sie 132013
 

O bezmyślnym przy/wycinaniu drzew pisałem już kilkakrotnie. Jak widać na poniższym przykładzie i tak nic to nie da. Może jak się zaczniemy dusić w miastach ktoś pomyśli. Albo nie – już nie będzie miał czym.

W naszych miastach wciąż grasują firmy zajmujące się tzw. pielęgnacją zieleni. W przypadku drzew ich działalność sprowadza się najczęściej do zamiany dorodnego klonu, topoli, kasztanowca i im podobnych w sterczące z ziemi kikuty z paroma kołkami.

Ekoświat, Ogólnopolski miesięcznik ekologiczny, 2/2006

Fachowość wykonawców zleceń na przycinki jest z reguły żadna. Trudno by było inaczej, bo wystarczy, że ktoś kupi parę pił, skrzyknie kumpli, którzy potrafili najwyżej ciąć spróchniałe deski na opał, i już może zakładać firmę pn. Pielęgnacja zieleni. Zajmować się taką działalnością może u nas naprawdę każdy, bez względu na posiadaną wiedzę na temat przycinania drzew i krzewów. Nie ma prawnych przepisów i norm, które precyzowałyby, jak taka przycinka ma wyglądać ani kto ma ją wykonywać. A ukarać grzywną można tylko właściciela okaleczonego drzewa, i to tylko wtedy, gdy drzewo uschnie, co sprawdza się, o ile w ogóle ktoś to zrobi, dopiero po 3 latach. Skutek jest taki, że sprawcy dewastowania drzew pozostają bezkarni. Konieczne są zatem zmiany w ustawodawstwie, które obligowałyby chętnych do zajmowania się pielęgnacją zieleni do odbycia szkoleń i zdobycia uprawnień. Jest to realne, bo nie brak u nas specjalistów, którzy znają się doskonale na profesjonalnej pielęgnacji drzew. W 2004 r. zarejestrowano nawet oficjalnie nowy zawód – chirurg drzew, co uważane jest za pierwszy krok do powołania izby zawodowej mającej w przyszłości skupiać specjalistów. W naszym kraju funkcjonują też 3 organizacje, które prowadzą kursy i szkolenia w zakresie prawidłowej pielęgnacji drzew. Są to: Polskie Towarzystwo Chirurgów Drzew – NOT, Międzynarodowe Towarzystwo Uprawy i Ochrony Drzew, Stowarzyszenie Inżynierów i Techników Ogrodnictwa.

Dyplom ukończenia kursu i szkolenia gwarantuje, że pracownik będzie wiedział, jak przyciąć drzewo bez wyrządzenia mu krzywdy. Specjaliści z zakresu chirurgii drzew postulują, by w przyszłości tylko osoby z uprawnieniami mogły zajmować się taką działalnością. (Dziś, owszem, są takie wymogi, ale wyłącznie gdy chodzi o przycinanie drzew uznanych za pomniki przyrody.) Dodatkową oceną ich pracy mieliby się zajmować inspektorzy nadzoru.

Skoro już dziś można zapisać się na fachowy kurs, dlaczego zainteresowanie jest tak znikome? Po pierwsze, nie obliguje do tego prawo, po drugie, brak jest chęci, po trzecie kursy do tanich nie należą. Natomiast władze samorządowe obawiają się, że zmiana przepisów doprowadzi do sytuacji, że nie będzie komu zlecać przycinania drzew, a ceny takich usług wzrosną, bo w poszczególnych regionach działa tylko kilka firm, których pracownicy mają odpowiednie uprawnienia.

Jest to jednak sytuacja chora, bo polega na wykonywaniu określonej pracy przez ludzi, którzy na owej pracy kompletnie się nie znają a – traktując swoją profesję wyłącznie w kategoriach biznesu (pozyskania jak najwięcej drewna) – w bestialski sposób niszczą środowisko naturalne. Jeśli nic się w tej materii nie zmieni, nasze drzewa nadal będą bezkarnie niszczone.

Krzysztof Wojtasiński


 Posted by at 12:21
sie 132013
 

Historia wierzb – Drzewa część druga


Dawno, dawno temu, kiedy w Katowicach zaczęła nieśmiało pokazywać się wiosna, a panowie w pomarańczowych koszulkach jeszcze smacznie spali rosły sobie 3 wierzby.

Pewnego dnia panowie w pomarańczowych obudzili się, wsiedli do pomarańczowego samochodu i pojechali na łów. Zobaczyli trzy wierzby i zatrzymali się. Wyjęli piły łańcuchowe i szybko uporali się z wierzbami. Młode listki i pączki szybko znalazły się na ziemi.

Teraz w miejscu, gdzie kiedyś stały trzy wierzby stoją trzy dorodne pniaki. Panowie w pomarańczowych koszulkach po raz kolejny wygrali z Przyrodą.

Koniec bajki. Nie, to nie tak. Koniec rzeczywistości

 Posted by at 12:07
sie 132013
 

Drzewa, krzewy i rekultywacja zieleni


Wracałem z zakupów w jednym z dużych sklepów. Po rozpakowaniu przyjrzałem się nadrukowi na reklamówce: Nie zaśmiecaj środowiska. Wrzuć torbę do kosza. Może ona dostarczyć energię. Energia pochodząca ze spalenia tej torby może zasilać jedną żarówkę o mocy 60 watów przez 10 minut.

Ładna reklama, prawda? Pozorna dbałość o ochronę środowiska. Dlaczego pozorna? Bo nikt takich reklamówek nie zbiera, a jeśli chodzi o prawdziwą ochronę środowiska…:

Mieszkam w Katowicach. W ciągu ostatniego roku Katowice bardzo się zmieniły i zmieniają się nadal. Wciąż na gorsze. Budowana jest nowa droga. W związku z tym przygotowywane są miejsca na tę drogę. Wycinane są drzewa. W Katowicach, gdzie powietrze jest prawie przez cały czas ciężkie, skisłe i nie bardzo nadające się do oddychania wycięto ok. 1500 (tysiąc pięćset) drzew, aby wybudować nową drogę. Część drzewa wywieziono na śmietnik, część palono na miejscu. Popiół po spaleniu drzew przy drodze na osiedlu Oblatów rozmiarowo był podobny do samochodu combi. To tyle, jeśli chodzi o ochronę środowiska i dbałość o energię z reklamówki.

No dobrze, ktoś powie, to konieczność, bo drogi są potrzebne. Oczywiście. Ale wycinane są drzewa na osiedlach, przy blokach, na skwerkach, w parkach i to bez żadnej wyraźnej przyczyny. Kiedyś przy jednej z głównych dróg rosły jakieś krzaki. Bardzo ładne one nie były, ale na wiosnę kwitły na żółto i były zielone. Oczywiście w ramach sprzątania wycięto wszystko – teraz na zniszczonej spalinami i solą ziemi leżą: stare szmaty, butelki, gazety. Po prostu przyjemny widok. Jeżdżę tam średnio co dwa dni.

Naprzeciwko mojego okna rósł sobie wielki kasztan. Czubkiem sięgał końca trzeciego piętra. Kiedy zeszłego lata (2003) wróciłem z wakacji okazało się, że komuś przeszkadzał – pozostał z niego jedynie okarczowany pień wysokości człowieka. Teraz z okna zamiast na drzewo mam cudowny widok na okna sąsiada – dokładnie naprzeciwko, o rzut kamieniem.

Na moim osiedlu co jakiś czas robi się coraz bardziej pusto. Tam, gdzie były kiedyś drzewa teraz jest pustka. Ludzie zamiast patrzeć na drzewa – patrzą sobie do okien. Teraz zza okna słychać zgrzyt piły motorowej. Wiosna przyszła. Ekipa panów w czerwonych kamizelkach wycina kolejne drzewa. Oczywiście – ktoś powie. Drzewa trzeba przycinać. Jednak przycięcie oznacza zlikwidowanie 30-40% gałęzi, chociaż to i tak jest dużo. Drzewa po przycięciu na moim osiedlu wyglądają tak:

Pisać można w nieskończoność. Nikogo to nie interesuje. Za 5 lat będziemy mieszkali w betonie, a w lecie temperatura będzie podchodzić do 35 stopni w cieniu, gdyż nagrzany beton długo trzyma ciepło. Drzewa będziemy oglądać w kinach lub na National Geografic. Tony soli sypane na jezdnie wypalają resztki trawy na obrzeżach dróg. Przy moim domu od czterech dni czuć spalenizną – ktoś wypala trawy. Na dworze jest duszno, a okna i tak nie można otworzyć. Coraz natrętniej nachodzi mnie myśl, żeby wynieść się z Katowic gdziekolwiek, chociażby do puszczy. Na razie nie bardzo mnie stać nawet na codzienne wydatki. Rząd mówi, że dba o zdrowie społeczeństwa. Nie dba. Tylko mówi. Żadna służba zdrowia nie pomoże jeśli nie będzie czym oddychać. Wystarczyłoby posadzić parę drzew, zasiać trawniki. Karać tych, co palą trawy i niszczą drzewa. Nikogo to nie interesuje. Nie potrzeba żadnego końca świata. Sami się wytrujemy.

 Posted by at 12:05
sie 132013
 

Rekultywacja zieleni


Podobno istnieje bogaty program rekultywacji zieleni. Bogaty w sensie takim, że dużo będzie lub było zrobione. Akurat retultywowano nasyp przy drodze, tam, gdzie wcześniej palono drzewa. Jest to droga, którą przechodzę dwa razy dziennie – do pracy. W czasie lata 2003, przy upałach dochodzących do 40 stopni w słońcu jacyś panowie układali trawnik. trawnik był pocięty na kawałki i przywieziony jakimś samochodem. Wyglądał na kupiony w jakimś zakładzie rekultywacyjnym. Panowie kładli płachty zieleni i przymocowywali je do ziemi kołkami. Wyglądało to całkiem ładnie. Układali ten trawnik z dwa dni. Potem pojechali. Nikt go nie podlał. W 40 stopniowym upale trawnik przetrwał jeszcze 3 dni, potem zostało z niego przesuszone siano. Ale w statystykach pewnie widnieje rekultywacja iluś tam metrów zieleni. Teraz, na wiosnę ziemia jest szara, czasami wychodzą z niej jakieś mocniejsze roślinki. Po trawniku zostały tylko kołki w ziemi. Było to zeszłego lata. Teraz – skoro już mam aparat – zdjęcia odnowy zieleni czyli rekultywacja rok później:

W parku wycinano drzewa które były sadzone jakieś 5 lat wcześniej. W ramach rekultywacji przesadzono kilka drzew w inne miejsce i przywiązano je stalowymi linkami do ziemi. Teraz stoi tam dużo bardzo ładnych badyli. Linki mocno trzymają je w ziemi.

 Posted by at 12:03
sie 132013
 

Koty – jedzenie


Patrząc na to co wokół się dzieje naszła mnie taka mała refleksja. Chodzi o nasze miałczące pupile domowe czyli o zwierzęta zwane kotami.

Wydaje mi się, że znam kocią naturę dosyć dobrze, gdyż prawie od zawsze wychowywałem się z kotami. Nasunęła mi się refleksja porównująca czasy sprzed powiedzmy 15-20 lat, a teraz.

Z tego co pamiętam u nas w domu zawsze było dużo kotów. Zresztą do „domowych” zazwyczaj dochodziły jeszcze „dochodzące”, które potem stawały się „domowymi” lub nie.

Mówiąc „dużo kotów” mam na myśli liczby z zakresu ok. 15. Jest w czym wybierać i jest na co patrzeć. Każdy kot ma swój niepowtarzalny charakter i każdy ma swoje fobie. Każdy czegoś tam nie lubi, a za czymś przepada i zazwyczaj każdy za czymś innym.

Wszelakie poglądy, że koty lubią mleko to nic innego jak stwierdzenie, że ludzie lubią ryż. Jedni lubią, a drudzy nie. Ale nie o tym chciałem pisać. Otóż po ostatnich wydarzeniach, powiedzmy po ostatnim roku, może dwóch, zauważyłem, że liczba chorób, na które chorują koty dosyć gwałtownie wzrasta. Właściwie nie ma miesiąca żeby coś się nie działo. A to kichają, a to nie jedzą, a to zatrucie, a to zaczerwienione dziąsła, a to kłopoty z sierścią. Ostatnio wiele kotów choruje na nerki i wątrobę. Nie chciałbym tutaj wyciągać jakiś wniosków podam tylko parę faktów.

Jakiś czas temu, powiedzmy 15 lat temu mieliśmy 17 kotów i wszystko było dobrze. Koty nie chorowały, były radosne, „wypasione”, jadły bez problemów. Wizyty u weterynarza zdarzały się od czasu do czasu, powiedzmy raz na kwartał. Jadły wtedy kaszę lub ryż lub makaron z jakimś mięsem lub gotowaną rybą. Zazwyczaj kaszę wymieszaną z rybą. Nie było wtedy puszek z jedzeniem dla zwierząt. Inną rzeczą jest to, że bez problemów można je było wykarmić, tzn. nie kosztowało to fortuny. Ostatnio dużo słyszałem na temat chorób kotów na nerki. Dużo kotów zatruło się czymś. Mówię oczywiście o kotach domowych, wychodzących również ale nie tylko. Coraz bardziej mówi się o kociej białaczce.

Z dolegliwości, których ostatnio tylko byłem świadkiem to: kłopoty z zębami, zatrucie lekkie, zatrucie b. ciężkie, wypadanie sierści, niejedzenie, osowiałość, zmiany nowotworowe wewnętrzne i zewnętrzne, kłopoty przy korzystaniu z nocnika, zatrzymanie pracy nerek. Słyszałem o białaczce, kłopotach z nerkami, zatruciach, egzemach itp.

Dzisiejsze koty jedzą jedzenie z puszek. O ile rozumiem, że puszki kosztujące ok. 1,20 zł nie zawierają karmy najlepszej jakości, to puszki bardziej znanych firm, kosztujące ok. 4 zł już powinny. Jednak koty karmione jedzeniem z puszek właśnie tych nieco lepszych firm wydają się częściej chorować. Po cichu weterynarze mówią, żeby kupować o wiele droższe jedzenie, albo samemu je przyrządzać bo te puszki po 4 zł mają zbyt dużo chemii w sobie. Wszystkie firmy mówią, że dbają o zdrowie zwierząt, jednak jak to jest naprawdę?

Mówi się, że jedzenie dla kotów produkowane przez „wiodące na rynku firmy” uzależnia. Z jednej strony koty chcą (muszą) to jeść i tylko to, a z drugiej w kółko jedzą dokładnie to samo i mają tego już serdecznie dosyć. Dodatkowo jedzenie to wcale nie jest takie zdrowe, jak wmawiają reklamy. Np. chrupki mogą powodować zatwardzenia, kłopoty z wypróżnianiem, a w rezultacie zatruwanie organizmu resztkami pokarmowymi. Nawet jeśli kot ma ciągły dostęp do wody.

 

Może osoby, u których koty są domownikami podzielą się swoimi doświadczeniami. Może niechcący wyjdzie jakaś prawda starannie ukrywana przed światem?

 Posted by at 09:43
sie 132013
 

Gołębie


Gołębie. Są chyba w każdym mieście. Ludzie karmią je, czasami na nie narzekają. Gołębie nie mają się w miastach najlepiej. Są brudne, wyganiane z różnych miejsc. Zimą są głodne – zostają w mieście przez cały rok. Przez całą zimę codziennie sypałem ptakom ziarno – wyszło tego ok. 50 kg. Może chociaż trochę im pomogłem.

Ostatnio na moim osiedlu pojawiły się radosne tabliczki. Kiedy je zobaczyłem ręce mi opadły. Są prawie wszędzie.

Myślę, że nie trzeba nic dodawać…


Myliłem się. Najwyraźniej tabliczki to nie jedyna walka z gołębiami. Zauważyłem, że na parapetach i okapach montowane są takie … rożna. Bo chyba inaczej tego nazwać nie można. Oto i one:

Nie wiem kto wpadł na taki pomysł, chociaż pewnie osobę mógłbym wymienić z nazwiska. Aż tak bardzo nie chcę się narażać. Jeśli ktoś nie wierzy własnym oczom – tak jak ja – zbliżenie:


Ostatnio dotarło do mnie, jak niektórzy „ludzie” postrzegają gołębie – „latające szczury”. Widać, że nie uważali w szkole – nie wiedzą, że są oni „wyprostowanymi małpami”.

 Posted by at 09:42
sie 122013
 

„Powietrze jakie jest – każdy widzi”

Dawno, dawno temu uczono mnie w szkole o powietrzu. Była tam taka tabelka:
Skład powietrza:
azot 78%
tlen 21%
argon 0,96%
dwutlenek węgla 0,03%

Wychodziło, że razem powinno być 99,99% i najczęściej się to zgadzało, chociaż w niektórych książkach uparcie wychodziło 101%. Potem pani w szkole mówiła, że ten 0,01% to inne gazy jak neon, wodór, hel, krypton, ksenon, ozon, jod. Pani była bardzo mądra.

Były to czasy kiedy wszystko było ładne i proste, a obieg powietrza w przyrodzie był przedstawiony na kolorowych obrazkach w książce do biologii. Niebo, roślinki, zwierzątka, roślinki i tyle.

W miarę upływu czasu obrazki zaczęły szarzeć, ale możliwą tego przyczyną była niska jakość ówczesnych farb drukarskich.

Uczeni mówią, że ponad 100 lat temu zawartość tlenu w powietrzu wahała się w granicach 22%. Obecnie mówi się, że średnia ilość tlenu w powietrzu to 20,9%. No właśnie. średnia.

Pewien uczony człowiek, doktor, sprzeczał się ze mną, że ilość tlenu w atmosferze nie może maleć w miastach gdyż, jak to ujął, ludzie nie mogliby oddychać. Rozpatrzmy jednak dwa miejsca: środek puszczy i środek miasta.

Puszcza to miejsce gdzie rośliny zielone stanowią prawie 100% powierzchni i gdzie zwierzęta wykorzystują niewielką ilość tlenu.

środek miasta, gdzie zieleni raczej się nie uświadczy, a tysiące samochodów, maszyn, palenisk pochłania tony tlenu (W NOWOCZESNYCH piecach gazowych Junkers, służących do ogrzewania wody aby prawidłowo, tj. ekonomicznie i bezpiecznie spalić 1 m3 gazu potrzeba ok. 9 m3 powietrza, przy czym powstaje ok. 12 m3 spalin). Dodatkowo emisja pyłów blokuje pory w liściach i rozprasza promienie ultrafioletowe docierające do roślin, co dodatkowo zmniejsza produkcję tlenu. Nie mówiąc oczywiście o zatruwaniu roślin

Porównując już na samą logikę umysł jakoś broni się przed stwierdzeniem, że w obu miejscach tlenu w atmosferze jest taka sama ilość. Udało mi się uzyskać informację, niestety nie potwierdzoną, gdyż nikt nie zajmuje się badaniami stężenia tlenu w atmosferze na szeroką skalę, że zawartość tlenu w miastach opada do wartości 14-19%. A według biologów spadek zawartości tlenu poniżej 10-12 % zagraża życiu. Według BHP większości masek gazowych nie można stosować przy zawartości tlenu mniejszej niż 17%.

Zadymienie powietrza atmosferycznego w dużych miastach i okręgach przemysłowych jest przyczyną znacznego wzrostu zachmurzenia nieba i większej ilości dni mglistych i pochmurnych w ciągu roku. W wyniku tego następuje osłabienie dopływu promieni słonecznych, a zwłaszcza tak ważnych dla zdrowia ludzkiego promieni ultrafioletowych Zmniejszenie dopływu promienistej energii słonecznej znajdują odbicie w stanie zdrowia ludności zamieszkującej zadymiony obszar kraju. Sprzyja to bowiem rozwojowi bakterii, zmniejsza odporność ludzi na zakażenie, przyczynia się do występowania chorób spowodowanych awitaminozą - zwłaszcza krzywicy.

Mój kolega mieszka w Zakopanym. Kiedy jadę do niego na kilka dni on strasznie się dziwi kiedy zachwycam się zapachem powietrza. Nie wierzy mi, że każdego wieczoru kiedy chcę przewietrzyć sypialnie najpierw sprawdzam jak bardzo śmierdzi (bo nie da się tego ująć inaczej) na dworze i czy nie lepiej jest tego okna nie otwierać. Zazwyczaj powietrze jest kwaśne, ale spektrum zapachów jest naprawdę szerokie: skisłe, kwaśne, ostre, stęchłe, siarkowe itp. Przesadzasz – przecież u was jest o wiele czystsze powietrze niż kiedyś – próbuje mnie przekonać – przecież wiele zakładów albo splajtowało albo zostało zamkniętych.
Przynajmniej tak mówią w mediach.

Tego roku byłem na wakacjach w Zakopanym. Wspinałem się sapiąc aż wreszcie nogi stwierdziły, że już czas na mały odpoczynek więc się zatrzymałem. Zazwyczaj odpoczywam odwracając się i patrząc jak wygląda świat z góry. Tym razem nieco mnie zatkało. Na szczęście miałem ze sobą aparat.
 
Zdjęcia po lewej stronie pokazują smog nad Polską (czerwone kreski oznaczają „wysokość” smogu), zdjęcia po prawej pokazują niebo nad górami. Drobna różnica, prawda? Jeśli ktoś nie uwierzy, że zdjęcia są prawdziwe – niech nie wierzy. Mam też inne zdjęcia, na których smog jest widoczny – ze mną w roli głównej. Nie chcę jednak straszyć Czytelników więc ich nie umieszczam. I jeszcze jedno. Zdjęcia były zrobione w tym samym dniu, zdjęcia górne dzieli czas mniejszy niż 30 minut.
Tam naprawdę tak wygląda niebo, chociaż teraz nawet mnie jest w to trudno uwierzyć.
   
Trudno się dziwić, że ilość dni, kiedy powietrze w Katowicach nie ma przykrego zapachu można policzyć na palcach (zawsze można wziąć czwarty palec u drugiej nogi u drugiego człowieka jeśli ktoś czytał Anaruka, ale rzadko będzie to potrzebne). Najśmieszniej jest zaraz po małym deszczu, kiedy trucizny z górnych warstw atmosfery spadają wraz z cieczą. Po małym deszczu powietrze jest kilka razy bardziej kwaśne niż przed deszczem. Wiosna tego roku (2005) charakteryzowała się dosyć czystym powietrzem – ale padało prawie co drugi dzień. Ostatnio (jesień) nie padało przez kilkanaście dni, nie było też wiatru. Powstałą mgielno-gazową zawiesinę za oknem trudno było nazwać powietrzem. Witaj radosny bólu głowy!

Czytając tak pasjonujące pozycje jak roczniki statystyczne można się dowiedzieć, że województwo śląskie zajmuje pierwsze miejsce w kraju pod względem emisji zanieczyszczeń pyłowych do powietrza (dane na rok 2000), emitując 42,8 tys. Mg/rok pyłu (21,3% emisji w Polsce) i zajmuje drugie miejsce pod względem emisji zanieczyszczeń gazowych emitując 33 952 tys. Mg/rok zanieczyszczeń gazowych (16,3% emisji w Polsce) w tym: dwutlenek siarki stanowił 199,5 tys. Mg, tlenki azotu 79,7 tys. Mg, tlenek węgla 117,5 tys. Mg a dwutlenek węgla 33 362 tys. Mg. W danych za rok 2003 emisja zanieczyszczeń gazowych wynosi 39 473 tys. Mg/rok.

Dla wyjaśnienia 1 tysiąc Mg (mega-gramów) to 1 000 ton (1 000 000 kg) 39 473 tys. Mg to 39 tysięcy ton (39 473 000 kg)

Policzmy:
Obecna powierzchnia województwa śląskiego to 12’294 km2. Biorąc pod uwagę 42’800 tony zanieczyszczeń pyłowych uzyskamy 3’481,373 kg/km2/rok. Dziennie emitowane jest 9,538 kg/km2. W średnim mieszkaniu (60 m2) w ciągu miesiąca odkłada się prawie 20 gramów pyłu co daje 0,6 grama kurzu dziennie. Jeśli komuś wydaje się to nie dużo niech zważy pył.

Emisji gazów jest nieco więcej – ponad 527 gramów dziennie na powierzchnię mieszkania czyli miesięcznie prawie 16 kg zanieczyszczeń gazowych.

Najistotniejsze substancje zanieczyszczające występujące w powietrzu, które ze względu na notowany poziom w stosunku do stanu normatywnego stanowią największe zagrożenie dla zdrowia mieszkańców województwa śląskiego to pył, dwutlenek siarki, tlenki azotu i tlenek węgla oraz węglowodory aromatyczne. Aromatyczne, ciekawe skąd taka nazwa…

Analizując średnie stężenie roczne podstawowych zanieczyszczeń powietrza (dane śląskiej Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Katowicach) należy stwierdzić, że w miastach konurbacji górnośląskiej przekraczane są stężenia pyłu zawieszonego i dwutlenku siarki. Pomiary stężenia tlenku węgla nie wykazały przekroczenia norm.

W Katowicach, średnie stężenia pyłu zawieszonego przekraczały dopuszczalną wartość w 21 spośród 26 stacji pomiarowych. Obowiązująca norma roczna dwutlenku siarki była przekroczona jedynie na stacji w Sosnowcu, natomiast norma dwutlenku azotu była przekroczona na stacjach pomiarowych w Bielsku- Białej, Będzinie, Bytomiu, Jaworznie i w Sosnowcu.

W sezonie grzewczym, średnie stężenia pyłu zawieszonego i dwutlenku siarki w powietrzu są ok. 1,5 do 2 razy większe niż w sezonie. Największe różnice zanotowano w zakresie dwutlenku siarki, co związane jest przede wszystkim z emisją podczas spalania paliw.

Pozostawiając daleko statystykę zerknąłem na czujniki Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony środowiska w Katowicach. I tak dla przykładu w miesiącu listopadzie 2005 roku:
Dwutlenek siarki: średnie stężenie 89 µg/m3, maksymalna wartość 136 µg/m3, a norma to 20 µg/m3
Pył zawieszony: średnie stężenie 79 µg/m3, maksymalna wartość 138 µg/m3, norma 40 µg/m3.

W dniu wczorajszym stężenie pyłów o godzinie 19 wynosiło 144 µg/m3 (przypominam – norma 40 µg/m3)
Tlenek azotu, godzina 20:00 – 295, norma to 30.
Pasjonująca lektura, prawda? Można się uczyć procentów i rachunku prawdopodobieństwa: drogie dzieci – policzcie o ile procent będą jutro przekroczone normy i jakie jest prawdopodobieństwo, że padniemy w drodze do szkoły.

Ale może to tylko takie chwilowe. Zobaczmy: ratując się danymi statystycznymi – w roku 2003:
Dwutlenek siarki: maksymalne stężenie 353 µg/m3 (przypominam, że norma wynosi 20 µg/m3), o reszcie wolę nie pisać.
W ciągu roku przez 153 dni tj. przez około 42% czasu w roku występowały stężenia przekraczające normę, przy czym w miesiącach zimowych emisja była prawie 3 razy większa niż w miesiącach letnich.

Analizując stężenia pyłu w powietrzu w odniesieniu do kryteriów w indeksie jakości powietrza stwierdzono, że:
- przez 17% czasu w roku (62 dni), stan zanieczyszczenia powietrza zaliczany był do warunków dobrych,
- przez 47,8% czasu w roku (174 dni), stan zanieczyszczenia powietrza klasyfikowano jako warunki średnie,
- przez 12,9% czasu w roku (47 dni) występowały warunki klasyfikowane jako niezdrowe dla grup o zwiększonej wrażliwości na zanieczyszczenie powietrza (osoby chore na serce i choroby układu oddechowego, dzieci, osoby w podeszłym wieku),
- przez 19,0% czasu w roku (69 dni) występowały warunki klasyfikowane jako niezdrowe,
- przez 3,3% czasu w roku (12 dni) wystąpiły sytuacje klasyfikowane jako bardzo niezdrowe (warunki stwarzające bezpośrednie zagrożenie zdrowia dla wszystkich mieszkańców),
- w roku 2003 nie odnotowano przypadków klasyfikowanych jako warunki niebezpieczne dla zdrowia

innymi słowy na szczęście powietrze dalekie było od składu komory gazowej.

 


Ale powietrze to nie wszystko. Przecież lubimy słuchać deszczu za oknem, prawda? „Woda to życie” – jak mawiały setki konkursów w szkole na najładniej narysowany obrazek o czystej wodzie. Konkursów było tyle, że w okolicznych sklepach zaczynało brakować kredki w kolorze czystej wody.
Lepiej jednak słuchać tego deszczu za oknem niż np. w namiocie, bo mogłoby go przeżreć.

W 2003 roku województwie śląskim odczyn pH deszczu mieścił się w zakresie od 3,15 do 7,85 pH, w tym w Katowicach od 3,88 do 7,03 pH.
Przypominam, że odczyn pH = 1 to kwas, pH=15 to zasada.

W przypadku 53,6% próbek wartości odczynu były niższe od wartości pH = 5,6 oznaczającej naturalną kwasowość wód opadowych, wskazując na zawartość w nich mocnych kwasów mineralnych. Innymi słowy co drugi deszcz to deszcz kwaśny.

Ale zabawa dopiero się zaczyna:

Na obszar województwa śląskiego, wody opadowe w 2003 roku wniosły:
26061 ton siarczanów (21,20 kg/ha);
9981 ton chlorków (8,12 kg/ha);
4376 ton azotynów i azotanów (3,56 kg/ha);
5295 ton azotu amonowego (4,31 kg/ha);
15856 ton azotu ogólnego (12,90 kg/ha);
409,8 ton fosforu ogólnego (0,333 kg/ha);
3335 ton sodu (2,71 kg/ha);
3146 ton potasu (2,56 kg/ha);
10174 tony wapnia (8,28 kg/ha);
794 tony magnezu (0,65 kg/ha);
562,9 ton cynku (0,458 kg/ha);
78,1 ton miedzi (0,0636 kg/ha);
360,6 ton żelaza (0,293 kg/ha);
61,54 ton ołowiu (0,0501 kg/ha);
4,997 ton kadmu 0,00406 kg/ha);
9,69 ton niklu (0,0079 kg/ha);
3,406 ton chromu (0,0028 kg/ha);
80,02 ton manganu (0,0651 kg/ha);
111,64 ton wolnych jonów wodorowych (0,0651 kg/ha).

Razem ok. 65,6 kg / ha. Nie chce mi się liczyć ile to ton trucizn bo i tak sobie tego nie wyobrażę. Wiem ile zajmuje pół tony węgla, bo widziałem kiedyś w piwnicy. 26 tysięcy ton czegośtam – nawet moja wyobraźnia odmawia posłuszeństwa kiedy usiłuję sobie wyobrazić tak wielką piwnicę. Na wagony kolejowe nie chce mi się tego przeliczać.

1 ha (hektar) to 9999.9814 m2 (liczmy 10 000 m2), czyli samych siarczków spadło ponad 2 gramy na 1 m2, a w sumie spadło 6,5 grama trucizn na 1 m2.

Nie czytam dalej, bo mi ręce opadły. Zresztą chyba nie ma potrzeby. Jeśli jeszcze nie przekonałem osób, którzy uparcie twierdzą, że przesadzam niech przyjadą do Katowic i niech głęboko oddychają.

Kolegi z technikum nie chcieli przepuścić przez bramkę lotniska. Musiał się rozebrać do majtek, a i tak bramka wykrywała za dużą zawartość metalu. Później się wyjaśniło, że kolega mieszkał w Rudzie śląskiej i podstawowy zapas metalu nosił w sobie.

Anglik, przyjechawszy do Sosnowca jako native-speaker czyli nauczyciel języka angielskiego, którego podstawowym językiem jest angielski napił się wody z kranu. Wylądował w szpitalu.

Ileś lat temu przyjechała na śląsk grupa badaczy powietrza z Norwegii. Nie dość, że w aparaturze brakło im skali to jeszcze ciężko się zatruli samym powietrzem. Uciekli stąd czym prędzej wydając jednoznaczną opinię, że na śląsku życie nie może istnieć. Widocznie opinia ta nie została rozpowszechniona, gdyż nadal żyjemy.

A zresztą – czy ja muszę kogokolwiek przekonywać?
średnio na jedno mieszkanie przypada miesięcznie 20 gramów trującego pyłu, 16 kg trujących gazów i 32 gramy siarczków, chlorków, azotanów i innych słodyczy.
Jak ktoś ma bardzo spokojne sny, innymi słowy nudzi mu się w nocy albo chce poczytać jakiś horror, a nie ma książki pod ręka to polecam lekturę dobowych stężeń zanieczyszczeń powietrza: http://212.106.146.181/iseo/ .

Bibliografia, czyli z czego kradłem:

  • http://www.ftj.agh.edu.pl/zfs/profil.html#dok4
  • http://proekologia.pl/content.php?article.426.1
  • http://www.celmarplus.toya.net.pl/artykuly/ochr_drog_oddech/ ochr_drog_oddech_3m.htm
  • http://medycyna.linia.pl/tlen.html
  • http://www.imgw.pl/wl/internet/imgw/zastepcy/ bad_nau/meteo.html
  • http://www.kielce.pios.gov.pl/rap_2001/_table/tab_16.htm
  • http://bip.silesia-region.pl/index.php?grupa=40&id=72
  • http://bip.silesia-region.pl/index.php?grupa=40&id=72
  • http://www.dami.pl/~chemia/
  • http://www.katowice.pios.gov.pl
  • http://www.wsgaz.pl/146.0.html
  • śląska Wojewódzka Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna
  • śląski Wojewódzki Inspektorat Ochrony środowiska
  • Ośrodek Badań i Kontroli środowiska Przedsiębiorstwo Państwowe w Katowicach
  • „Program Ochrony środowiska Województwa śląskiego do 2004 r oraz cele długoterminowe do roku 2015”

Inspiracje twórcze znalazłem za oknem i na wakacjach.

 Posted by at 20:22