głównym zadaniem jest obniżenie poziomu „złych” lipoprotein i podwyższenie poziomu „dobrych”. Zazwyczaj kontrolujemy ogólny poziom cholesterolu. Dopuszczalna zawartość cholesterolu w krwi wynosi 100-180 mg na 100 ml krwi. Bardzo wysoki poziom cholesterolu jest niebezpieczny.

Jednocześnie, ponieważ przy niskim poziomie cholesterolu we krwi może być dużo LNG, poziom, którego nie powinien przekraczać – to 45% ogólnej ilości cholesterolu, wskazane jest zawsze określać poziom LNG. Obniżenie tego poziomu cholesterolu wiąże się ze zmniejszonym spożyciem pokarmów zawierających cholesterol i tłuszcze nasycone, w które bogate są produkty pochodzenia zwierzęcego (mięso, kiełbasy, parówki, śmietana, masło, sery, pełnotłuste mleko, jajka, lody). Należy mieć na względzie, że duża ilość cholesterolu może znajdować się w niektórych produktach zwierzęcych z niską zawartością tłuszczu, takich jak wątroba lub móżdżek, produkty te trzeba bardzo ograniczać w racji żywnościowej. Tłuszcze zwierzęce najlepiej jest spożywać w małych ilościach, w postaci masła i słoniny, ponieważ produkty te są najmniej niebezpieczne.

Obniżeniu zawartości „złych” lipoprotein i cholesterolu pomagają tłuszcze nienasycone (oleje roślinne, z oliwek, słonecznikowe, sojowe, tylko nierafinowane!) … (warzywa i owoce) oraz pokarmy roślinne.

Ponieważ jednak tłuszcze mogą tworzyć się w organizmie z węglowodanów i białka, a w wątrobie powstają duże ilości cholesterolu, nawet zmiany diety czasami nie wystarczają do obniżenia zawartości cholesterolu do bezpiecznego poziomu. Umożliwią to ćwiczenia fizyczne. Poziom „złych” lipoprotein u osób aktywnych fizycznie jest zawsze niższy, niż u osób prowadzących siedzący tryb życia.”

WĘGLOWODANY

Węglowodany zazwyczaj stanowią 60-70% zawartości jadłospisu. Znajdują się przede wszystkich w słodyczach: ciastkach, lodach, napojach słodzonych. Ich zapotrzebowanie zależne jest od zużywanej energii (pracy fizyczniej). Osoby prowadzące siedzący tryb życia powinny znacznie obniżyć ilość spożywanych węglowodanów.

Węglowodany można podzielić na 3 grupy:
- cukry proste (jednocukry) – glukoza, fruktoza, galaktoza
- dwucukry – sacharoza (cukier buraczany oraz cukier trzcinowy), laktoza (cukier mlekowy) i maltoza (cukier słodowy),
- wielocukry – cukry złożone, np. krochmal, glikogen, błonnik, pektyna

„Węglowodany zawarte są głównie w produktach roślinnych. Jednocukry i dwucukry organizm uzyskuje z owoców, miodu, warzyw i cukru. Wielocukry (krochmale) dostają się do organizmu wraz z kaszami, pieczywem, innymi produktami mącznymi (70%) oraz z ziemniakami (około 20%). Krochmale zawarte są również w fasoli, soczewicy, orzechach, nasionach i wielu rodzajach warzyw. Błonnik i pektyny są w warzywach i owocach.

Korzystne oddziaływanie węglowodanów

Błonnik i pektyny dłuższy czas uważano za niepotrzebne, zbędne substancje i nawet zaczęto oddzielać je od pokarmów, rafinując je. Teraz już wiadomo, że błonnik i pektyny są absolutnie niezbędne do normalnego rozwoju procesów trawienia. Jeśli pokarm zawiera zbyt mało błonnika, który stymuluje perystaltykę, wtenczas naruszona zostaje motoryka jelita, rozwija się jego zwiotczenie (atonia), przesunięcie pokarmu przez przewód pokarmowy zostaje zatrzymane, powstaje zaparcie. Pektyny usprawniają pracę jelita, zwalniają procesy gnilne i wytwarzanie gazów, pochłaniają niektóre toksyny i uniemożliwiają ich wchłanianie.

Błonnik i pektyny zawarte są tylko w pokarmach roślinnych, przy czym błonnik to błona komórek roślinnych, pektyny zaś to substancja wiążąca komórki ze sobą. Najwięcej pektyn jest w czerwonej porzeczce oraz w dojrzałych surowych lub pieczonych jabłkach.

Węglowodany niezbędne do normalnego funkcjonowania organizmu

Zawartość glukozy we krwi powinna być stała i wynosić 80-120 mg glukozy na 100 ml krwi. Obniżenie tego poziomu nosi nazwę hipoglikemii. Związane jest z tym osłabienie mięśni, zmęczenie, przyspieszone tętno, bladość lub zaczerwienienie skóry. W przypadku znacznego zmniejszenia zawartości glukozy w krwi, obniża się temperatura ciała (glukoza zapewnia stałą temperaturę ciała), występują skurcze, majaczenie. Wszystkie symptomy zanikają po wprowadzeniu glukozy do organizmu. Jednak większe ilości węglowodanów mogą wyrządzić krzywdę organizmowi.

Szkodliwe działanie nadmiaru węglowodanów w pokarmie

Szczególnie szkodliwy jest cukier rafinowany, nazywany „czysty, biały i niebezpieczny”. Cukier psuje zęby nawet szczurom. Osobie zdrowej wystarczy zjadać 25-30 g cukru dziennie. Jednak jeszcze lepiej jest, jak doradzają naturopaci, wykluczyć całkowicie cukier z jadłospisu, zastępując go miodem i suszonymi owocami.

Nadmiar cukru rafinowanego prowadzi do powstawania w organizmie deficytu witamin grupy B (zwłaszcza witaminy Bl). Wiąże się to z tym, że dla trawienia węglowodanów, a zwłaszcza cukru rafinowanego, potrzebne są witaminy grupy B, ponieważ produkt rafinowany nie posiada nic oprócz kalorii, organizm zostaje zmuszony do trawienia tych produktów wykorzystywać witaminy z własnych zasobów, co wywołuje hipowitaminozę. Nadmiar węglowodanów w pokarmach wywołuje:
- otyłość (z każdych 25 g zbytecznych węglowodanów w organizmie produkuje się 10 g tłuszczu);
- nadciśnienie i choroby sercowo-naczyniowe; przy czym najczęściej uszkodzone są tętnice serca i mózgu;
- kamicę żółciową;
- podwyższenie cholesterolu w krwi;
- niszczenie (osłabienia) trzustki i cukrzycę;
- naruszenie normalnej pracy systemu nerwowego.”

Warto zauważyć, że organizm potrafi wykorzystać jedynie jednocukry (glukozę) – pozostałe węglowodany muszą być przez organizm rozszczepione.

Nadmiar węglowodanów zostaje zamieniony w tłuszcz, który następnie jest magazynowany w organizmie.

„Które produkty są najlepszym źródłem węglowodanów?

Najbardziej bezpiecznie jest spożywać duże ilości surowych warzyw i owoców oraz produkty zawierające wielocukry, głównie krochmal, który dostarczają nam kasze, pieczywo i ziemniaki. Wielocukry, w odróżnieniu od jedno i dwucukrów, przyswajane są wolniej, w związku z czym, po zjedzeniu takich produktów dłużej pozostaje poczucie nasycenia. Poza tym, nie występuje przy tym gwałtowny wzrost poziomu cukru w krwi, nie zachodzi więc potrzeba dostarczenia dodatkowej ilości insuliny, a dzięki temu nie obciąża się trzustki. Unikajcie zatem cukru, wyrobów cukierniczych, konfitur, lodów, białego pieczywa i oczyszczonego ryżu.”

WITAMINY

Witaminy są niezbędne do prawidłowego funkcjonowania organizmu, do procesów trawienia, przemiany. Zwiększają odporność organizmu, siły witalne oraz opóźniają procesy starzenia. Nawet obniżenie zawartości jednej witaminy (lub jej brak) w organizmie może być powodem rozwijania się różnych chorób. Większość witamin dostarczana jest wraz z pożywieniem, niektóre jednak powstają w samym organizmie. Przykładem może być witamina B12 – która zawarta jest w mięsie i nie występuje w roślinach. Jednak w jelitach występuje synteza tej witaminy więc wegetarianie nie muszą się obawiać jej braku.

Niedobór lub nadmiar witamin w organizmie może być skutkiem zaburzenia procesów wchłaniania witamin w jelicie, nieprawidłowego przygotowania pokarmów (długotrwałe poddawanie produktów wysokiej temperaturze powoduje rozkład witamin – np. przy gotowaniu można utracić nawet 60% zawartości witaminy C) lub niewłaściwego odżywiania. Np. nadmiar słodyczy powoduje zmniejszenie ilości witaminy B.

Witaminy dzielą się na rozpuszczalne w wodzie i w tłuszczach. Do pierwszej grupy należą przykładowo witaminy : B, C, P. Do drugiej grupy: witaminy A, D, E, K.

Witaminy rozpuszczane w tłuszczach nie mogą być wydalane z organizmu wraz z moczem lub potem. Witaminy rozpuszczalne w wodzie nie mogą być gromadzone w organizmie.

Niektóre witaminy wymagają innych witamin aby mogły być przyswojone przez organizm. Przykładem tego może być witamina C, która wymaga witamin B1 i B2 do prawidłowego przyswojenia. Witamina K wymaga normalnej pracy wątroby, procesy trawienne wymagają witamin B, C, A. Brak witamin może powodować uszkodzenia błony śluzowej żołądka a nawet doprowadzić do wrzodów. Brak witaminy B1 powoduje zaparcia, jednak witamina ta jest bardzo nietrwała – np. przechodzi do wody w procesie gotowania. Przy zaparciach należy jeść więcej produktów zawierających witaminę Bl – winogrona, soję, groch, bób, fasolę, orzechy, kiełki, ciemne pieczywo, drożdże.

„Należy pamiętać, że stosowanie antybiotyków, sulfamidów i innych środków bakteriobójczych może wywołać wśród innych działań ubocznych awitaminozę. Mikroflora jelita syntetyzuje wiele niezbędnych organizmowi substancji, w tym witaminy grupy B. Antybiotyki niszczące drobnoustroje i przez to (albo automatycznie) pozbawiają organizm witamin. Poza tym, antybiotyki utrudniają wchłanianie witamin dostarczanych z pokarmem, zwłaszcza witamin C i K i niektórych witamin grupy B. Biorąc to wszystko pod uwagę, należy powstrzymywać się od antybiotyków i stosować je tylko według życiowych wskazań.”

SKŁADNIKI MINERALNE

Wykryto już ponad 60 składników mineralnych niezbędnych do prawidłowego funkcjonowania organizmu (wspomaganie wzrostu, praca układu nerwowego, krzepliwość krwi, procesy wchłaniania i wydalania, procesy osmozy, równowaga kwasowo-zasadowa).

Składniki mineralne można podzielić na mikroelementy (żelazo, jod, cynk, miedź, fluor, mangan, chrom, selen i inne) i makroelementy (wapń, magnez, potas, sód, fosfor i inne). Podział taki wskazuje na zapotrzebowanie organizmu na minerały z danej grupy. Makroelementy potrzebne są w ilości powyżej 100 mg, mikroelementy – występują w organizmie w ilości śladowej, poniżej 1%.

„Składniki mineralne zawarte są w ziarnach, orzechach, nasionach, liściach zielonych warzyw, owocach i warzywach. Dużo minerałów znajduje się w produktach mlecznych, są w mięsie i rybach. Natomiast w produktach rafinowanych – cukrze, mące, olejach roślinnych w ogóle nie występują. Niestety składniki mineralne rozpuszczalne są w wodzie, – o tym należy pamiętać przy przygotowywaniu dań z warzyw, gotować je w małej ilości wody i starać się wykorzystywać wodę, w której były gotowane.”

Przyswajanie składników mineralnych jest regulowane przez organizm – im większe zapotrzebowanie tym większa ilość zostanie przyswojona. Funkcja ta oczywiście działa wyłącznie przy zdrowym przewodzie pokarmowym.

Makroelementy: potas i magnez.

Makroelementy takie jak potas i magnez najbardziej związane są z procesem trawiennym. Potas jest antagonistą sodu, w przeciwieństwie do niego znajduje się wewnątrz komórek. Dzienna dawka potasu wynosi 2 – 6 g., jest dobrze wchłaniany w jelicie, łatwo przyswajalny, dlatego deficyt potasu występuje skrajnie rzadko. Nadmiar potasu wydalany jest przez nerki. Potas odgrywa bardzo ważną rolę w przesuwaniu masy pokarmowej przez jelito. W związku z tym, przy zaparciach należy natychmiast zwiększyć spożywanie produktów bogatych w potas: jabłek, pomarańcz, bananów, moreli, melonów, suszonych owoców, orzechów ziemnych, ziemniaków (gotowanych lub pieczonych w łupinach), kapusty, (szczególnie brokułów) szczypiorku, bobu, natki pietruszki, selera naciowego, ziarna, kaszy gryczanej, ciemnego pieczywa. W produktach zwierzęcych najwięcej potasu znajduje się w wołowinie i w dorszach, lecz potas gorzej jest przyswajalny z produktów zwierzęcych niż roślinnych.

Potas związany jest bezpośrednio z przemianą białka, tłuszczów i węglowodanów. Przy otyłości spowodowanej zaburzeniem przemiany węglowodanów spada zawartość potasu w krwi. Potas uczestniczy w regulowaniu wodnej i kwasowo-zasadowej równowagi w organizmie, sprzyja wydalaniu płynów z organizmu i pomaga przy różnego rodzaju opuchliznach. Ważny jest również dla normalnej pracy serca, stymuluje czynność serca, zwalnia rytm skurczy sercowych, normalizuje krwioobieg, jest niezbędny nie tylko dla skurczy sercowych, lecz także dla innych mięśni.

Niedobór potasu może wystąpić przy dłuższych wymiotach i biegunce oraz stosowaniu niektórych leków, na przykład środków moczopędnych. Przy stosowaniu leków moczopędnych występują zakłócenia krwioobiegu, zaparcia i nagłe, gwałtowne osłabienia objawy niedoboru potasu w organizmie. Dużą ilość potasu tracimy z potem, w rezultacie czego nadchodzi słabość i silne zmęczenie. Te symptomy znikną, jeśli zjemy pomarańcze lub banany, zawierające dużo potasu. Podobny efekt uzyskuje się po wypiciu 6 % octu jabłkowego (2 łyżeczki od herbaty na szklankę wody). Wypijcie dziennie 1-2 szklanek wody z octem jabłkowym, bardzo jest to pomocne przy zaparciach.

Magnez

Organizm osoby dorosłej zawiera około 25 mg magnezu, który w 60% znajduje się w kościach. Zapotrzebowanie dobowe na magnez wynosi 300-500 mg. W jelicie cienkim wchłania się 30-70% magnezu dostarczanego z pokarmem. Obecne w jelicie wapń i tłuszcze utrudniają wchłanianie magnezu, sprzyja zaś wchłanianiu cukier mleczny (laktoza) i witamina D.

Magnez stymuluje perystaltykę jelita i wydzielanie żółci z woreczka żółciowego, dlatego przy zaparciach, samozatruciach, (zatruciach toksynami, powstałymi w organizmie) chorobach wątroby i dróg żółciowych zwracamy szczególną uwagę na pokarm bogaty w magnez.

Lista produktów zawierających magnez: warzywa zielone liściaste, orzechy, nasiona, kasze (zwłaszcza jaglana, owsiana i gryczana), soja, groszek zielony, arbuzy, cytryny, jabłka, wiśnie, figi, suszone morele, rodzynki, śliwki, maliny, czarne porzeczki, marchew, buraki, czerwona papryka, seler, masło śmietankowe, dużo magnezu znajduje się w chlebie z otrębami i w algach.

Magnez jest niezbędny również dla normalnego rozwoju procesów przemiany, normalizuje aktywność systemu nerwowego, działa uspokajająco, reguluje rozluźnianie i skurcze mięśni, ma również działanie przeciwskurczowe i przeciwzapalne, normalizuje aktywność sercową i ciśnienie krwi, obniża ryzyko sklerozy i zawałów.

Mikroelementy: jod, cynk i selen

Te mikroelementy są najściślej związane z trawieniem. Jod. W organizmie znajduje się 15-30 mg jodu. 60% tej ilości znajduje się w tarczycy, reszta we krwi.

Zapotrzebowanie dobowe na jod wynosi 150 mikrogramów. Jod jest łatwo wchłaniany w jelicie, dobrze również wchłania się przez skórę. Czasami, aby wprowadzić jod do organizmu smarujemy ciało jodem (robimy siatkę na ciele). Jod jest składnikiem hormonów tarczycy, która kontroluje czynność trzustki, trzustka z kolei, odgrywa ważną rolę w trawieniu pokarmów w dwunastnicy. Tarczyca kontroluje także wymianę substancji (węglowodanów, tłuszczy, substancji zasadowych i wodno-solnych), posiada jeszcze wiele funkcji.

Jod zawarty jest w następujących produktach: owocach i jagodach (pomarańczach, jabłkach, winogronach, brzoskwiniach, śliwkach i wiśniach), warzywach (ziemniakach, burakach, marchwi i sałacie), kaszach, soi, ciemnym pieczywie, orzechach włoskich, miodzie. Dużo jodu znajduje się w jajkach, dorszu i morszczuku. (…)

Cynk

W organizmie znajduje się cynk w ilości 2 g. Zapotrzebowanie dobowe wynosi 15 mg. Organizm przyswaja około połowy dostarczanego mu z pokarmem cynku. Przyswajanie cynku maleje przy spożywaniu dużej ilości błonnika. U wegetarian może wystąpić niedobór cynku, w związku z tym, powinniśmy zwracać na to uwagę.

Cynk zawarty jest w dużej ilości enzymów uczestniczących w przemianie materii (szczególnie węglowodanów) i procesach trawiennych. Cynk niezbędny jest również do syntetyzowania białka, i utylizacji witaminy A, uczestniczy w realizacji działalności biologicznej insuliny.

Cynk zawierają: orzechy, bób, fasola, kasze, (szczególnie groch, kasza gryczana, pszenna i owies), czarny chleb, sery. W warzywach zawartość cynku jest mniejsza, lecz dostateczną ilość cynku można otrzymać z buraków, marchwi, kapusty, szczypiorku, ziemniaków, sałaty, ogórków, pomidorów. Bardzo mało cynku jest w owocach, ale dużo zawiera kakao, wątroba, mięso i drób.

Selen

Jest antyoksydantem (niweluje procesy utleniania). Jest to bardzo ważny element w profilaktyce nowotworowej. Zaobserwowano, że u mieszkańców regionów, na których występuje deficyt selenu w glebie, zachorowalność na nowotwór odbytnicy (kiszki prostej), gruczołów mlecznych jest większa, niż w regionach z wysoką zawartością selenu w glebie. Istotne jest, że cynk i fluor są antagonistami selenu, dlatego fluorowanie wody i nadużywanie produktów mięsnych, bogatych w cynk, może się przyczynić do wzrostu zachorowalności na nowotwory. Zapotrzebowanie dobowe na selen wynosi 0,05-0,2 mg dla osób od 7 roku życia. Selen zapobiega nowotworom, niszczy komórki rakowe, chroni wątrobę i trzustkę (2 organy, bez których niemożliwe jest trawienie). Niedobór selenu prowadzi do porażeń wątroby (rozwojowi zapalenia wątroby i porażeń martwiczych) i trzustki (rozwojowi ognisk martwicy). Porażeniu ulegają też inne organy, w tym mięsień sercowy. Selen pomocny jest w leczeniu zawałów i trzustki. Selen zawarty jest w orzechach, kaszach i ziarnach.”

WODA

„Woda pełni wiele funkcji. Do najważniejszych należą:
- rozpuszczająca – wszystkie substancje wchłaniane do krwi lub do limfy muszą najpierw rozpuścić się w wodzie
- transportowa – zawarta w krwi woda dostarcza rozpuszczone w niej substancje odżywcze i tlen do komórek i wyprowadza stamtąd produkty rozkładu (złogi) i inne substancje, aby później zostały wydalone z organizmu.

Innymi ważnymi funkcjami wody są:
- procesy utleniania i wiele chemicznych reakcji w organizmie przebiega w obecności wody i często z jej udziałem;
- bierze udział w regulacji temperatury ciała;
- nadaje kształt komórkom;
- podtrzymuje możliwość aktywności fizycznej. Utrata tylko 5% wody z naszego organizmu prowadzi do zmniejszenia możliwej aktywności fizycznej do 30%. Przy utracie 1% wody odczuwamy silne pragnienie, utrata więcej niż 20% wody prowadzi do śmierci.

Krążenie wody w organizmie w ciągu doby

Zapotrzebowanie dobowe organizmu w wodę wynosi 2-2,6 l, przy czym z wypijanym płynem 1,2-1,6 l, z twardym pokarmem 0,75-1 l, 350-400 ml powstaje w organizmie w rezultacie reakcji chemicznych przekształcania substancji odżywczych. W ciągu doby woda zostaje wydalana z organizmu poprzez nerki w postaci moczu (1-1,5 l), poprzez gruczoły potowe (500-600 ml w normalnych warunkach), przez płuca (wydychamy 350-450 ml pary) i przez jelita z kałem (150 ml).

Dla normalnego funkcjonowania organizmu ważne jest, aby woda była dostarczana bez przerwy i żeby przychód całkowicie pokrywał rozchód, w przeciwnym razie powstają poważne zaburzenia w funkcjonowaniu organizmu. (..)

Niektóre produkty (zwłaszcza warzywa i owoce) zawierają duże ilości wody, inne, ograniczoną ilość. Najmniej wody zawiera cukier (0,5%), orzechy i różnorodne płatki (2-3%), i krakersy (5%). Najwięcej wody jest w sałacie (95%), sokach owocowych, warzywach (90%), pomarańczach i jabłkach (86%), ziemniakach (80%). Nawet suszone owoce zawierają 25% wody.

W zależności od charakteru spożywanych pokarmów powinniśmy codziennie wypijać 6-8 szklanek płynu. Zapewni to naszemu organizmowi wystarczającą ilość wody dla realizacji wszystkich jego czynności, jak również zapewni normalną defekację i uchroni przed zaparciem.

Nie przegap tych słów! Są to pierwsze kroki w zapobieganiu i leczeniu zaparcia – uregulowanie bilansu przychodu i rozchodu płynu. Rano, po wyjściu z łóżka napij się wody i idź do toalety. Zacznij od połowy szklanki i stopniowo dojdź do 2 szklanek. Pomoże to przywrócić odruch na defekację, jeśli został utracony. W ciągu dnia wypijaj jeszcze 4-6 szklanek. Nawiasem mówiąc, tą ilość wody można pić szklankami, a można i łykami. Miejcie koło siebie szklankę z wodą i od czasu do czasu bierzcie 1-2 łyki. Jest to szczególnie dobre w trakcie upałów. Szklankami można pić dowolne płyny tylko na czczo. Pić można około 30 minut przed jedzeniem i nie wcześniej, niż 2-4 godzin po jedzeniu, w zależności od tego, co było jedzone i w jakiej ilości. W żadnym wypadku nie wolno pić w czasie jedzenia!”

 


Teraz nieco dodatkowych informacji jak można pomóc sobie z zaparciem

Produkty:

  • zjeść na kolację kilka suszonych śliwek
  • pić wywar z lnu (może być z herbatą kopru włoskiego – poprawia smak i działanie)
 Posted by at 08:31
sie 132013
 

Bóle głowy, migreny


Bóle głowy stają się jedną z powszechniejszych dolegliwości i jedną z chorób tzw. cywilizacyjnych.

Powtarzające się bóle głowy mogą być objawem groźnych chorób: guzów, zapalenia opon mózgowych, zakażenia krwi lub infekcji w mózgu bądź jego okolicy. Jednak najczęściej występują tzw. bóle naczynioworuchowe, którym towarzyszy napięcie mięśni głowy. Wywołują je stresy, choroby, ostre światło, nieprawidłowa postawa ciała (np. nieprawidłowe siedzenie przy komputerze), brak ruchu, wrażliwość na określone pokarmy, a nawet zmiany pogody. Bóle głowy wywołane przepiciem, głodem, nagłym oziębieniem (takim jak po zjedzeniu zbyt szybko dużej porcji lodów), migreną i tzw. bólem klasterowym są przykładami bólów krążeniowych lub naczyniowych.

Badania wykazały iż w wielu przypadkach długotrwałe stosowanie tabletek od bólu głowy (kodeiny, acetaminofenu, meperidinu (Demerol), ibuprofenu, a nawet aspiryny) powoduje, iż bóle te są znacznie silniejsze i występują częściej. Oczywiście środki te mają również rozmaite działania uboczne, jak np. zaburzenie trawienia, senność i zawroty głowy. Takie są działania uboczne krótkotrwałe. Badania wykazały, że istnieją również efekty długotrwałe, takie jak nabyta niewydolność nerek (badania po zażywaniu: acetaminofenu, ibuprofenu, naproksenu i indometacyny) i choroby wątroby.

Istnieją jednakże naturalne środki łagodzące lub usuwające bóle głowy. Przykładem tego może być napar z imbiru. Wiele badań klinicznych potwierdza, że może on być używany jako środek łagodzący ból głowy. Naukowcy uważają, że imbir rozkurcza naczynia krwionośne głowy i zmniejsza obrzęk mózgu. Aktywizuje też naturalne opiaty w mózgu, które działają przeciwbólowo, oraz obniża wydzielanie prostaglandyn, odpowiedzialnych za powstawanie stanów zapalnych.

Inne tradycyjne napary na ból głowy przyrządzane są z rumianku, melisy i kwiatów limony, które są znacznie popularniejsze w Europie niż w Ameryce Północnej. W angielskiej farmakopei ziół kwiat lipy szerokolistnej został zaszeregowany jako zioło o działaniu uspokajającym stosowanym na napięcie nerwowe i bóle głowy. Naukowcy przypuszczają, że kwiat lipy leczy bóle migrenowe (i inne bóle naczyniowe), usprawniając krążenie krwi.

Bóle głowy mogą się nasilać w sytuacjach kiedy organizm często reaguje stresowo na różne sytuacje. Czasami dobrym sposobem zapobiegania jest odprężenie się przez np. 5 minut w czasie pracy lub krótka medytacja.

Badania z 1994 roku wykazało, że olejki eteryczne – miętowy i eukaliptusowy – działają odprężająco na umysł i mięśnie. Nacieranie czoła ziołami rozpuszczonymi w alkoholu zmniejszało wrażliwość na ból głowy. Z olejków eterycznych miętowego, eukaliptusowego i lawendowego można też przygotowywać kompresy. Najlepiej działają zimne kompresy, ale bywa, że ciepły lub gorący okład albo na przemian zimny i gorący – działa jeszcze skuteczniej. Jeśli nie ma czasu na okład, można wetrzeć kroplę olejku lawendowego, miętowego lub eukaliptusowego w skronie.

Czasami na bóle głowy pomaga kąpiel, chociaż są ludzie, którzy właśnie po niej czują znacznie większy ból. Właściwie każda osoba reaguje w swoisty sposób. Do kąpieli również można dodać wyżej wymienionych olejków lub naparu z ziół.

Jednym z bardziej interesujących sposobów przeciwdziałania naczyniowym bólom głowy, takim jak migrena, jest podniesienie temperatury rąk o blisko 8 stopni, aby wyregulować krążenie. Wystarczy włożyć ręce do gorącej wody z kilkoma kroplami olejku lawendowego, eukaliptusowego lub miętowego.

Migrena jest szczególnie uciążliwym i coraz częściej występującym bólem głowy. Ból głowy w migrenie, który przeważnie trwa co najmniej dzień, odczuwany jest zwykle po jednej stronie głowy. Towarzyszą mu nudności, zaburzenia widzenia i poprzedzające napad bólu dziwne doznania wzrokowe: mroczki i błyski przed oczami, widzenie tunelowe.

Kiedy pojawiają się pierwsze objawy migreny pomóc może spożycie imbiru, właściwie w dowolnej formie. Może być to napar ze sproszkowanego imbiru, może być herbata z pokrojonym korzeniem. Osoby cierpiące na migrenowe bóle głowy mogą dodawać świeży imbir do posiłków i pamiętać aby posiadać kawałek korzenia przy sobie (np. kandyzowany w miodzie). Regularne spożywanie imbiru powoduje, że ataki migrenowe są rzadsze i słabsze.

Kolejnym bardzo dobrym środkiem jest miłorząb japoński. Poprawia on krążenie krwi, dlatego też jest on dobrym lekiem na naczynioruchowe bóle głowy.

Inne źródła podają bardzo skuteczne działanie ziela zwanego złocieniem. Przy dłuższym spożywaniu jako dodatkowe „działanie uboczne” niektóre osoby wymieniają lepsze samopoczucie. Ziele złocienia może również zmniejszyć obrzęki w mózgu gdyż działa przeciwzapalnie.

Narodowa Fundacja Bólu Głowy określiła listę pokarmów, które mogą powodować powstawanie migreny. Na liście znajduje się między innymi: ser dojrzewający (cheddar, gruyere, brie, camembert), cebula, marynaty, wędzone mięso, awokado, świeży chleb, czerwone wino, śmietana, orzechy, czekolada, kawa, herbata, cola i alkohol. W wielu przypadkach pomaga unikanie jedzenia nadmiaru potraw z tej listy (lub ich zupełna eliminacja).

Na ból głowy można zrobić nalewkę z następujących ziół: liście złocienia, liście miłorzębu japońskiego, kłącze kozłka lekarskiego, kłącze imbiru, liście mięty pieprzowej. Pić po np. łyku naparu co godzinę.

Ból głowy może też pojawiać się kiedy jesteśmy głodni. Nie jest to jednak objaw głodu tylko zatrucia organizmu, a dokładniej organizm nie mając dostaw energii z zewnątrz zaczyna korzystać z rezerw, np. z tkanki tłuszczowej, w której między innymi znajduje się wiele toksyn. Prawda jest taka, że im szybciej z głodu boli głowa tym bardziej organizm jest zatruty. Rozwiązaniem problemu może być oczyszczająca głodówka.

Stare książki medyczne podają, iż przyczyną bólu głowy w okolicy czoła jest … zatrute powietrze. Osoby mieszkające w przemysłowych miastach mogą częściej skarżyć się na tą dolegliwość.

Na podstawie: K. Keville: Zielona apteka.

 Posted by at 08:30
sie 132013
 

Bezsenność


Bezsenność jest jedną, tuż przy bólach głowy, z coraz bardziej powszechnych dolegliwości związanych z tzw. chorobami cywilizacyjnymi.

Bezsenność można podzielić na kilka grup. Może być to bezsenność, kiedy dana osoba nie może zasnąć. Drugą formą jest częste budzenie się w nocy. Trzecią jest zbyt szybkie budzenie się np. o 3 w nocy i niemożność dalszego snu.

Brak snu, poza innymi skutkami powoduje, że osoba staje się bardzo drażliwa i każdy, nawet najdrobniejszy problem doprowadza do wybuchów złości. Wiele osób nie zdaje sobie z tego sprawy, że napady złości, złe samopoczucie, nieuzasadniony gniew mają swoje źródło w braku odpowiedniej ilości snu.

Niekiedy – nie jest to jednak typowa bezsenność – nie da się zasnąć jednej nocy, pomimo tego, że zazwyczaj śpi się dobrze. Poradziłbym wtedy nie męczyć się leżeniem w łóżku tylko po prostu wstać i zrobić coś. Zaległą pracę (byle nie remont), ciche porządki. Ciekawe jest, że wtedy zazwyczaj myśli się bardzo kreatywnie. Lepiej jest zająć się czymś wymagającym myślenia lub ruszania się – czytanie książki lub patrzenie na film może nie dać żadnego rezultatu. Wstać, zrobić coś i godzinę lub dwie później iść do łóżka. Jeśli nie uda się zasnąć przez 30-45 minut – znowu wstać. Jeśli prowadzimy w miarę zdrowy styl życia i nie jesteśmy wiecznie niedospani nie należy się taką jedną nocą przejmować. Co ciekawe – zazwyczaj na drugi dzień, nawet jeśli spało się 3 godziny, nie jest się bardzo zmęczonym. Chociaż i tak i tak trzeba to później odespać.

Niekiedy jesteśmy tak zmęczeni, że zasypiamy w dzień, prawie na stojąco. Dobrze jest się wtedy położyć na chwilę, np. na 30-60 minut. Nie należy jednak przedłużać tej drzemki gdyż przechodzimy wtedy do fazy głębokiego snu i pomimo tego, że znacznie lepiej wypoczywamy to bardzo ciężko jest się nam potem obudzić, a po obudzeniu dojść do siebie. Drugi problem pojawia się wieczorem – nie można zasnąć.

Kolejnym problemem w zasypianiu jest nieodpowiednia pora udawania się na spoczynek. Każda osoba zazwyczaj czuje wieczorem spadek energii o określonej godzinie i robi się śpiąca. Ale ignorując sygnały organizmu jeszcze zrobi to, tamto, jeszcze wypierze, wyprasuje, popatrzy na film i okazuje się, że jest godzinę lub dwie później i że… wcale nie jest śpiąca. Przeczekanie na siłę okresu kiedy organizm jest najbardziej podatny na zasypianie jest jednym z częstszych błędów. A co jeśli ktoś robi się senny o godzinie 21? Należy iść spać. Nawet jeśli pora wydaje się bardzo wczesna. Widać organizm tego potrzebuje. Kiedy organizm będzie zdrowy wypoczęty nie będzie zasypiał w środku dnia i wczesnym wieczorem.

Przyczyn powodujących bezsenność jest wiele. Można do nich zaliczyć: nerwowy styl życia, niewłaściwe pokarmy, objadanie się, nadmierna kolacja, zaparcia, zbyt wysoka temperatura w sypialni (najlepiej 18-19 stopni C), niewygodne łóżko (np. zbyt miękkie) i oczywiście choroby.

Wspomnę tu jeszcze, że najbardziej wartościowy sen jest przed północą i znacznie lepiej jest położyć się o 21 i wstać o 3 niż położyć się o pierwszej i wstać o siódmej.

Słuchanie muzyki, radia (bardzo dobre do tego są czytane książki, jednak są trudno dostępne), puszczonego cicho, właściwie na granicy słyszalności. Pozwala to skupić się na treści i przestać myśleć. Radio nie jest najlepsze ze względu na nieciekawe wiadomości. W żadnym przypadku nie telewizor. Może być ścieżka dźwiękowa z filmu nagrana na kasecie lub CD.

Pigułki nasenne naprawdę przynoszą tylko chwilową ulgę, długotrwałe ich zażywanie wywołuje wiele skutków ubocznych – uszkodzenie wątroby, nadciśnienie, obniżenie odporności, zawroty głowy i senność (następnego dnia), zakłócenie ostrości widzenia i koncentracji, obniżenie sprawności następnego dnia. Oprócz tego łatwo się od nich uzależnić. Ludzie, którzy zażywają pigułki nasenne, już po dwóch lub trzech tygodniach muszą zwiększyć dawkę, aby działały. Po ich odstawieniu pojawiają się objawy abstynenckie -bezsenność, niepokój i lekkie otępienie, które często prowadzą do kolejnego opakowania (silniejszych) środków nasennych.

Zasypianie ułatwiają wszelakie mieszanki wszystkich najbardziej znanych ziół uspokajających: kozłka lekarskiego, tarczycy, chmielu, męczennicy krwistej i rumianku. Można np. zażywać dziurawiec, żeń-szeń syberyjski, tarczycę i bardzo dużo kozłka lekarskiego – kilka razy dziennie, a przed snem brała wyjątkowo dużą porcję.

Zioła te działają, jednak pod jednym warunkiem. Trzeba je zażywać regularnie, np. przez kilka miesięcy. Jednorazowe wypicie herbaty ziołowej nie zlikwiduje problemu.

Bardzo cenione są: kocimiętka, rumianek, sałata, kwiat pomarańczy, mak, rozmaryn, migdały i przede wszystkim kozłek lekarski. Po zażyciu kozłka pamiętamy swoje sny i następnego dnia budzimy się wypoczęci. Równie dobra jest mieszanka ziół : kozłka lekarskiego i melisy.

Innym ziołem, które jest bardzo dobre w leczeniu bezsenności, jest kocimiętka właściwa (Nepeta cataria). Polecić można także rumianek, który łagodzi ból i ma działanie nasenne, kwiaty męczennicy krwistej. W Europie mieszanka męczennicy i kozika lekarskiego jest jednym z najpopularniejszych środków nasennych. Męczennica jest szczególnie pomocna przy napięciu mięśni i pobudzeniu psychicznym, które to czynniki zakłócają sen.

Przy kłopotach z zaśnięciem lub zbyt wczesnym budzeniem się należy zażywać dziurawiec. Podobnie jak męczennica, dziurawiec reguluje procesy chemiczne w mózgu, wzmacnia działanie serotoniny, od której poziomu zależy sen i zdolność rozładowywania napięcia.

W Indiach na bezsenność bierze się gotu kolę (Centella asiatica) i stosuje równocześnie uspokajające ćwiczenia jogi i medytację. Oprócz innych działających uspokajająco związków gotu kola zawiera znaczną ilość „przeciwstresowych” witamin z grupy B.

Kolejnym ważnym ziołowym środkiem nasennym jest chmiel, który działa w niezwykły sposób. Oddziałuje on bezpośrednio na układ nerwowy. Zażyty w postaci naparu, nalewki lub pigułek, skutkuje już po 20-40 minutach. Badania przeprowadzone w Niemczech wykazały, że osoby z zaburzeniami snu, którym podawano mieszankę kozłka lekarskiego i chmielu, jak same mówiły, zapadały w głębszy sen. Pomóc może również wąchanie chmielu. Z tego powodu w Europie od wieków wkładano suszony chmiel do poduszek. W przeciwieństwie do innych ziół, skuteczność chmielu jest większa po upływie pewnego czasu – kontakt z powietrzem wzmacnia jego właściwości uspokajające. Można uszyć „usypiającą poduszkę” zaszywając w niej zioła w proporcjach: 2 części suszonych szyszek chmielowych, 1 część suszonego kwiatu rumianku, 1 część kwiatu lawendy. Chmiel powinien zachować swoje właściwości przez rok.

Można zrobić usypiającą nalewkę: kłącze kozłka lekarskiego, szyszki chmielu, męczennica krwista i kwiat rumianku. Ze względu na smak lepsza jest nalewka (na alkoholu) niż herbata z tych ziół.

 Posted by at 08:29
sie 132013
 

Wilgotność


Mamy teraz bardzo wygodne, wręcz sterylne mieszkania. Wszystko jest wysprzątane, kuchnia jest lśniąca, ściany z płyt gipsowych idealnie proste. Miałem możność zobaczyć budowę ściany jednego z „nowszych” mieszkań. Warstwa gipsu, potem siatka wzmacniająca zatopiona w warstwie tynkowej, następnie styropian i … dziura. Takie mieszkanie ma idealnie proste ściany, łatwo się maluje i… przypomina termos. Jest ono również bardzo sztuczne, martwe.

ściany wykonane z siatki nylonowej i styropianu nie będą oddychały. Nie ma możliwości przenikania wilgoci ani powietrza przez taką ścianę. Jeśli mieszkamy w takim domu musimy wziąć to pod uwagę.

W lecie problem właściwie nie jest taki istotny – mamy otwarte okna, istnieje ciągły przepływ powietrza. Z okresie zimowym za to jest nieco gorzej. Okna otwiera się bardzo rzadko lub w ogóle i sztucznie nagrzewa się pomieszczenia. O ile w lecie, przy otwartym oknie wilgotność w pokoju waha się pomiędzy 65-80% to w zimie może spaść nawet do 20-30%. Powietrze jest strasznie suche. Dzieje się tak kiedy w pokoju jest dużo „sztucznych” rzeczy jak np. meble z płyt, dywan z poliestru i tym podobne. Do tego dochodzi centralne ogrzewanie (…). W zimie, kiedy mamy szczelnie zamknięte okna oraz włączone ogrzewanie wilgotność w mieszkaniu może znacznie spaść. Objawem tego może być (zwłaszcza rano) chrypka, uczucie suchości w nosie, drapanie w gardle. Długotrwałe działanie suchego powietrza może prowadzić do chronicznego kataru, gdyż organizm „broni się” przed wdychaniem suchego powietrza produkując dużą ilość nawilżającego wdychane powietrze śluzu.

Jak wielka jest zmiana wilgotności powietrza między zimą i latem mogę pokazać na przykładzie własnego mieszkania. W sypialni w lecie utrzymuje się wilgotność ok. 70%. W zimie, aby utrzymać ją na podobnym poziomie urządzenie nawilżające zużywa ok. 5-7 litrów wody na dobę. Tak, w jednym pokoju (przy otwartych drzwiach), przy dosyć mocnym ogrzewaniu, potrzeba ok. 6 litrów wody, aby utrzymać wilgotność na takim poziomie jak była w lecie. Niektóre osoby czytające mogą się zastanawiać czy może mieszkam w basenie. Nie. I wbrew temu co piszę nie kapie mi woda z sufitu. Dzięki zwracaniu uwagi na tak – wydawałoby się – nie istotną rzecz jak wilgotność (i przy okazji temperaturę) mojej żonie udało się pozbyć chronicznego kataru, którego nabawiła się mieszkając w przegrzanym i suchym mieszkaniu.

Ostatnio przeczytalem wypowiedź jednej z osób „Bez nawilżania mamy wilgotność na poziomie 20%, a przy nawilżaniu ok. 50% – czyli niby optymalną.” (news: pl.soc.dzieci, 18.07.2004).

Z tą optymalną nie bardzo się zgodzę, bardziej skłaniałłbym się do ok. 65%-70%, ale to nie o to chodzi. Bardziej interesuje (a może raczej przeraża) ile rodzin ma w mieszkaniu 20% wilgotności i ile dolegliwości można usunąć poprzez zwyczajne nawilżanie powietrza.

 Posted by at 08:27
sie 132013
 

Temperatura


Temperatura – zdawało by się, jest najprostszą rzeczą i właściwie nie wiadomo po co o niej pisać, prawda? Przecież wiemy, kiedy nam jest ciepło, wiemy kiedy jest zimno, więc o czym tu mówić. No dobrze, jeśli naprawdę wiemy, to dobrze, ale…

Bywałem w niektórych mieszkaniach w blokach, gdzie w zimie temperatura utrzymywana była na poziomie 24-25°C, jak była poniżej 23°C to było strasznie zimno. W lecie zazwyczaj była powyżej 26°C. Dla osób mieszkających w takich warunkach to, co teraz powiem to pewnie herezje, jednak najlepsza temperatura, zwłaszcza w sypialni to 18-20°C. Kiedy się przez dłuższy czas przebywa w mieszkaniu o temperaturze 25°C organizm się „rozleniwia” i potem nawet jak jest 20°C na dworze i świeci słońce – dla nas jest tam zimno. Nie mówiąc już co się dzieje w zimie. Wysoka temperatura może powodować wysychanie oczu, gwałtowne wybuchy uczuć nawet, jak się ktoś bardzo postara – zaparcia.

Bardzo wiele mieszkań jest przegrzewanych, a potem się zastanawiamy skąd mamy katar, kaszel, chrypkę, dlaczego tak często chorujemy. Dla tych wszystkich, którzy się zastanawiają mam pytanie – czy wiecie co oznacza hartowanie organizmu? Tak, np. na koniec kąpieli polewanie ciała zimną wodą. Na przykład.

Zazwyczaj starsze osoby – marzną im stopy czy ręce – twierdzą, że jest bardzo zimno. „W mieszkaniu jest zimno, bo mnie jest zimno”. Nie ważne jest, że termometr wskazuje 24°C – jest zimno i basta.

Ubieranie się. Powiedzmy mamy do przystanku/pracy/szkoły 20 minut drogi na piechotę. Patrzymy na termometr: 15°C. Brrr, zimno. Ubieramy się – długie spodnie, długi rękaw i idziemy. Przez pierwsze 5 minut marzniemy i to „bardzo”, potem przestajemy odczuwać zimna, a potem zaczynamy się gotować. Organizm jest w stanie wytworzyć wystarczająco dużo ciepła, żeby nawet przy 10°C wystarczyło być ubranym w krótkie spodnie i krótki rękaw. Oczywiście nie w czasie siedzenia na ławce. Dla każdego, kto chodził po górach (ale chodził, a nie był w Zakopanym na piwie, podczas wycieczki w góry) jest wiadome, że nawet po śniegu czasami chodzi się w krótkim rękawku. Tak, dlatego, że jest ciepło.

Nieco inaczej. Ktoś ubiera się, bo jest chłodno, zapina pod szyję. Ubiera ciężki plecak czy torbę i „biega” po mieście. Po 15 minutach takiego biegania dana osoba ma: mokre plecy, bieliznę, wszystko się na niej lepi, ale … ma kurtkę zapiętą pod szyję. „Bo jest zimno”. świetnie, ale komu? Przegrzanie organizmu jest  szkodliwe.

Jedyne co mogę poradzić to zwracać uwagę na potrzeby swojego organizmu, a potem ubierać się tak, jak czujecie. Jak komuś jest zimno to niech się ubiera, ale jak ktoś się gotuje we własnym sosie i ma zapiętą kurtkę „bo jest zimno” – według mnie zasługuje tylko na litość. I nie tłumaczcie się, że nie można się rozpiąć, bo jak się jest spoconym to NATYCHMIAST po rozpięciu dostanie się zapalenia płuc lub co najmniej anginy. Jest to możliwe, ale tylko kiedy mieszka się w domu, gdzie średnia temperatura wynosi 25°C. Wtedy już przy 20°C na dworze panuje tam – dla was – arktyczny mróz.

I na koniec. Obniżenie, oczywiście stopniowe, temperatury w domu nikogo nie zabije. trochę organizm będzie „narzekał” – tym dłużej im dłużej się „rozleniwiał”, ale potem zapomnicie co to jest przeziębienie.

 Posted by at 08:19
sie 122013
 

Nieco o sypialni, świeczkach i aurze


Sypialnią nazywamy – bardzo ogólnie – miejsce gdzie śpimy. Czasami jest to osobny pokój, a czasami rozkładane łóżka w pokoju gościnnym. Ze względu na charakter sypialni należy zwrócić na parę rzeczy uwagę.

Sypialnia powinna być miejscem, gdzie czujemy się najlepiej, gdzie jest nam wygodnie i gdzie bez problemu można odpocząć. Wystrój wnętrza powinien być dostosowany właśnie do wypoczynku. Jeśli pomalujemy ściany w sypialni na jadowicie buraczkowy kolor to będziemy wstawać zmęczeni, rozdrażnieni i wcale nie będziemy się czuli dobrze (wpływ kolorów na organizm człowieka). Najlepiej jest, aby sypialnia była w odrębnym pokoju, tak, aby sprawy życia codziennego – problemy, kłótnie, rozmowy, przyjęcia itp. odbywały się w innym pokoju. W sypialni powinna być spokojna, relaksacyjna atmosfera.

Ludzie nie „składają” się tylko z ciała fizycznego lecz również z ciała energetycznego, tak zwanej aury. Jest to otoczka energetyczna wokół wszystkiego co żyje, a także wokół przedmiotów nieożywionych. Wpływ aury otoczenia na naszą aurę powoduje, że w jednych miejscach czujemy się dobrze, a w innych gorzej. Kiedy zbliżamy się do innego człowieka to najpierw stykają się aury, a potem dopiero można sobie podać rękę. Czasami jest tak, że stoi koło nas – na przykład w kolejce – człowiek, który nas denerwuje. On nic nie robi – stoi tak jak my, nie sapie, nie wchodzi nam na głowę, a my – nie wiadomo dlaczego – najchętniej byśmy go pogryźli. Wibracja jego aury tak na nas wpływa. Istnieją też przypadki odwrotne – są ludzie, przy których czujemy się bardzo dobrze, jeśli jesteśmy zmęczeni to ożywamy, jeśli byliśmy smutni – weselejemy. Są to ludzie o silnej, zdrowej aurze, która wpływa bardzo pozytywnie na nas. Poniżej podaję przykładowe zdjęcia aury zaczerpnięte z internetu.

Jak widać aura nie występuje tylko nad głową człowieka lecz dokładnie wokół niego. Jest to tak jakby otoczka człowieka w postaci wielkiego energetycznego jajka.

Jak już mówiłem – nie tylko ludzie lecz też materia nieożywiona ma swoją aurę. Jeśli jesteśmy człowiekiem wrażliwym a natrafimy na krzesło (np. w autobusie) na którym siedziała jakaś gniewna osoba to kiedy usiądziemy na nim – to krzesło jakby nas gryzło. Dokładnie tak samo jest z łóżkiem w sypialni. Jeśli śpimy na rozkładanym łóżku w pokoju dziennym, na którym przedtem ktoś się kłócił – łóżko „nasiąknięte” jest energią kłótni i nie wypoczniemy śpiąc na nim. Jest bardzo możliwe, że wstaniemy źli – właściwie z niewiadomo jakiego powodu. Jest również możliwe, że sama konstrukcja łóżka oddziaływuje niekorzystnie na naszą aurę i tak właściwie to nigdy na nim nie wypoczniemy. Jeśli położymy się na kocu w drugim końcu pokoju to wstaniemy bardziej wyspani niż gdybyśmy spali w „puchowej pierzynie” w tym łóżku.

Sama atmosfera w sypialni też powinna być przyjazna człowiekowi – osoba wchodząca do sypialni powinna się czuć przytulnie. Jeśli pomalujemy sypialnię na biało – nigdy nie będzie tam przytulnie. Będzie „czysto” ale nigdy nie będzie to nasze najlepsze miejsce wypoczynku. Będzie brakować tzw. „domowego zacisza”. Dobrze jest mieć w sypialni kwiaty, np. paprotkę. Ona dobrze wpływa na aurę otoczenia – człowiek dobrze się czuje z paprotką. Jest oczywiście wiele takich kwiatów.

Oczyścić aurę pokoju lub miejsca można na wiele sposobów. Może być to medytacja, modlitwa (ale nie „odklepanie” pacierza tylko szczera, płynąca z serca modlitwa), można zapalić kilka świeczek – z wosku pszczelego, parafiny lub z prawdziwego wosku, a nie chemicznie komponowane znicze. I tu od razu uwaga – świece zapachowe. Są bardziej szkodliwe niż pomagają. Nie oczyszczają one atmosfery a wręcz przeciwnie – zatruwają ją wynikiem spalania chemicznych substancji zapachowych. Efektem tego może być ból głowy, nudności itp. Osobiście wyprzuciłem świeczkę zapachową gdyż po pół godzinie jej palenia się w pokoju rozbolała mnie głowa. Tak, też chodziło mi po głowie, że szkoda jej wyrzucać lecz doszedłem do wniosku, że wolę ją wyrzucić niż żeby za każdym razem kiedy ją palę bolała mnie i innych domowników głowa. świece zapachowe wnoszą tyle „dobrego”, że pachną. Poza tym raczej są szkodliwe, a i czasami sam zapach pozostawia wiele do życzenia. Zresztą tak samo takie „pachnidełka” wkładane do kontaktu. W domu ładnie pachnie i jest to genialna trucizna sącząca się powoli przez godziny i tygodnie do mieszkań. Kiedy dostaję ciasto od znajomej – zazwyczaj nie mogę go zjeść – jest przesiąknięte „pachnidełkiem”, które ona ma w kuchni. Ciasto to smakuje jak ciasto z dezodorantem, ale do rzeczy. Oczyścić pomieszczenie można też zapalając kadzidło lub używając odpromienników radiestezyjnych, chociaż odpromienniki działają na nieco inny „rodzaj” energii – chronią przed negatywną energią płynącą z ziemi.

Dwoje osób mieszkających ze sobą, a raczej pozostających ze sobą w związku uczuciowym nie tylko mieszka ze sobą czy przytula się. Kiedy dwoje osób jest blisko siebie mieszają się aury tych osób. Kiedy jedna jest zła wystarczy przytulenie drugiej osoby – a cała złość ucieka. Kiedy jedna jest bardzo zła wystarczy, że pobędzie z drugą osoba i po jakimś czasie obie są rozdrażnione. Kiedy choruje jedna osoba w domu NIKT z domowników nie będzie zdrowy – no, chyba że nie zbliża się do niej na odległość mniejszą niż ok. 6-8 metrów, nie korzysta ze wspólnych miejsc (np. łazienki) itp. Tylko wtedy. Jeśli ktoś przytuli chorą osobę to na pewno część (bardzo nikła) osłabienia przejdzie na osobę przytulającą, a osoba chora poczuje się lepiej. Proszę mnie źle nie zrozumieć – szansa, że ktoś zachoruje przytulając chore dziecko, a samemu będąc zdrowym jest nikła, chyba, że jest się przemęczonym i chorym, wtedy jest to bardzo możliwe. Za to samym przytuleniem i chęcią pomocy można komuś pomóc przytulając go. Zazwyczaj tak jest, że silniejsza aura dominuje nad słabszą. Jeśli silniejszą aurę ma osoba gniewna, to gniew przejdzie na drugą osobę. Tak bardzo ogólnie. Wzięcie prysznicu „oczyszcza” aurę, np. po dłuższej jeździe w zatłoczonym tramwaju, gdzie aury kilku osób zachodzą na siebie. Ale wróćmy do tematu.

Jeśli dwoje ludzi żyją ze sobą w związku emocjonalnym powinni też spać razem. Dwoje ludzi, którzy chcą spędzić razem życie (obojętnie czy jest to małżeństwo lub nie – bo stan prawny nie ma tu nic do rzeczy) a śpią w osobnych łóżkach będą po prostu dwojgiem osób mieszkających razem w jednym mieszkaniu, ale nigdy nie będą połączeni „duchowo”. Są ludzie, którzy czują, że np. partnerowi coś się stało – wypadek lub coś podobnego. Ale będzie to możliwe tylko wtedy kiedy śpią ze sobą w jednym łóżku. Kiedy ich aury w czasie smu zachodzą na siebie. Po kilku latach takiego pożycia człowiek zaczyna „odgadywać” myśli drugiej osoby. Mąż idzie do kuchni po coś do jedzenia i myśli żeby wziąć herbatę dla żony. Wchodząc do pokoju żona, nie patrząc na męża mówi: czy mógłbyś mi jeszcze przynieść… O! Właśnie, herbatę. Jeśli „małżeństwo” mieszka wspólnie, ale śpią w różnych pokojach – jest to tylko dwoje osób spełniających lub nie obowiązki rodzicielskie. Proszę wybaczyć stwierdzenie lecz takie osoby nie potrafią się kochać. I nie potrafią przekazać daru miłości dzieciom.

 

 Posted by at 21:55
sie 122013
 

Podkłady, szminki, kremy. Makijaż


Moda, a raczej jej wpływ na zdrowie. Może w tym momencie przesadzę, ale mogę śmiało powiedzieć, że – szczególnie panie – mają do wyboru. Być „upiększone” czy zdrowe. Ile kobiet rano, przed wyjściem używa np. podkładu czy korektora gdyż „tak jak wygląda nie może wyjść na ulicę”. Wszystko w porządku jeśli to jest raz, dwa razy. Ale stosowane przez kilka miesięcy? Przez kilka lat?

Problemem nie jest tu zastosowanie jakiegokolwiek kosmetyku – wszak są po to, żeby upiększać i chronić naszą skórę – problemem jest czas, przez jaki ich używamy. Proszę wyobrazić sobie, że każde użycie np. podkładu „zostawia” w naszej skórze odrobinę substancji – powiedzmy – źle oddziaływującej na skórę. Powiedzmy wielkości małego ziarenka piasku. Przez miesiąc mamy tych ziarenek 20? 30? Wystarczy czegoś używać tylko 2 razy dziennie, żeby po miesiącu tych ziarenek nazbierało się 60. Organizm pozbędzie się jednego, kilkunastu. Ale nie więcej. Oczywiście, pozbędzie się również 60, ale jeśli będzie to wymagało długie czasu? Np. 5 miesięcy? Czy dajemy mu ten czas?

Może nieco o makijażu. Wiele kobiet malując się uważa, że będą ładniej wyglądać. Owszem, jest w tym nieco prawdy. Ale najlepszy makijaż jest taki, którego nie widać. Jeśli już z kilkunastu metrów widać, że na twarzy jest warstwa czegoś bliżej (dla mężczyzn) nieokreślonego – taka osoba raczej staje się śmieszna niż ładna. Gorzej, kiedy za makijażem kobieta stara się ukryć osobowość – stać się kimś innym.

Znam (młodą) osobę, która nie wyjdzie z domu zanim się nie pomaluje. Nie mówię o tym, że w odwiedziny czy do szkoły, ale np. nie wyniesie śmieci jeśli nie ma makijażu. „Bo ktoś ją może zobaczyć”. Osoba ta, dziewczyna, ma narzeczonego. Mają zamiar się pobrać. Narzeczony musi czekać na nią pod drzwiami kiedy po nią przychodzi, bo ona się jeszcze nie pomalowała. Nie wpuści go do domu, bo mógłby zobaczyć jak ona wygląda bez makijażu.

Proszę wybaczyć stwierdzenie, ale to jest nieco chore. Mają być małżeństwem. Mają mieszkać razem. I jej facet nie może jej zobaczyć bez makijażu. Albo nie będzie się myła, albo będzie codziennie (do końca życia) wstawać pół godziny przed mężem, biec do łazienki i będzie się malować.

(cdn.)

 Posted by at 20:07